Listopad 2005      


|:  VARIA  :|

Dokumentacja do suwnicy z 1953 roku
miekki
 
[Ten tekst należy traktować z przymrużeniem oka. Czemu go przepuściłem? Hmm... Moje dobre serce. Ostrzegam jednak, że takie coś zdarza się po raz pierwszy i ostatni - Dusqmad]

Czy można napisać do AMK recenzję czegoś, co ma niewiele z książkami wspólnego? Czy nikła wartość intelektualna (dla przeciętnego czytelnika) dzieła może nas - odbiorców zwalniać od niemal obowiązku przeczytania tej pozycji? Nie. Powinno się czytać jak najwięcej, w każdej okoliczności. Na taborecie w kuchni, w poczekalni gabinetu stomatologicznego, czy na zwykłym białym kibelku. Niezależnie od tego gdzie czytamy, można spotkać wiele gatunków nowoczestej (i nie tylko) sztuki piśmienniczej. Od malutkich i jakże nieatrakcyjnych ulotek z promocjami okolicznego super hiper, do najnowszego wydania Pani Domu, w którym znana pani doktor radzi, jak sprostać częstym bólom w palcu wskazującym. Ale czy tak naprawdę, zwykły śmiertelnik może gdziekolwiek znaleźć dokumentację do suwnicy z 1953 roku? Owszem, o ile umie trochę pokombinować.

Mnie naprzykład dokumentacja ta wpadła sama w rece, gdyż dostałem zlecenie od mojego ojca na przepisanie dokumentu. Moja ciekawość oczywiście nie dawała mi spokoju i w końcu musiałem spytać, po co ja do cholery mam ten fakin szit przepisywać. Odpowiedź otrzymałem bardzo wylewną, napewno w pełni zadowalającą, ale niestety nie do podzielenia się z większym gronem czytelników. ;p Proceder jest mało legalny i można go w sumie porównać do sprzedawania na bazarze czystych płyt z widniejącym na okładce podpisem GTA San Andreas. ;)

Tak czy siak z tej usługi miałem mieć 50 złociszy. Perspektywa raczej dobra zważywszy na to, że niedługo początek roku szkolnego i trzeba by się jeszcze gdzieś wybrać na jakąś wycieczkę. Biorę się więc za oględziny dokumentacji. Ta swoim wykonaniem prawdę mówiąc nie zachwyca. Napisana na narzędziu rodem z serialu Szogun emitowanego ostatnio w TVP, czyli na maszynie do pisania. Do tego z jakimś dziwnym kolorkiem papieru przypominającego fiolet, co jest napewno efektem kalki. Ciężko się to wszystko czyta. Literki i cyferki są raczej niewyraźne, do tego rozmazane, ale i ja trochę się do tego przyczyniłem. Upadło mi bowiem trochę pizzy na jedną z kartek. ;/ Hm.. plama od keczupu, na dokumentacji z `53 roku?



Co do samej treści też nie jest najlepiej. Trzeba szczeże powiedzieć, że Mistrz i Małgorzata to to nie jest. ;p W najlepszym przypadku coś pomiędzy Naj, a Poradnikiem domowym. Już po pierwszym zdaniu daje się wyczuć charakterystyczny dla takich 'produktów' żargon. Otóż o ile wyrażenia typu (punkt 7. - "wysięg suwnicy") - Suwnica wysięgu nie posiada - można zrozumieć, to zwroty w stylu "Ze względu na małe wymiary zblocza hakowego mogącego mieścić się pomiędzy dźwigarami głównymi mostu, wysokość robocza uwarunkowana jest wymiarami podnoszonego przedmiotu i wysokością toru podsuwnicowego ponad poziom roboczy. / patrz rys. 1 / - są ciężkie do pokapowania. ;p A właśnie, gratis do dokumentacji dostajemy dodatkowe rysunki pomocnicze. Co większe zboczuchy mogą poruwnać je do rozkładówek z playboya, ale ich treść jest nieco odmienna. Mamy tu bowiem do czynienia z jakimiś bazgrołami, które ponoć coś przedstawiają. Nie umiem odczytywać takich bochomazów, dlatego szybko zamknąłem rysunek formatu bodaj A2 i podarłem przy okazji kawałek haka z rys.2. ;/

Tak czy siak, trzeba się w końcu zabrać za drukowanie, a potem biegiem do banku wpłacić kasę, póki mój brat, o nosie wyjątkowo wyczulonym na moją forsę, zdąży wrócić do domu.

Czytania dokumentacji oraz jej przepisywania rzecz jasna nie polecam i radzę znaleźć sobie inne źródło dochodów, ot np. pracę na poczcie. ;p (hi Brutal_Bydle ;pp).

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!