Ostatnimi czasy zaczytałem się w Mastertona, tak się zaczytałem, że aż nie
omieszkałem zostać nabywcą jednej z jego książek. W resztę - recenzowaną w tym
numerze - zaopatrywałem się w miejskiej bibliotece. Ślepy traf sprawił, że w me
ręce wpadli właśnie mastertonowscy "Wojownicy Nocy" - powieść o tytule niemal
tak kiczowatym jak większość dzieł tego Angielskiego pisarza. No cóż tu dużo
mówić - istną głupotą jest taka nazwa... "Wojownyc Nocy", brzmi to jak tytuł
podrzędnego właśnie, kiczowatego i mało strasznego horroru... Jak jest w
rzeczywistości? Może nie aż tak drastycznie, jak to kilka linijek wyżej zostało
zapisane, co nie zmienia faktu, że jest tu naprawdę prze olbrzymia porcja kiczu
w tak wielkich talerzach u Mastertona podawanego.
Ta książka jest BARDZO mastertonowska. Dobrze napisana (w tym typowo Grahamowym
stylu), do pewnego momentu ciekawa, przesycona kiczem, a wszystko i tak
sprowadza się do prastarego azjatycko-nordyckiego (czy tam
indochińsko-koreańskiego) bóstwa (tudzież demona), który niemile życzy CAŁEJ
ludzkości. W tym przypadku nie jest inaczej.
Ot grupka nieznanych sobie wcześniej osób, dziwnym trafem odnajduje martwe ciało
kobiety, w którego wnętrzu kłębią się węgorze. Jak się później okazuje ich
przypadkowe spotkanie wcale nie było takie przypadkowe, bo oni w gruncie rzeczy
to się tak przyciągnęli - tzw. ich moce musiały się połączyć. W każdym bądź
razie taki jeden kobieto-mężczyzno-obojniak (jak oni mogli w ogóle temu
zaufać?!) powiedział im, że ich przodkowie byli "Wojownikami Nocy", czyli super
bohaterami (istniejącymi od pradawnych dziejów) broniących ludzi w ich własnych
snach przed demonami potrafiącymi wkraczać w świat marzeń sennych, a konkretniej
mówiąc chcących ze snów wydostać się na Ziemię by ją oczywiście zniszczyć...
Taaak... Nie lubię opowiadać fabuł Mastertona, bo zawsze piszę o nich z dziwną,
bardzo wyczuwalną ironią. One tak w sumie głupie są, w każdym bądź razie taki
sobie Graham styl wyrobił, że pisze literacki, horrorowy kicz. Tym razem nie
jest jeszcze tak tragicznie, bowiem książka ta jest dobra. Kiczowate są tu tylko
i wyłącznie stroje "Wojowników Nocy" - rzekłbym "Power Rangers w horrorze"
(bowiem trzeba Ci wiedzieć Czytelniku, że stając się Wojownikami ludzie
zmieniają wygląd, przywdziewają zbroje a la Power Rangers i broń a la Power
Rangers.)
Czyta się to jak zwykle miło - w końcu Masterton to nie Poe - i szybko. Zdania
budowane są prosto, a dialogi nie przyprawiają o pojawienie się myśli: "Ja bym
tak nie powiedział!". Książka podzielona jak zwykle na kilka rozdziałów, co
znacznie ułatwia czytanie.
Klimat nieco szarawy - w sensie, że jak to czytałem, to nie potrafiłem wyobrazić
sobie słońca padającego na twarze bohaterów. Po prostu szarówka, a niebo ciągle
przykryte stalowymi chmurami. Prawdę powiedziawszy, od horrorów oczekuję
ciężkiego, ponurego klimatu a la mastertonowscy 'Zaklęci' (swoją drogą -
najlepsza książka G.M. jaką przeczytałem i naprawdę godna polecenia), ale tu
jest w porządku, bo gdy ów Wojownicy Nocy wkraczają w świat snów wytwarza się
coś co ma w sobie gatunek zwany fantasy (ta książka to właśnie taka dziwna
hybryda gatunkowa, bo wg. mnie jest tu trochę fantasy w horrorze... Masteron
stworzył SWÓJ świat - mogę się jednak mylić, bo nigdy fanem wspomnianego rodzaju
historii nie byłem i raczej nie będę).
|
|
|
|
| Night Warriors |
|
| Horror |
|
| brak
oceny |
|
|
 |
|
|
Bohaterowie raczej drętwi (wzbudzają emocje dopiero w drugiej części
"Wojowników Nocy" zatytułowanej "Śmiertelne sny", ale to może być tylko moja
dość sentymentalna natura - zawsze lubiłem jak w sequelach pojawiali się
bohaterowie z pierwowzorów), a sam 'główny negatywny' dla mnie jest bezpłciowy
(wielcy źli powinni mieć tą swoją charyzmę - prawdę powiedziawszy już nawet nie
pamiętam jego imienia, ani nawet jak wyglądał).
Akcja szybka i baaardzo przewidywalna. U Masterona jest tak, że giną prawie
wszyscy, których nazwisko zostało wymienione w książce. Czyli od razu możesz być
pewny, że sierżant Ortega zginie :P i tak dalej i tak dalej...
"Wojownicy Nocy" wpadają ze skrajności w skrajność, bo sceny rodem z
telewizyjnego serialu dla dzieci zwanego "Power Rangers" przeplatają się z
pełnymi przemocy, gwałtu i bólu. Książka jest dla dorosłych, ale czasami sprawia
wrażenie bajeczki dla dzieci, co momentami irytuje.
Książka tylko dla fanów horroru lubujących się w 'ostrych' scenach gore. Tych,
którzy wolą postawić na klimat niż litry krwi odsyłam do dobrej mastertonowskiej
opowiastki zatytułowanej "Zaklęci" i proszę by nie tykali "Wojowników Nocy". Ja
nie żałuję , że mam tą książkę w kolekcji (może dlatego, że dostałem ją w
prezencie :) ).
|