Kiedyś, w czasie ferii, które obfitowały w dawkę rozrywki równą obieraniu
ziemniaków, postanowiłem zrobić szturm na mój strych. Po heroicznej walce z
uszkodzonymi krzesłami, pustymi i pełnymi szafkami oraz wielgachną stertą
zapomnianych dawno gratów, dotarłem do celu mojego przedsięwzięcia - książki.
Wśród nich znalazłem sześciuset stronicową powieść Ryśka Lisowackiego - "My z
Marymontu".
Historia opowiada o czterech chłopakach, którym przyszło żyć w czasach natarcia,
okupacji i walki ze Szkopami. Grupka chłopaków postanawia utworzyć niewielką
konspirację, mającej za zadanie przeszkadzanie frycom, którzy brudzili swoimi
butami ulice okupowanej Warszawy, a ściślej - tytułowego Marymontu.
Tym sposobem stają się niezbyt skuteczną - ale jednak - siłą oporu. Ich dywersje
polegały na przebijaniu opon szwabskich wozów, wybijaniu szyb folksdojczom,
którzy zeszmacili się i postanowili być z Niemcami za pan brat, i ogólnie
staraniach, by podwładni Furhera nie czuli się tutaj zbyt dobrze. Z czasem
nawiązują kontakt z redaktorami konspiracyjnej gazetki, powoli zostają
wtajemniczeni w służbę opozycji, która szykuje się do buntu. Między tymi
rzeczami oczywiście poznają "uroki" życia w okupowanym kraju, znaczenie słowa
"zabójstwo", "głód", "strach" i wiele innych tego typu określeń. W końcu
Powstanie wybucha. A oni są w jego centrum.
Powiem tak - książka, pisana stylem raczej dla młodszej dziatwy, mimo to zrobiła
na mnie piorunujące wrażenie. Jak nigdy. Dobrze napisana historia młodych ludzi,
pragnących wolności, pokazuje, co czuli ludzie, widząc niemiecką świnię na
ulicy, której władza zamyka się w pojemności magazynka faszystowskiego
pistoletu.
Ryszard Lisowacki napisał dobrą, solidną powieść, którą powinien przeczytać
każdy mający do niej dostęp (a zważywszy na datę jej wydania, może to okazać się
trudne) i każdy Polak, który czuje się Polakiem. A już na pewno każdy
mieszkaniec Warszawy, a już ewidentnie i koniecznie mieszkańcy dzisiejszego
Marymontu. A uważam tak, ponieważ jest to lekcja historii tych trudnych czasów
dla Polski, opowieść o głębokim patriotyzmie, miłości do naszego kraju i walce
Warszawy z faszyzmem, który ją zbrukał..
|
|
|
|
| My z Marymontu |
|
| Literatura młodzieżowa |
|
|
brak oceny |
|
|
brak |
|
|
Książka ta jest mieszanką wszystkich dodatnich cech, jakie powinna zawierać
książka. Istny kombos dobrej narracji, wgłębienia się w psychikę każdego z
młodych bohaterów (ów styl prześwietlenia myśli bohaterów różni się od Kinga
tym, że nie ma nawet jednego momentu przynudzania), historii polskiej okupacji,
wzruszających i prawdziwych pokazów polskiego patriotyzmu i kilkuset stron, na
których to wszystko jest słownie obrazowane
Nie ma róży bez kolców? Może to i prawda, ale wszystko ma również wyjątek, który
tego typu uogólniające powiedzenia potwierdza. "My z Marymontu" jest takim
właśnie wyjątkiem. Dlatego z czystym sumieniem, bez jakichkolwiek wyrzutów
sumienia i kaca moralnego stawiam tej książce tłustą, pełną i - przede wszystkim
- zasłużoną dychę.
511969234
www.sianow.kw.pl
|