Zadziwion jestem... - takie słowa cisnął się na klawisze klawiatury po
przeczytaniu mastertonowskiego 'Geniusza'. Nie było prastarych bogów? Nie było
azjatycko-koreańsko-słowiańskich demonów? A gdzie się flaki podziały? Miałem
wrażenie, że nie czytam Mastertona po prostu. Naprawdę się zdziwiłem, liczyłem
na kolejny wpadający w kicz horror o bandzie debili starających się walczyć ku
chwale świata i całej ludzkości z wielkim, paskudnym potworem, a otrzymałem
historię z goła odmienną.
Młody chłopak, który wieczorami pogrywa na gitarze z nadzieją, że kiedyś stanie
się sławnym muzykiem rockowym pewnego dnia ratuje przed porwaniem tajemniczego
starca. Jak się okazuje ów staruszek to genialny umysł. Wie wszystko i wszystko
potrafi! Daje swemu wybawcy szansę również stać się geniuszem, na co chłopak
przystaje... Wplątuje się w szereg tajemnic mających swe początki w Japońskich
obozach w czasie drugiej wojny światowej.
Na początek powiem coś o wydaniu książki. Jest bardzo złe! Mnóstwo tu literówek,
a poza tym zdaje mi się, że tłumacz momentami był znudzony swą pracą i robił to
na przysłowiowe 'odwal się!'. Moim zdaniem niektóre dialogi są tak beznadziejnie
przetłumaczone, a i brzmią tak paskudnie i sztucznie, że aż nie wierze, że
spisał je Masterton. Pan tłumacz musiał coś pochrzanić (być może jest nowy w
branży...). Reszta w jak najlepszym porządku, radzę jednak kupować wydanie z
innym tłumaczem, a sądzę, że można takowe już znaleźć.
Tym razem Masterton jak już powiedziałem nie zabierze nas w świat horroru. Jest
tu dużo niezwykłości, ale 'Geniusz' to typowy thriller z wartką, trzymającą w
napiciu akcją. Dlaczego jednak przy tym napięciu nawet zwykła żarówka dziwnie
słabo świeci? Pościgi, strzelaniny, szaleńcy, wybuchy, tajemnice z przed lat,
ale ani jednego potwora, no chyba, że potworem można nazwać człowieka do granic
możliwości złego. Słabi, bezpłuciowi bohaterowie również nie są plusem książki.
|
|
|
|
| Genius |
|
| Horror |
|
| brak
oceny |
|
|
 |
|
|
'Geniusz' to bardzo przeciętna pozycja potrafiąca momentami ożywić, a
momentami wręcz uśpić czytającego. Na tyle okładki można przeczytać, że to
książka 'o spełnionych marzeniach i o cenie jaką trzeba za nie zapłacić', co
jest dowodem, że wydawca bardzo lubi ubarwiać opisy i robić z przeciętnego
czytadła wielkie, epickie dzieło przeznaczone dla czytelnika inteligentnego. Dla
mnie to tylko i wyłącznie rozluźniająca książka, która pewno za tydzień wyleci
ze łba... Momentami ciekawa i wręcz oryginalna, a momentami męcząca. Drugi raz
na pewno bym jej nie przeczytał... Ale jest jeszcze jeden plus, nie ma tzw. 'mastertonowskiego
kiczu'. :)
|