"Czy to wielki cień na drodze
biegnie równolegle z naszym życiem czy nasze marzenia?
Spełnione?"
- Joseph McElroy
Niezwykle trudno jest recenzować książki dobre. Jeszcze trudniej napisać choćby
kilka słów o książkach bardzo dobrych. Ja mam jednak jeszcze gorzej, bo muszę
opisać pozycję niemal ocierającą się o geniusz. I o ile w przypadku "zwykłych"
książek można wytknąć zwykle parę wad, to tutaj absolutnie nie mogę się do
niczego przyczepić. Ale po kolei:
Spośród wszystkich przeczytanych dotąd przeze mnie książek Carrolla "Spiąc w
płomieniu" jest wyjątkowa. Wiem, że zawsze piszę coś w tym stylu, ale tym razem
mamy do czynienia z naprawdę kapitalnym pomysłem i doskonale opowiedzianą
historią człowieka, którego nawiedzają "duchy przeszłości" - w jego życiu
pojawiają się jego poprzednie wcielenia i szybko okazuje się, że za wszystkim
stoi jego tatuś. Jego p r a w d z i w y tatuś. Karzeł, żeby nie było
wątpliwości. Karzeł, jakich wiele w książkach z baśniami dla dzieci i
jednocześnie karzeł, który również ma sporo problemów. Ze sobą i z Walkerem. A
wcześniej Moritzem, Alexandrem...
U Carrolla to, co zwykle, ale jakże niezwykle. Bo jeśli to, co wyrabia w swoich
książkach przyjmiemy za normalność, to nagle okaże się, że wszyscy pozostali
pisarze są nienormalni. Ale o to właśnie chodzi - ci, do których ten autor
trafi, pozostaną już na zawsze jego wiernymi wielbicielami. "Śpiąc w płomieniu"
to w pewnym sensie książka o... książkach. A przynajmniej to sugeruje
zakończenie, którego jednak nie mogę zdradzić. powiem tylko jedno - jest
absolutnie doskonałe, zaskakujące i tak spodziewane, jak fala upałów styczniem w
Suwałkach :) Czyli znowu - normalka. W tych książkach po prostu nie można
spodziewać się zwykłego zakończenia. Jeśli chcecie czegoś w rodzaju "żyli długo
i szczęśliwie" to sorry, nie ten adres.
|
|
|
|
| Slepping in
flame |
|
| Literatura piękna |
|
| Brak
oceny |
|
|

|
|
|
Na zakończenie jeszcze jedna ważna rzecz - w tej książce pojawia się jedna ze
sztandarowych postaci Carrolla - szaman Venasque, uczący ludzi... latać. Sceny z
nim są po prostu majstersztykiem i choćby dla nich warto przeczytać tę książkę.
Ale myślę, że kto zacznie już lekturę, ten nie oderwie się aż do końca. Bo
"Śpiąc w płomieniu" nie pozwala tak zwyczajnie przerwać czytania i wrócić do
swoich zajęć. Wsysa dlatego, iż wiemy, że zawsze, nieważne jak bardzo byśmy byli
zaskoczeni, to na następnej stronie pojawi się jeszcze większa "bomba". To
nakręca spiralę, która dosłownie zmusza do pozostania aż po ostatnią stronę, a
pewnie i jeszcze dłużej - już przy następnych pozycjach autora.
"Błyskotliwa to za mało. Można ewentualnie określić tę książkę jako zaskakująco
błyskotliwą. Stałem się wielbicielem talentu Carrolla po przeczytaniu "Krainy
Chichów". Ta powieść uczyniła ze mnie wielkiego, prawdziwego fana jego
twórczości." - James Herbert
|