Listopad 2005      


|:  RECENZJA  :|

Stephen King - Stukostrachy
Michał Chmielewski

Widziałem kiedyś UFO. Serio, nie wyglądało to na nocne wyczyny pryszczatego pilota, który przed godziną uzyskał licencję na latanie. Napisałem nawet kiedyś na ten temat do AMagowej Strefy 51. Cieszyłem się na widok tego latającego czegoś niczym niemowlak, który z satysfakcją uświadomił sobie, że narastające ciśnienie między pośladami zredukować można przez jedno szybkie parcie.
Ale ja nie o tym.

Wstęp miał być informacją, że Szaraki i ich Latające talerze są dla mnie niezwykle interesujące. Dlatego sięgając po "Stukostrachy" Stephena "Mistrza Grozy" Kinga byłem ciekaw, jak wyglądać będą międzygwiezdne kontakty człowiek-kosmita przez jego pryzmat.
Nie chcę takich kontaktów.

Ta długa 725. stronicowa powieść zbiera w Internecie nienajlepsze recenzje, czego nie zrozumieć nie mogę. Bo książka jest wgniatająca. Gniecie klimatem, razi grozą, sporadycznie pieści humorem i prezentuje coś zbliżonego do literackiego ideału.

Sprawa wygląda następująco. Bobbi Anderson niedaleko swojego wiejskiego domu potyka się o kawałek blachy. Zaintrygowana znaleziskiem postanawia sprawdzić, co to takiego. Gdy dochodzi do wniosku, iż metalowy obiekt jest nieco większy, niż sobie to wyobrażała, zabiera się kopania zawodowym stylem. Im więcej odkopuje, tym bardziej zauważa dziwne zjawiska (fenomenalnie obfita miesiączka, młodnienie psa).
W międzyczasie poznajemy również Jima Gardenera, poetę, cynika i dobrze zapowiadającego się kandydata do obrad przy stole AA. Po pewnych przygodach, jakie przeżywa na zjeździe poetów, budzi się na plaży we własnych rzygowinach, bez buta, torby, w której miał sporo cennych rzeczy i pieniędzy. Ma za to poważne luki w pamięci - nie pamięta, jak doszło do plażowego noclegu, itp. Po spojrzeniu na swoje życie postanawia popełnić czyn zwany powszechnie samobójstwem, lecz odkłada to na później, kiedy zaczyna dręczyć go przeczucie, że z jego przyjaciółką Bobbi coś jest nie w porządku. Gdy przyjeżdża do niej, okazuje się, że dotknęły ją pewne zewnętrzne i - przede wszystkim - wewnętrzne zmiany.

Tak to wygląda. Akcja rozkręca się powoli, ale bardzo interesująco. Autor zadbał, aby czytelnik się nie nudził - porozmieszczał tu i tam ciekawe przemyślenia poszczególnych bohaterów, interesujące fakty dotyczące Czernobyla i humor, który niekiedy może konkurować z pratchettowską prozą. Są nudne momenty, jak wszędzie. Ale ich liczba jest ciupeńka. Przebieg zdarzeń przypomina mi nieco "Sklepik marzeń (Needful things)" tego samego autora. Stopniowo całe miasto staje się swoistą dziuplą, do której ingerencja jakiejkolwiek zewnętrznej siły jest spisana na straty.
 

  Tommyknockers
  Horror/thriller
  brak oceny


Mnie osobiście książka nie straszyła, ale szybki oddech wywoływała naprawdę często (np., podczas zakończenia magicznej sztuczki drugoplanowego, nastoletniego bohatera). Naprawdę warta kupienia - cztery dychu to sporo, ale opłaci się - i przeczytania historia o zwykłych ludziach, postawionych w niezwykłych sytuacjach.

Mały aneks.
King prawie zawsze stawia szare postacie w cholernie nietypowych warunkach, z którymi nawet komandos miałby problemy. Ludzie w takich sytuacjach zachowaliby się różnie, nieprzewidywalnie, ich czyny są wtedy trudne do uzasadnienia. Mimo to King potrafi każdy ruch swojego bohatera doskonale usprawiedliwić, słownie pokazując tok jego - bohatera - rozumowania.
Dlatego stawiam go na szycie, obok Pratchetta, mojej listy Literatów Absolutnych.

511969234
www.sianow.kw.pl

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!