Bez długich wstępów od razu przejdę do fabuły. Jak zwykle pradawni,
koreańsko-słowiańsko-czadziarscy bogowie :) Ot niejaki Randolph jest właścicelem
firmy, której jedna z fabryk wybucha. Urywa się on więc z wakacji (gdzie był z
całą rodzinką) by wyjaśnić zajście. Po kilku dniach dowiaduje się, że jego
rodzinka zostaje brutalnie zamordowana (niestety musiałem czytać jak to było), a
Randolph dowiaduje się od jednego lekarza, że istnieje pewien obrzęd religijny,
który pozwala wkraczać w świat zmarłych. Zrozpaczony właściciel firmy pragnie
choć raz jeszcze spotkać się ze swą rodziną...
Nieźle się zaczyna - jak zwykle - i niegorzej kończy. Jest to jedna z lepszych
książek Angielskiego pisarza, acz oczywiście momentami zalatuje od niej kiczem i
czymś, co charakteryzuje brazylijski telenowele (dziadek mojego pradziadka był
babką wójka cioci brata mego kuzyna Konstantego).
Fabuła jest wielowątkowa, to plus (chociaż te wątki są niekoniecznie tymi, o
których ja lubię czytać) - w sumie nie miałem do czynienia z tyloma wątkami w
horrorze już od dość dłuższego czasu. Czy ja powiedziałem już coś o wątkach? No
to napiszę to słowo jeszcze raz: wątkach... wątkach... wątkach, wątkach,
wątkach! (ech te powtórzenia!)
Bohaterowie sztywni - dosłownie i w przenośni ;). Nawet nie czuje się tego
cierpienia jakie przeżywa Randolph po stracie całej rodzinki... Niby pisze tam
coś, że 'tak bardzo ich kochał', ale mówiąc prawdę w ogóle to nie wpływa na
psychikę. Ani przez chwilę nie żałowałem bohatera, ba!, wręcz go za głupiego
uważałem (uwierzycie, że on sobie leżał nago obok nagiej, pieknej kobiety i nie
chciał!!! NIE CHCIAŁ!!! A ona chciała, ale on nie chciał! :) )
Klimat rodem z filmu "Wielka draka w Chińskiej dzielnicy" Carpentera, chociaż
akcja książki przez większość czasu rozgrywa się w Indonezji. Dla mnie w
"Transie śmierci" bezustannie panowała noc, ale ta noc raczej nie była straszna.
Klimat grozy jest marny, to raczej literatura akcji niźli horror (mimo, że ma
fabułę żywcem z dreszczowców wyjętą). W zasadzie nie ma się czego bać, tu można
co najwyżej szybciej i tak dobrze napisany tekst czytać, ale żeby od razu strach
odczówać?
|
|
|
|
| |
|
| Horror |
|
| brak
oceny |
|
|
 |
|
|
Mało jak na Mastertona krwi, więcej przemyśleń. Gwałtu też mało, a nawet
kiczu tylko ociupinkę... Efektowny finał i Brazylijskie zwroty akcji. To
najkrótsza charakterystyka tej niezłej w gruncie rzeczy książki, autora który -
mimo, że pisać umie nieźle - ma na swym koncie mnóstwo rozśmieszających już samą
fabułą horrorów.
Jest to naprawdę godny przeczytania dreszczowiec przypominający klimatem nieco
te niemłode filmy grozy z 'Gorączką śmierci' na czele. Jedna z lepszych książek
Mastertona i jeden z tych horrorów, który zalega średnie półki.
|