Czy można napisać do AMK recenzję czegoś, co ma niewiele z książkami wspólnego?
Czy nikła wartość intelektualna (dla przeciętnego czytelnika) dzieła może nas -
odbiorców zwalniać od niemal obowiązku przeczytania tej pozycji? Nie. Powinno
się czytać jak najwięcej, w każdej okoliczności. Na taborecie w kuchni, w
poczekalni gabinetu stomatologicznego, czy na zwykłym białym kibelku.
Niezależnie od tego gdzie czytamy, można spotkać wiele gatunków nowoczestej (i
nie tylko) sztuki piśmienniczej. Od malutkich i jakże nieatrakcyjnych ulotek z
promocjami okolicznego super hiper, do najnowszego wydania Pani Domu, w którym
znana pani doktor radzi, jak sprostać częstym bólom w palcu wskazującym. Ale czy
tak naprawdę, zwykły śmiertelnik może gdziekolwiek znaleźć dokumentację do
suwnicy z 1953 roku? Owszem, o ile umie trochę pokombinować.
Mnie naprzykład dokumentacja ta wpadła sama w rece, gdyż dostałem zlecenie od
mojego ojca na przepisanie dokumentu. Moja ciekawość oczywiście nie dawała mi
spokoju i w końcu musiałem spytać, po co ja do cholery mam ten fakin szit
przepisywać. Odpowiedź otrzymałem bardzo wylewną, napewno w pełni zadowalającą,
ale niestety nie do podzielenia się z większym gronem czytelników. ;p Proceder
jest mało legalny i można go w sumie porównać do sprzedawania na bazarze
czystych płyt z widniejącym na okładce podpisem GTA San Andreas. ;)
Tak czy siak z tej usługi miałem mieć 50 złociszy. Perspektywa raczej dobra
zważywszy na to, że niedługo początek roku szkolnego i trzeba by się jeszcze
gdzieś wybrać na jakąś wycieczkę. Biorę się więc za oględziny dokumentacji. Ta
swoim wykonaniem prawdę mówiąc nie zachwyca. Napisana na narzędziu rodem z
serialu Szogun emitowanego ostatnio w TVP, czyli na maszynie do pisania. Do tego
z jakimś dziwnym kolorkiem papieru przypominającego fiolet, co jest napewno
efektem kalki. Ciężko się to wszystko czyta. Literki i cyferki są raczej
niewyraźne, do tego rozmazane, ale i ja trochę się do tego przyczyniłem. Upadło
mi bowiem trochę pizzy na jedną z kartek. ;/ Hm.. plama od keczupu, na
dokumentacji z `53 roku?
|
Co do samej treści też nie jest najlepiej. Trzeba szczeże powiedzieć, że Mistrz
i Małgorzata to to nie jest. ;p W najlepszym przypadku coś pomiędzy Naj, a
Poradnikiem domowym. Już po pierwszym zdaniu daje się wyczuć charakterystyczny
dla takich 'produktów' żargon. Otóż o ile wyrażenia typu (punkt 7. - "wysięg
suwnicy") - Suwnica wysięgu nie posiada - można zrozumieć, to zwroty w stylu "Ze
względu na małe wymiary zblocza hakowego mogącego mieścić się pomiędzy
dźwigarami głównymi mostu, wysokość robocza uwarunkowana jest wymiarami
podnoszonego przedmiotu i wysokością toru podsuwnicowego ponad poziom roboczy. /
patrz rys. 1 / - są ciężkie do pokapowania. ;p A właśnie, gratis do dokumentacji
dostajemy dodatkowe rysunki pomocnicze. Co większe zboczuchy mogą poruwnać je do
rozkładówek z playboya, ale ich treść jest nieco odmienna. Mamy tu bowiem do
czynienia z jakimiś bazgrołami, które ponoć coś przedstawiają. Nie umiem
odczytywać takich bochomazów, dlatego szybko zamknąłem rysunek formatu bodaj A2
i podarłem przy okazji kawałek haka z rys.2. ;/
Tak czy siak, trzeba się w końcu zabrać za drukowanie, a potem biegiem do banku
wpłacić kasę, póki mój brat, o nosie wyjątkowo wyczulonym na moją forsę, zdąży
wrócić do domu.
Czytania dokumentacji oraz jej przepisywania rzecz jasna nie polecam i radzę
znaleźć sobie inne źródło dochodów, ot np. pracę na poczcie. ;p (hi Brutal_Bydle
;pp).
|