Listopad 2005      


|:  RECENZJA  :|

Graham Masterton - Wojownicy nocy
Bezimienny Grzegorz
 
Ostatnimi czasy zaczytałem się w Mastertona, tak się zaczytałem, że aż nie omieszkałem zostać nabywcą jednej z jego książek. W resztę - recenzowaną w tym numerze - zaopatrywałem się w miejskiej bibliotece. Ślepy traf sprawił, że w me ręce wpadli właśnie mastertonowscy "Wojownicy Nocy" - powieść o tytule niemal tak kiczowatym jak większość dzieł tego Angielskiego pisarza. No cóż tu dużo mówić - istną głupotą jest taka nazwa... "Wojownyc Nocy", brzmi to jak tytuł podrzędnego właśnie, kiczowatego i mało strasznego horroru... Jak jest w rzeczywistości? Może nie aż tak drastycznie, jak to kilka linijek wyżej zostało zapisane, co nie zmienia faktu, że jest tu naprawdę prze olbrzymia porcja kiczu w tak wielkich talerzach u Mastertona podawanego.

Ta książka jest BARDZO mastertonowska. Dobrze napisana (w tym typowo Grahamowym stylu), do pewnego momentu ciekawa, przesycona kiczem, a wszystko i tak sprowadza się do prastarego azjatycko-nordyckiego (czy tam indochińsko-koreańskiego) bóstwa (tudzież demona), który niemile życzy CAŁEJ ludzkości. W tym przypadku nie jest inaczej.

Ot grupka nieznanych sobie wcześniej osób, dziwnym trafem odnajduje martwe ciało kobiety, w którego wnętrzu kłębią się węgorze. Jak się później okazuje ich przypadkowe spotkanie wcale nie było takie przypadkowe, bo oni w gruncie rzeczy to się tak przyciągnęli - tzw. ich moce musiały się połączyć. W każdym bądź razie taki jeden kobieto-mężczyzno-obojniak (jak oni mogli w ogóle temu zaufać?!) powiedział im, że ich przodkowie byli "Wojownikami Nocy", czyli super bohaterami (istniejącymi od pradawnych dziejów) broniących ludzi w ich własnych snach przed demonami potrafiącymi wkraczać w świat marzeń sennych, a konkretniej mówiąc chcących ze snów wydostać się na Ziemię by ją oczywiście zniszczyć...

Taaak... Nie lubię opowiadać fabuł Mastertona, bo zawsze piszę o nich z dziwną, bardzo wyczuwalną ironią. One tak w sumie głupie są, w każdym bądź razie taki sobie Graham styl wyrobił, że pisze literacki, horrorowy kicz. Tym razem nie jest jeszcze tak tragicznie, bowiem książka ta jest dobra. Kiczowate są tu tylko i wyłącznie stroje "Wojowników Nocy" - rzekłbym "Power Rangers w horrorze" (bowiem trzeba Ci wiedzieć Czytelniku, że stając się Wojownikami ludzie zmieniają wygląd, przywdziewają zbroje a la Power Rangers i broń a la Power Rangers.)

Czyta się to jak zwykle miło - w końcu Masterton to nie Poe - i szybko. Zdania budowane są prosto, a dialogi nie przyprawiają o pojawienie się myśli: "Ja bym tak nie powiedział!". Książka podzielona jak zwykle na kilka rozdziałów, co znacznie ułatwia czytanie.

Klimat nieco szarawy - w sensie, że jak to czytałem, to nie potrafiłem wyobrazić sobie słońca padającego na twarze bohaterów. Po prostu szarówka, a niebo ciągle przykryte stalowymi chmurami. Prawdę powiedziawszy, od horrorów oczekuję ciężkiego, ponurego klimatu a la mastertonowscy 'Zaklęci' (swoją drogą - najlepsza książka G.M. jaką przeczytałem i naprawdę godna polecenia), ale tu jest w porządku, bo gdy ów Wojownicy Nocy wkraczają w świat snów wytwarza się coś co ma w sobie gatunek zwany fantasy (ta książka to właśnie taka dziwna hybryda gatunkowa, bo wg. mnie jest tu trochę fantasy w horrorze... Masteron stworzył SWÓJ świat - mogę się jednak mylić, bo nigdy fanem wspomnianego rodzaju historii nie byłem i raczej nie będę).

  Night Warriors
  Horror
 brak oceny

 

Bohaterowie raczej drętwi (wzbudzają emocje dopiero w drugiej części "Wojowników Nocy" zatytułowanej "Śmiertelne sny", ale to może być tylko moja dość sentymentalna natura - zawsze lubiłem jak w sequelach pojawiali się bohaterowie z pierwowzorów), a sam 'główny negatywny' dla mnie jest bezpłciowy (wielcy źli powinni mieć tą swoją charyzmę - prawdę powiedziawszy już nawet nie pamiętam jego imienia, ani nawet jak wyglądał).

Akcja szybka i baaardzo przewidywalna. U Masterona jest tak, że giną prawie wszyscy, których nazwisko zostało wymienione w książce. Czyli od razu możesz być pewny, że sierżant Ortega zginie :P i tak dalej i tak dalej...

"Wojownicy Nocy" wpadają ze skrajności w skrajność, bo sceny rodem z telewizyjnego serialu dla dzieci zwanego "Power Rangers" przeplatają się z pełnymi przemocy, gwałtu i bólu. Książka jest dla dorosłych, ale czasami sprawia wrażenie bajeczki dla dzieci, co momentami irytuje.

Książka tylko dla fanów horroru lubujących się w 'ostrych' scenach gore. Tych, którzy wolą postawić na klimat niż litry krwi odsyłam do dobrej mastertonowskiej opowiastki zatytułowanej "Zaklęci" i proszę by nie tykali "Wojowników Nocy". Ja nie żałuję , że mam tą książkę w kolekcji (może dlatego, że dostałem ją w prezencie :) ).

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!