Listopad 2005      


|:  RECENZJA  :|

Graham Masterton - Wyznawcy Płomienia
Bezimienny Grzegorz
 
Cóż mogę powiedzieć? Znów Masterton, znów wydawnictwo Prima, ale w przeciwieństwie do "Czarnego anioła" ocena całekiem inna. Co prawda jak już na Primę przystało zupełnie zkaszanili książkę... Pełno w niej literówek, brzydka czcionka, brak spisu treści, nawet miałem dziwne uczucie, że tłumacz kilka razy postanowił zabawić się w pisarza, nie wspominając już o okładce, która jest tym razem całkiem - rzekłbym - sensowna i nie psuje klimatu powieści. Pomimo jednach tych błędów, książka się ratuje, a ratuje ją sam Masterton i historia przez niego przedstawiona.

Ot niejaki Lloyd - właściciel restauracji - traci narzeczoną, która dokonała aktu samospalenia na parkingu w San Diego. Widząc, iż policja nic nie zdziała, postanawia na własną rękę rozwiązać zagadkę. Sprawa się komplikuje, gdy następnego dnia spala się cały autobus pełen ludzi, a Lloyd zaczyna widzieć swą martwą narzeczoną w różnych miejscach.

Co ma wspólnego misa w której ręce obmył Poncjusz Piłat z tajemniczym utworem napisanym przez Wagnera kilka dni przed jego śmiercią? Tego wszystkiego dowiemy się z genialnie napisanej powieści Grahama Mastertona. Pisarz od początku do końca książki nie traci formy i czytając go czułem się urzeczony! Od pierwszej linijki siedziałem po uszy w "Wyznawcach płomieni", co w moim przypadku zbyt często się nie zdaża. Naprawdę! Masterton nie bawi się jak np. King w zatrzymywanie akcji by poznać bohaterów, bo poznajemy ich podczas akcji... Wstęp jest tak zachęcający, że naprawdę od pierwszych linijek byłem ciekaw o co tu właściwie chodzi. Na dodatek wszystko zostało świetnie napisane, a zachowania bohaterów (przynajmniej do połowy książki) są jak najbardziej prawdziwe... Fenomenalne opisy, których można tylko Grahamowi pozazdrościć, świetnie budują 'piaskowy' klimat.

Fabuła - z resztą jak i się spodziewałem, gdyż Masterton słynie z takich historii - sprowadza się do jakichś azjacko-nordyckich pradawnych bóstw i dawno zapomnianych tajemniczych obrzędów religijnych - to już normalnka. W tym jednak przypadku to jest naprawdę coś ciekawego i wciągającego, co prawda pod koniec robi się nieco 'głupkowato', ale nie przekracza to pewnej granicy dobrego, horrorowego smaku. Świetne miał Masterton pomysły z arią Wagnera, misą Poncjusza Piłata, śmiercią Hitlera, ludźmi palonymi w obozach zagłady (o których ostatnio głośno było) podczas II Wojny Światowej powiązanymi ze sobą...

  
  Horror
 brak oceny

 

Czyta się to - jak już powiedziałem - bardzo dobrze i co najważniejsze z zaciekawieniem cóż się zdarzy dalej i jakże się skończy cała ta tajemnicza historia. A kończy się niestety niezbyt dobrze, ale całkiem znośnie i nie głupokowato jak w przypadku "Czarnego anioła". Do dwóch trzecich powieść jest wręcz bezbłędna, później nieco traci na klimacie.

Cóż natomiast mogę jej zarzucić, prócz zkaszanionego wydania? Napewno tego, że brak tu jakiegoś głębszego przesłania. Całe również szczęście, że tym razem Masterton nie postanowił się popisać swymi BARDZO brutalnymi scenami, których ja wręcz nie znoszę, gdyż zazwyczaj niszczą klimat (weźmy na ten przykład bardzo dobry "Trans śmierci")! Niestety nie omiął mnie tym razem tematu erotyki, którego również w mastertonowskich powieściach nie trawię.

Ogółem jest to bardzo dobra książka. Genialnie napisana, ze znośną fabułą i co najważniejsze, czyta się ją bardzo dobrze i nie przynudza na dłuższą metę. Przeczytać warto, ale czy warto mieć ją w swoich zbiorach? Na to pytanie musicie sobie odpowiedzieć już sami. Jak na Mastertona całekiem niezła (i jak na Mastertona po kilku dniach wylatuje z głowy).

Mimo wpadek polecam przeczytać.

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!