Widziałem kiedyś UFO. Serio, nie wyglądało to na nocne wyczyny pryszczatego
pilota, który przed godziną uzyskał licencję na latanie. Napisałem nawet kiedyś
na ten temat do AMagowej Strefy 51. Cieszyłem się na widok tego latającego
czegoś niczym niemowlak, który z satysfakcją uświadomił sobie, że narastające
ciśnienie między pośladami zredukować można przez jedno szybkie parcie.
Ale ja nie o tym.
Wstęp miał być informacją, że Szaraki i ich Latające talerze są dla mnie
niezwykle interesujące. Dlatego sięgając po "Stukostrachy" Stephena "Mistrza
Grozy" Kinga byłem ciekaw, jak wyglądać będą międzygwiezdne kontakty
człowiek-kosmita przez jego pryzmat.
Nie chcę takich kontaktów.
Ta długa 725. stronicowa powieść zbiera w Internecie nienajlepsze recenzje,
czego nie zrozumieć nie mogę. Bo książka jest wgniatająca. Gniecie klimatem,
razi grozą, sporadycznie pieści humorem i prezentuje coś zbliżonego do
literackiego ideału.
Sprawa wygląda następująco. Bobbi Anderson niedaleko swojego wiejskiego domu
potyka się o kawałek blachy. Zaintrygowana znaleziskiem postanawia sprawdzić, co
to takiego. Gdy dochodzi do wniosku, iż metalowy obiekt jest nieco większy, niż
sobie to wyobrażała, zabiera się kopania zawodowym stylem. Im więcej odkopuje,
tym bardziej zauważa dziwne zjawiska (fenomenalnie obfita miesiączka, młodnienie
psa).
W międzyczasie poznajemy również Jima Gardenera, poetę, cynika i dobrze
zapowiadającego się kandydata do obrad przy stole AA. Po pewnych przygodach,
jakie przeżywa na zjeździe poetów, budzi się na plaży we własnych rzygowinach,
bez buta, torby, w której miał sporo cennych rzeczy i pieniędzy. Ma za to
poważne luki w pamięci - nie pamięta, jak doszło do plażowego noclegu, itp. Po
spojrzeniu na swoje życie postanawia popełnić czyn zwany powszechnie
samobójstwem, lecz odkłada to na później, kiedy zaczyna dręczyć go przeczucie,
że z jego przyjaciółką Bobbi coś jest nie w porządku. Gdy przyjeżdża do niej,
okazuje się, że dotknęły ją pewne zewnętrzne i - przede wszystkim - wewnętrzne
zmiany.
Tak to wygląda. Akcja rozkręca się powoli, ale bardzo interesująco. Autor
zadbał, aby czytelnik się nie nudził - porozmieszczał tu i tam ciekawe
przemyślenia poszczególnych bohaterów, interesujące fakty dotyczące Czernobyla i
humor, który niekiedy może konkurować z pratchettowską prozą. Są nudne momenty,
jak wszędzie. Ale ich liczba jest ciupeńka. Przebieg zdarzeń przypomina mi nieco
"Sklepik marzeń (Needful things)" tego samego autora. Stopniowo całe miasto
staje się swoistą dziuplą, do której ingerencja jakiejkolwiek zewnętrznej siły
jest spisana na straty.
|
|
|
|
| Tommyknockers |
|
| Horror/thriller |
|
| brak
oceny |
|
|

|
|
|
Mnie osobiście książka nie straszyła, ale szybki oddech wywoływała naprawdę
często (np., podczas zakończenia magicznej sztuczki drugoplanowego,
nastoletniego bohatera). Naprawdę warta kupienia - cztery dychu to sporo, ale
opłaci się - i przeczytania historia o zwykłych ludziach, postawionych w
niezwykłych sytuacjach.
Mały aneks.
King prawie zawsze stawia szare postacie w cholernie nietypowych warunkach, z
którymi nawet komandos miałby problemy. Ludzie w takich sytuacjach zachowaliby
się różnie, nieprzewidywalnie, ich czyny są wtedy trudne do uzasadnienia. Mimo
to King potrafi każdy ruch swojego bohatera doskonale usprawiedliwić, słownie
pokazując tok jego - bohatera - rozumowania.
Dlatego stawiam go na szycie, obok Pratchetta, mojej listy Literatów
Absolutnych.
511969234
www.sianow.kw.pl
|