Listopad 2005      


|:  RECENZJA  :|

Eric Emmanuel Schmitt - Oskar i Pani Róża
Panna Nikt

Co byś zrobił, Czytelniku, mając do dyspozycji ostatnie dwanaście dni swojego życia?
Zatroszczyłbyś się o ewentualne życie po życiu? Skoczyłbyś na bungee? Wydałbyś wszystkie oszczędności? Wyznałbyś komuś miłość?

A jakie ewentualności rozważać może mały chłopiec chory na raka, zamknięty na szpitalnym oddziale?

Oskar ma dopiero dziesięć lat, ale jak sam twierdzi, dużo wie o życiu. W Boga nie wierzy. Rozczarował się kiedyś bardzo w kwestii świętego Mikołaja, więc woli nie powtórzyć drugi raz tego samego błędu. Mimo to, za namową cioci Róży, swej ulubionej szpitalnej opiekunki - wolontariuszki o wyjątkowej wrażliwości - zaczyna do Niego pisywać listy. Właśnie z tych krótkich zapisków dowiadujemy się wszystkiego o naszym małym bohaterze.
Wie, że zostało mu tylko dwanaście dni. Podsłuchał, gdy lekarz mówił o tym jego rodzicom. Nie boi się jednak. Swoich przerażonych rodziców uważa za wyjątkowych tchórzy. Woli spędzać czas w towarzystwie cioci Róży, opowiadającej niestworzone historie o swojej zapaśniczej (!) przeszłości. To jedyna osoba, która naprawdę rozumie chłopca. Dlatego Oskar przystaje na kolejny z jej pomysłów, aby każdy dzień traktować jako dziesięć lat życia. W ten sposób za niecałe dwa tygodnie umrze w sędziwym wieku stu dwudziestu lat, jako doświadczony człowiek, który niejedno przeżył.

O tej książce należy pisać krótko, bo ona sama, pomimo zawartych w niej poruszających treści, składa się tylko z siedemdziesięciu paru stron. I nie bez powodu porównywana jest do „Małego Księcia”. Obydwie powieści uczą Czytelnika wrażliwości i zadawania naprawdę ważnych pytań. Z tym, że „Oskar…” robi to w sposób nieco bardziej bezpośredni, choć też nie ucieka się przy tym do taniego moralizatorstwa. To jest właśnie jego największą zaletą. Ma on bowiem szansę trafić do szerszej rzeszy odbiorców, którym „Mały Książę” wydał się nazbyt infantylny. Poza tym – o wielu rzeczach mówi wprost. Nie ukrywa właściwej treści pod płaszczykiem alegorii i niezliczonych symboli. Zadziwia swoją dosłownością. Bo trzeba mieć trochę odwagi, żeby w taki sposób pisać o śmierci.

  Oscar et la dame Rose
  Literatura piękna
  Brak oceny


Najlepsze jednak jest to, że te skromne 70 stron daje do myślenia równie skutecznie, jak opasłe tomy filozofów i tysiące rozpraw o sensie naszego na tym świecie istnienia. Po godzinnej lekturze dochodzisz, Czytelniku, do wniosku, że warto jednak czasem parę rzeczy przemyśleć. Tak dla własnej satysfakcji. Okaże się wtedy, że to, co dotychczas napawało lękiem (na tyle, żeby w ogóle o tym nie myśleć), jest tak naprawdę po prostu… ludzkie. Zwyczajne.
Reasumując – książka ta ma spore szanse, aby dołączyć kiedyś do kanonu literatury dla dzieci. Choć pewnie, podobnie jak po „Małego Księcia”, będą po nią sięgać także dorośli. Oby.

PS. Jak to jest, że krótkie książki („Oskar…”, „Mały Książę”, „Opowieść Wigilijna”…) są tak oszałamiająco treściwe? To geniusz autorów, czy też po prostu o rzeczach najważniejszych mówi się prosto?

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!