
Twórcami
tego komiksu są rysownik - Tomasz Lew Leśniak i scenarzysta - Rafał Skarżycki -
para znana z serii "Tymek i Mistrz" publikowanej niegdyś w dodatku do Gazety
Wyborczej „Komiksowo”. Są też autorami szeroko znanych, jak się okazuje :P,
"Opowieści Wakacyjnych ku przestrodze" również w GW drukowanych... Dziś jednak
zajmę się ich dziełem skierowanym do starszego czytelnika, jak sama nazwa
wskazuje. Od razu muszę wyjaśnić, że to bzdura i każdy niewinny sześciolatek ma
dostęp do obrazoburczych treści w tym komiksie zawartych. Wystarczy udać się do
najbliższego Empiku... Co też uczyniłam i wygrzebawszy obiekt westchnień
przeczytałam jednym tchem. Nie płacąc za niego ani grosza, oczywiście :). A
komiks ów czterdziesto-ośmio stronicowy kosztuje, jeśli mnie pamięć nie zwodzi,
16,50 zł. Drogie to, a pięć tomów (czyli tyle ile stało na półce) sobie liczy!
Czy się opłaca? Czytać - tak, kupować - nie.
Jak ów komiks rozpoznać? Szukać jeża na okładce. Średnio pamiętam, co się tam
znajduje, gdyż oszczędny czytelnik nie kupuje i potem w domu żałuje. W każdym
razie wzrok mój bystry niczym studnia pełna szumowin przykuł maleńki znaczek
następującej treści: "Tylko dla dorosłych". To może zepsuć humor. Ale nie warto
się tym przejmować, bierzemy komiks i biegniemy zająć sobie miejsce na kanapie.
Jeż Jerzy i jego perypetie (tak, tak, "perypetie" to jest słowo odpowiednie,
gdyż przygodami tego nazwać nie można...) wciągają na tyle, że przyjemności
czytania nie mogą zepsuć nawet siedzące w pobliżu dziewczynki głośno
przeglądające najnowsze Bravo. Zanim przejdziemy do sedna, czas jeszcze
dokończyć ględzenie o okładce, a raczej jej tylnej stronie. Na tle czerwonym
białymi literkami mamy wypisane "opinie". Najpierw zadnie jakiejś podstarzałej
kobity, lat 53. Jak twierdzi, z trudem zdołała przebrnąć przez ten absurdalny
zbiór bazgrołów, epatujący wulgaryzmami, seksem i przemocą. Słowem - zbierało
jej się na wymioty, ale nieco inaczej to ujęła. Kolejna opinia jest chyba
pozytywna, ta będąca niżej z grubsza pokrywa się ze zdaniem pani nr1.
Antyreklama to ciekawy pomysł :). A na sam koniec jest króciutki komentarz
Leśniaka i Skarżyckiego nt ich zbioru: "To arcydzieło!". Czyli skromność przede
wszystkim.
|
Po czymś takim wręcz nie możemy doczekać się lektury. Mamy tu historyjki jedno-,
dwu- bądź kilkustronicowe. Jeż Jerzy głównie zajmuje się jeżdżeniem na swojej
małej jeżowatej deskorolce, w jednym odcinku zostaje skradziona, Jerzy udaje się
na stadion by zakupić od Ruskiego drugą, niestety, okazuje się, że kółka są
przylutowane... Zaiste, co za fabuła. Przez kolejne odcinki zamiennie przewijają
się dwaj tępawi nacjonaliści, co chodzą w kąpielówkach z orzełkiem i
jednocześnie swastyką na ramieniu :/. Coś tu nie gra... Ich główne zajęcie to
przeganianie Jeża z ich ławki i manifestowanie swojej narodowości. Spoglądając
na to trzeźwym okiem, jest to nie do końca na miejscu... Ale to tylko komiks...?
Zaraz... Czy Jerzy rwący biało-czerwoną flagę jest w porządku? Nie. I za to
Leśniak i Skarżycki mają minusa. Jakoś naśmiewanie się z tępych nacjonalistów im
nie wyszło. Nie tędy droga, panowie! Oprócz Stefana i jego koleżki mamy też parę
uroczych dresiarzy wpatrzonych w stroje sportowe za witryną sklepową jak w
święty obrazek. I znów nie wydają się prawdziwi. Ale w pewnym momencie pojawia
się data z rokiem 1996. To wszystko tłumaczy... Takie były wtedy czasy.
Jaki dres powołuje się na królową Shazze i błąka się po piekle bojąc się spóźnić
na Discorelax? El Dresso - superbohater i jego koleś zombie z fryzurą a'la Elvis,
który wyszedł z grobu szeleszcząc ortalionem... W każdym razie chodzi o to, że i
pseudo-patrioci i disco-dresy pragną przemówić Jerzemu do rozsądku za pomocą
pięści i bejzbola. Czemu? A bo się Jeż napatoczył... Ale gdzie tu wulgaryzmy? Od
czasu do czasu się zdarzają i to nie w jednym języku. Seks zaś ogranicza się do
różowej landrynki na ekranie telewizora przed którym Jerzy beztrosko pochrapuje.
Przemoc natomiast objawia się w sporej ilości czerwonej akwarelki pod koniec
prawie każdego odcinka. Zadziwiające jest, jaką Jeż potrafi urządzić rzeźnię...
Jaki to ma sens? Żaden, i po pewnym czasie to już nie jest śmieszne - to zaczyna
nudzić. O ile na początku z radością chłonie się skondensowany kretynizm
panoszący się na każdej stronicy, to pod koniec wyczekuje się zbawiennej liczby
- 48.
Zapowiadało się fajnie, a wyszło tak sobie. Jeśli będziecie mieli czas, a kanapa
będzie akurat wolna, to czytajcie śmiało. Jeśli jednak zamierzacie ograniczyć
bytność swą w księgarni do minimum, rzucić kasę na ladę i w domowym zaciszu
delektować się w/w komiksem, to muszę Wam odradzić. I w ogóle korzystając z
okazji przepraszam za wszelkie nieścisłości, jeśli się takowe pojawiły, albowiem
bazować musiałam tylko i wyłącznie na własnej pamięci, która zawodna bywa...
Kilka informacji wyżej wymienionych i podstępnie powtórzonych:
Tytuł: Jeż Jerzy tom I "Nie dla dzieci"
Cena: 16,50 zł
Stron: 48
ps. A teraz niedokładny, ale piękny cytat (czyli mądrości Jerzego): "Mam
deprechę... No bo z czego tu się cieszyć? ...Bieda, głód, wojny, terroryzm...
Jednym słowem chu*nia". :)
|