Zadam najpierw pytanko - dlaczego w Polsce czytelnictwo stoi na tak niskim
poziomie?
A teraz udzielę odpowiedzi.
Polacy - szczególnie młodzi - mało czytają. Powodem jest oczywiście zbyt
wygórowana cena za jedną sztukę książki.
Stara, typowa, trywialna i tak pospolita wymówka, jak biegunka po niedojrzałych
gruszkach. Jak by nie można było z czystym sumieniem się przyznać, że
przeczytanie jednej strony sprawia ból fizyczny, psychiczny i doprowadza do
zaniku komórek mózgowych, odpowiedzialnych za racjonalne myślenie, których i tak
ma się dostatecznie mało. A tak nasi polscy Guru Umysłów muszą kłamać w żywe
oczy i to jeszcze stosować kłamstwo nadające się do roztrzaskania o kant dupy.
Smutne, że kurcząca się część polskiego czytelnictwa wywiera tak silną presję na
książkowych abstynentów. Oni przecież nic złego nie robią, ale przyznać się do
tego jest jednak zbyt ciężko.
Śmiejecie się z takich ludzi? Z ludzi, którzy muszą łamać część życiowego
kodeksu, wmawiając nam, molom książkowym, coś, co nie jest prawdą? Postawcie
się, cwaniaczki, na ich miejscu. Jak byście się czuli, gdybyście przykładowo
byli niedoinformowani w kwestii stawiania przecinka przed każdym "że" i musieli
się do tego publicznie przyznać? Lub przyznać się do luki wielkości Czarnej
Dziury w zakresie polskiej ortografii? Albo ogólnie do wtórnego analfabetyzmu,
który jest główną przeszkodą w skonstruowaniu jednego (liczbowo: 1) sensownego
zdania w wieku osiemnastu, dziewiętnastu lat? Przyjemnie by wam było?! Mnie nie.
Bo wiecie, ja znam ludzi tego typu. Ba! Mam z nimi do czynienia prawie każdego
dnia, w szkole, na podwórku, w mieście, w autobusie. Wszędzie. Rozumiem ich
problemy, dlatego nie uważam, że czepianie się takich krety... ludzi, jest godne
pochwały. Mała frekwencja przy książkach wynikać może z wielu mało sprzyjających
okoliczności, z którymi nie każdy może sobie poradzić.
|
Na przykład, aby skończyć książkę i czerpać jeszcze z tego przyjemność, trzeba
przeczytać ją ze zrozumieniem. To nie jest umiejętność wrodzona - ją trzeba
sobie przyswoić, co w dzisiejszych czasach - kiedy wszędobylska rozrywka pobiła
samokształcenie - jest rzeczą ekstremalnie trudną. Poza tym przeczytanie książki
jest czasochłonne. Wiecie, co można zrobić w czasie czytania? Można pościągać
sobie empetrójki, wypić piwo z kumplem, napisać SMSa do Moniki (mając w
telefonie włączoną opcję T9, wspomagającą układanie słów), oglądnąć "Bar",
wypolerować paznokcie, zrobić sobie maseczkę, spalić zioło, wciągnąć nosem "inną
mąkę" i wiele innych. Patrzcie, ile człowiek traci przyjemności i możliwości
poznania świata przez niewinne z pozoru ślęczenie przed tym obrzydliwym
pożeraczem czasu. Ponadto czytanie książki przyśpiesza zużycie się mózgu. Trzeba
sobie przecież wyobrazić opisywaną w nich akcję (jeżeli sztukę czytania ze
zrozumieniem ma się za sobą), a to stawia nasz móżdżek krok bliżej ku
przepaleniu. Mało wam? A przecież książka sama nie przyjdzie do właściciela -
zdobycie jej wymaga skrajnego wysiłku, który polega na spacerze do biblioteki
(do sklepu nie, bo, jak mówiłem wcześniej, są za drogie). No a jaką pozycję
przeczytać? - to też ważny aspekt. Przecież bardzo dorosły, bo siedemnastoletni,
chłopak nie będzie marnował czasu nad bajkami Tolkiena. Pratchett również nie
wchodzi w rachubę, bo mimo dowcipu, którego zrozumienie wymaga ekstremalnie
skrajnego wysiłku intelektualnego, akcja dzieje się na głupim płaskim Świecie
Dysku, co śmierdzi bajką dla raczkujących fanów Teletubies. To może Kinga ma
czytać? A skąd! Co kogo obchodzą cudze myśli, słownie obrazowane przez Tatę
Ostatniego Rewolwerowca, których zrozumienie polega na ich przeczytaniu? W
dodatku ze zrozumieniem? No dajcie spokój. Albo jak na stronicach nie ma
namalowanej strzałki, w którym kierunku przewracać kartki, to co ma zrobić
prosty szary człowieczek? Czekać na przeciąg? No pomyślcie sami.
Pytanie, które zadałem na początku felietonu, ma w końcu swoją odpowiedź. Co
prawda może niekompletną, ale pokazującą ogólne zarysy powodów książkowej
absencji.
Niniejszym apeluję.
Czytelnicy AMKsiążki! Zostawcie w spokoju ludzi, których boli dobrowolne
wchłonięcie kilku napisanych zdań. Ich sprawa, mamy równouprawnienie, więc
musimy traktować ich tak samo jak gejów, lesbijki, dresiarzy i zawodowych
onanistów.
Chcecie im wytykać to intelektualne kalectwo, by doszli do pewnych wniosków i
zaczęli coś z tym robić? Po co? Można zrobić użytek z takich, jacy są teraz.
Można się przy nich dowartościować.
Koniec apelu.
511969234
www.sianow.kw.pl
|