Cóż mogę powiedzieć? Znów Masterton, znów wydawnictwo Prima, ale w
przeciwieństwie do "Czarnego anioła" ocena całekiem inna. Co prawda jak już na
Primę przystało zupełnie zkaszanili książkę... Pełno w niej literówek, brzydka
czcionka, brak spisu treści, nawet miałem dziwne uczucie, że tłumacz kilka razy
postanowił zabawić się w pisarza, nie wspominając już o okładce, która jest tym
razem całkiem - rzekłbym - sensowna i nie psuje klimatu powieści. Pomimo jednach
tych błędów, książka się ratuje, a ratuje ją sam Masterton i historia przez
niego przedstawiona.
Ot niejaki Lloyd - właściciel restauracji - traci narzeczoną, która dokonała
aktu samospalenia na parkingu w San Diego. Widząc, iż policja nic nie zdziała,
postanawia na własną rękę rozwiązać zagadkę. Sprawa się komplikuje, gdy
następnego dnia spala się cały autobus pełen ludzi, a Lloyd zaczyna widzieć swą
martwą narzeczoną w różnych miejscach.
Co ma wspólnego misa w której ręce obmył Poncjusz Piłat z tajemniczym utworem
napisanym przez Wagnera kilka dni przed jego śmiercią? Tego wszystkiego dowiemy
się z genialnie napisanej powieści Grahama Mastertona. Pisarz od początku do
końca książki nie traci formy i czytając go czułem się urzeczony! Od pierwszej
linijki siedziałem po uszy w "Wyznawcach płomieni", co w moim przypadku zbyt
często się nie zdaża. Naprawdę! Masterton nie bawi się jak np. King w
zatrzymywanie akcji by poznać bohaterów, bo poznajemy ich podczas akcji... Wstęp
jest tak zachęcający, że naprawdę od pierwszych linijek byłem ciekaw o co tu
właściwie chodzi. Na dodatek wszystko zostało świetnie napisane, a zachowania
bohaterów (przynajmniej do połowy książki) są jak najbardziej prawdziwe...
Fenomenalne opisy, których można tylko Grahamowi pozazdrościć, świetnie budują
'piaskowy' klimat.
Fabuła - z resztą jak i się spodziewałem, gdyż Masterton słynie z takich
historii - sprowadza się do jakichś azjacko-nordyckich pradawnych bóstw i dawno
zapomnianych tajemniczych obrzędów religijnych - to już normalnka. W tym jednak
przypadku to jest naprawdę coś ciekawego i wciągającego, co prawda pod koniec
robi się nieco 'głupkowato', ale nie przekracza to pewnej granicy dobrego,
horrorowego smaku. Świetne miał Masterton pomysły z arią Wagnera, misą Poncjusza
Piłata, śmiercią Hitlera, ludźmi palonymi w obozach zagłady (o których ostatnio
głośno było) podczas II Wojny Światowej powiązanymi ze sobą...
|
|
|
|
| |
|
| Horror |
|
| brak
oceny |
|
|
 |
|
|
Czyta się to - jak już powiedziałem - bardzo dobrze i co najważniejsze z
zaciekawieniem cóż się zdarzy dalej i jakże się skończy cała ta tajemnicza
historia. A kończy się niestety niezbyt dobrze, ale całkiem znośnie i nie
głupokowato jak w przypadku "Czarnego anioła". Do dwóch trzecich powieść jest
wręcz bezbłędna, później nieco traci na klimacie.
Cóż natomiast mogę jej zarzucić, prócz zkaszanionego wydania? Napewno tego, że
brak tu jakiegoś głębszego przesłania. Całe również szczęście, że tym razem
Masterton nie postanowił się popisać swymi BARDZO brutalnymi scenami, których ja
wręcz nie znoszę, gdyż zazwyczaj niszczą klimat (weźmy na ten przykład bardzo
dobry "Trans śmierci")! Niestety nie omiął mnie tym razem tematu erotyki,
którego również w mastertonowskich powieściach nie trawię.
Ogółem jest to bardzo dobra książka. Genialnie napisana, ze znośną fabułą i co
najważniejsze, czyta się ją bardzo dobrze i nie przynudza na dłuższą metę.
Przeczytać warto, ale czy warto mieć ją w swoich zbiorach? Na to pytanie musicie
sobie odpowiedzieć już sami. Jak na Mastertona całekiem niezła (i jak na
Mastertona po kilku dniach wylatuje z głowy).
Mimo wpadek polecam przeczytać.
|