Listopad 2005      


|:  RECENZJA  :|

Graham Masterton - Trans Śmierci
Bezimienny Grzegorz

Bez długich wstępów od razu przejdę do fabuły. Jak zwykle pradawni, koreańsko-słowiańsko-czadziarscy bogowie :) Ot niejaki Randolph jest właścicelem firmy, której jedna z fabryk wybucha. Urywa się on więc z wakacji (gdzie był z całą rodzinką) by wyjaśnić zajście. Po kilku dniach dowiaduje się, że jego rodzinka zostaje brutalnie zamordowana (niestety musiałem czytać jak to było), a Randolph dowiaduje się od jednego lekarza, że istnieje pewien obrzęd religijny, który pozwala wkraczać w świat zmarłych. Zrozpaczony właściciel firmy pragnie choć raz jeszcze spotkać się ze swą rodziną...

Nieźle się zaczyna - jak zwykle - i niegorzej kończy. Jest to jedna z lepszych książek Angielskiego pisarza, acz oczywiście momentami zalatuje od niej kiczem i czymś, co charakteryzuje brazylijski telenowele (dziadek mojego pradziadka był babką wójka cioci brata mego kuzyna Konstantego).

Fabuła jest wielowątkowa, to plus (chociaż te wątki są niekoniecznie tymi, o których ja lubię czytać) - w sumie nie miałem do czynienia z tyloma wątkami w horrorze już od dość dłuższego czasu. Czy ja powiedziałem już coś o wątkach? No to napiszę to słowo jeszcze raz: wątkach... wątkach... wątkach, wątkach, wątkach! (ech te powtórzenia!)

Bohaterowie sztywni - dosłownie i w przenośni ;). Nawet nie czuje się tego cierpienia jakie przeżywa Randolph po stracie całej rodzinki... Niby pisze tam coś, że 'tak bardzo ich kochał', ale mówiąc prawdę w ogóle to nie wpływa na psychikę. Ani przez chwilę nie żałowałem bohatera, ba!, wręcz go za głupiego uważałem (uwierzycie, że on sobie leżał nago obok nagiej, pieknej kobiety i nie chciał!!! NIE CHCIAŁ!!! A ona chciała, ale on nie chciał! :) )

Klimat rodem z filmu "Wielka draka w Chińskiej dzielnicy" Carpentera, chociaż akcja książki przez większość czasu rozgrywa się w Indonezji. Dla mnie w "Transie śmierci" bezustannie panowała noc, ale ta noc raczej nie była straszna. Klimat grozy jest marny, to raczej literatura akcji niźli horror (mimo, że ma fabułę żywcem z dreszczowców wyjętą). W zasadzie nie ma się czego bać, tu można co najwyżej szybciej i tak dobrze napisany tekst czytać, ale żeby od razu strach odczówać?

  
  Horror
 brak oceny

 

Mało jak na Mastertona krwi, więcej przemyśleń. Gwałtu też mało, a nawet kiczu tylko ociupinkę... Efektowny finał i Brazylijskie zwroty akcji. To najkrótsza charakterystyka tej niezłej w gruncie rzeczy książki, autora który - mimo, że pisać umie nieźle - ma na swym koncie mnóstwo rozśmieszających już samą fabułą horrorów.

Jest to naprawdę godny przeczytania dreszczowiec przypominający klimatem nieco te niemłode filmy grozy z 'Gorączką śmierci' na czele. Jedna z lepszych książek Mastertona i jeden z tych horrorów, który zalega średnie półki.

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!