Co byś zrobił, Czytelniku, mając do dyspozycji ostatnie dwanaście dni swojego
życia?
Zatroszczyłbyś się o ewentualne życie po życiu? Skoczyłbyś na bungee? Wydałbyś
wszystkie oszczędności? Wyznałbyś komuś miłość?
A jakie ewentualności rozważać może mały chłopiec chory na raka, zamknięty na
szpitalnym oddziale?
Oskar ma dopiero dziesięć lat, ale jak sam twierdzi, dużo wie o życiu. W Boga
nie wierzy. Rozczarował się kiedyś bardzo w kwestii świętego Mikołaja, więc woli
nie powtórzyć drugi raz tego samego błędu. Mimo to, za namową cioci Róży, swej
ulubionej szpitalnej opiekunki - wolontariuszki o wyjątkowej wrażliwości -
zaczyna do Niego pisywać listy. Właśnie z tych krótkich zapisków dowiadujemy się
wszystkiego o naszym małym bohaterze.
Wie, że zostało mu tylko dwanaście dni. Podsłuchał, gdy lekarz mówił o tym jego
rodzicom. Nie boi się jednak. Swoich przerażonych rodziców uważa za wyjątkowych
tchórzy. Woli spędzać czas w towarzystwie cioci Róży, opowiadającej niestworzone
historie o swojej zapaśniczej (!) przeszłości. To jedyna osoba, która naprawdę
rozumie chłopca. Dlatego Oskar przystaje na kolejny z jej pomysłów, aby każdy
dzień traktować jako dziesięć lat życia. W ten sposób za niecałe dwa tygodnie
umrze w sędziwym wieku stu dwudziestu lat, jako doświadczony człowiek, który
niejedno przeżył.
O tej książce należy pisać krótko, bo ona sama, pomimo zawartych w niej
poruszających treści, składa się tylko z siedemdziesięciu paru stron. I nie bez
powodu porównywana jest do „Małego Księcia”. Obydwie powieści uczą Czytelnika
wrażliwości i zadawania naprawdę ważnych pytań. Z tym, że „Oskar…” robi to w
sposób nieco bardziej bezpośredni, choć też nie ucieka się przy tym do taniego
moralizatorstwa. To jest właśnie jego największą zaletą. Ma on bowiem szansę
trafić do szerszej rzeszy odbiorców, którym „Mały Książę” wydał się nazbyt
infantylny. Poza tym – o wielu rzeczach mówi wprost. Nie ukrywa właściwej treści
pod płaszczykiem alegorii i niezliczonych symboli. Zadziwia swoją dosłownością.
Bo trzeba mieć trochę odwagi, żeby w taki sposób pisać o śmierci.
|
|
|
|
| Oscar et la
dame Rose |
|
| Literatura piękna |
|
| Brak
oceny |
|
|

|
|
|
Najlepsze jednak jest to, że te skromne 70 stron daje do myślenia równie
skutecznie, jak opasłe tomy filozofów i tysiące rozpraw o sensie naszego na tym
świecie istnienia. Po godzinnej lekturze dochodzisz, Czytelniku, do wniosku, że
warto jednak czasem parę rzeczy przemyśleć. Tak dla własnej satysfakcji. Okaże
się wtedy, że to, co dotychczas napawało lękiem (na tyle, żeby w ogóle o tym nie
myśleć), jest tak naprawdę po prostu… ludzkie. Zwyczajne.
Reasumując – książka ta ma spore szanse, aby dołączyć kiedyś do kanonu
literatury dla dzieci. Choć pewnie, podobnie jak po „Małego Księcia”, będą po
nią sięgać także dorośli. Oby.
PS. Jak to jest, że krótkie książki („Oskar…”, „Mały Książę”, „Opowieść
Wigilijna”…) są tak oszałamiająco treściwe? To geniusz autorów, czy też po
prostu o rzeczach najważniejszych mówi się prosto?
|