:: BRYLE
Jeśli już jakaś rzecz ma być "gupia", to okulary są "gupie" na pewno. Mam zamiar zwyzywać je i zbluzgać od najgorszych. I chyba prawdą jest, że jestem rasistko-okularystką, ale takie rzeczy może zrozumieć tylko nosiciel (patrzałek, oczywista). Zapewne postronnym wyda się to takie fajne, lecz rzeczywistość jest brutalna. Jak cudownie mają ci, którzy budzą się rano, patrzą i widzą. Ja mogę się wgapiać do usranej śmierci, jednak nie zobaczę nic wyraźnie, jeśli owo coś jest oddalone więcej niż 15 cm. Nie masz litości. Aplikujesz bryle albo kontakty i naprawdę nie ma zmiłuj. Załóżmy, że budzisz się w środku nocy, dom płonie, świat się wali. Uciekać! Dobra, ale gdzie, kruca fuks, moje łokulary? Za późno, zwęglona belka spada Ci na garba i kitujesz. To tylko ekstremalny przypadek. Ślepaki takie jak ja najgorzej mają na takim załóżmy basenie. Kolorowa plazma, niewiadomo gdzie się ta woda zaczyna, czy to, co idzie to brat czy hipopotam. Jako że bracik bardziej przypomina stracha na wróble i z mamutem pomylić go trudno, to jednak będąc bez wspomagania choćbym chciała - nie rozpoznam gnoja. Taak, zdarzały mi się przypadki, że przez kwadrans stałam w kącie czekając aż mnie rodzina znajdzie. Dziecko we mgle! To samo tyczy się morza, ale tam jest większa dowolność, można się opalać w brylach. Jeśli ktoś lubi opalanie i nie jest jasnożółty od urodzenia niczym klon czyngis-chana. Być może pewne rzeczy sobie wmawiam, ale pomińmy to... W wyżej wspomnianych sytuacjach okulary mają jednak swoje zalety. Na przykład ma się wrażenie, że inni ludzie widzą tak samo słabo jak ja, dzięki czemu mogę bez uprzedzeń paradować w moim różowym kostiumie kąpielowym.

Wstęp mamy już za sobą. Wiadomo, ze bryle są głupie i ich nosiciele są pokrzywdzeni przez los. Oczywiście zawsze istnieje alternatywa zwana soczewkami kontaktowymi, którą to alternatywę z powodzeniem stosuję już od ładnych paru lat.

Jednak nie jest to takie cudowne rozwiązanie, gdyż:
a) patrzałki można zdjąć i założyć w każdej chwili
b) kontakty trza zakładać rano i ściągać wieczorem, nieważne czy chce ci się rzygać czy spać
c) po 20 h noszenia soczewek odczuwa się pewien dyskomfort
d) nie można w nich pływać i spać, ani chodzić całą dobę
e) płyny i kontakty są sakramencko drogie

Mimo to w dni powszednie wolę soczewki. Przynajmniej uczęszczając do budy, jest to znacznie bezpieczniejsze. Wiadomo, że w polskich szkołach przechowuje się hołotę i jakby taka hołota miała szansę wyłuskać gałki oczne nosicielowi to okulary idealnie się do tego nadają. Weźmy chociaż taki wuef, którego nie cierpię, ale jestem praworządna i nie podrabiam zwolnień. Jeśli chodzi o gry zespołowe z wykorzystaniem piłki to ja normalnie nie mogę weń trafić, strach pomyśleć, co by było bez wspomagania. Odbijałabym się od ścian jak bezwolna kukła i przepraszałabym wszystkie materace, na które się natknę. Poza tym w soczewkach widzę lepiej niż w brylach, a tych ostatnich nie chce mi się wzmocnić, bo nie lubię okulistów. Dobra, ale kiedyś przychodzą wakacje. Po kiego grzyba będę wdziewać soczewki, skoro mam zamiar połazić po domu w koszuli nocnej ze starej szmaty? To wtedy nie pozostaje mi nic innego jak przeprosić się z patrzałkami.

Mogłabym teraz wyjaśnić, w jaki sposób stałam się osobą widzącą inaczej. Bardzo prosto. Wszystko przez tą szatańską machinę zwaną potocznie komputerem. To elektryczne gówno zepsuło mi wzrok i zniewoliło mi umysł. "Aniu nie graj tyle na komputerze, bo oślepniesz. / Wcale nie! / Wcale tak. Wyłączaj. / Buuu..." No i się sprawdziło. Jestem teraz taka czterooka i niezmiernie mnie to wkurza. Na początku w ogóle nie chciałam w to uwierzyć. Ja? W okularach? Nieee... A jednak. Staż już mam niezły. Ale nie zamierzam tak tego zostawiać. Wciąż wierzę, że kiedyś spojrzę i zobaczę. Oj tak, zbieram na operację. Trochę se jeszcze poczekam... [A ja od jakichś ośmiu lat wpatruję się po parę godzin w monitor z odświeżaniem na poziomie 60 Hz i nie mam żadnych problemów ze wzrokiem... Zawsze mnie to zastanawiało! - SN]

To może przejdźmy do opisywanego obiektu. Okulary, które właśnie teraz mają zaszczyt znajdować się na moim nosie to moja druga para. Kiedyś miałam takie z zielonego drutu, szkiełka miały cieniusieńkie (zaledwie -1,5), myślałam, że się ich pozbędę szybko i na zawsze. Jakie było moje zaskoczenie, gdy na ostatniej wizycie u okulistki (heh, półtora roku bydzie) pani doktór oświadczyła mi, ze chyba mam dałna skoro nie zgłosiłam się wcześniej. I tak mi dała menda za słabe brylce. Już mi się wszystko rozmazuje. Oczywiście stare oprawki odpadały, gdyż tym razem plastikowe soczewki miały być naprawdę grube. Po dość długiej debacie ze sklepową z optycznego wybrałam w końcu opisywany model. Oprawki są z czarnego plastiku, część, która opiera się na uszach niestety jest słabo zagięta i mi z pyska wciąż zjeżdżają, soczewki mają taki prostokątny kształt, co wygląda niezwykle, rzekłabym, oldskulowo. Najlepsze są szkła, które są dość cienkie w środku, jednakże rozszerzają się niezwykle w miarę upływu czasu i mają gdzieś z pół centymetra grubości. To akurat wszyscy powinni wiedzieć z lekcji biologii, taaa, soczewki korekcyjne... Lewe oko jest bodajże upośledzone na -5,25, a prawe na -5,75. Heh, chciałoby się. Teraz to już -6 albo -7 mam. Nie zdziwiłabym się. Poza tym pod pewnym kątem w szkłach owych plastikowych można dostrzec "ściany" nawarstwione. Ciężko mi określić, co to, ale nie ulega wątpliwości, że jest głupie.

Dlaczego ja w ogóle narzekam? Okulary brudzą się łojem z mordy, zsuwają się, kiedy nie trzeba, lepi się do nich wszystko, co możliwe... I brudzą się niemiłosiernie. Załóżmy, że karmimy się jakimś krupniokiem czy pomidorówą. Nic nam nie kapnie, nawet kropelka, ale bryle i tak są ufajdane. Jakim cudem? Nie wiem. Może jako osoba słabo widząca nie trafiam łyżką tam, gdzie trzeba. Poza tym patrzałki parują i nawet se herbaty gorącej nie wypijesz.

Reasumując, jeśli myślicie, ze to noszenie okularów to wypasiona jazda kul na maksa to jesteście w będzie. Załóżcie se na ryja kaloryfer i zobaczcie, jakie to fajne. Bryle są głupie i ich nienawidzę. Tak uważam. I będę bronić swoich racji, póki będę się miała czym zasłaniać. Bo jak mi ktoś szkiełka wdepta w beton to może zmienię zdanie.

ZALETY ::
zalet brak, przykro mi
WADY ::
- brudzą się
- parują
- oblewają łojem
- spadają
0%

ps. ta ocena wcale nie jest surowa. Ja się po prostu znam i tyle.
ps2. życie zaczyna się po -6, he he.
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.