XVI Obóz PKiM - Ostrowik 2005


<<< Wstecz

    Może na początku wyjaśnię skrót, otóż PKiM to Pracownia Komet i Meteorów zrzeszająca osoby, które chcą i lubią obserwować meteory. Wykonywane przez nich obserwacje przesyłane są później do IMO (International Meteor Organization), gdzie poddawane są wszelakim analizom. A jakim? Tego już mnie nie pytajcie :-| ... PKiM wydaje również dwumiesięczny magazyn "Cyrqlarz" traktujący w większości o meteorach. Kosztuje on tylko 2zł za numer (format A4) więc jest również atrakcyjny cenowo. Może już dość przedstawiania owej organizacji. W dniach 1 - 15 lipca 2005r odbył się w Stacji Obserwacyjnej Obserwatorium Warszawskiego w Ostrowiku XVI Obóz PKiM. Dlaczego o tym pisze? Bo i ja sam w tym przedsięwzięciu uczestniczyłem.
    Dzień wyjazdu - no, trochę się jechało (w końcu to 320km). Postanowiłem skorzystać z wygodnej oraz bezpiecznej usługi PKP ;-& Nie było tak źle, gdyż już w Łodzi dosiadł się do mnie również uczestnik obozu i dalej jechaliśmy już w tym harmidrze razem. Po kilku godzinach dotarliśmy do dworca - WARSZAWA GŁÓWNA - (na szczęście, że nie było to trochę później, bo albo byśmy się wykoleili, albo ewakuacja dworca by nas spotkała...) Sukces I - dotarłem na dworzec.
    Mieliśmy spotkać się pod kioskiem Relay. Szedłem i szedłem, i szedłem, i szedłem a wciąż wokoło mnie było pełno kiosków Relay! W końcu zadzwoniłem do zarządu, a zarząd przyszedł po nas... Sukces II - trafiliśmy do prawidłowego kiosku. A tam stała grupka ludzi, wraz z dwuosobową częścią zarządu. Jeden z nich trzymał w ręku zagadkową, czarną walizkę, z której wystawały kable. Na górze miała włącznik i dwie diody: czerwoną i zieloną. Na szczęście okazało się, że jest to przyrząd do robienia zdjęć dużego obszaru nieba. Razem wyjechaliśmy do Celestynowa...
    I tak już sobie jedziemy przez te długomilowe lasy i jedziemy, i jedziemy, aż dojechaliśmy do jakiejś małej stacji, gdzie na szczotce została umieszczona tabliczka zachlapana krwią z której wyłaniał się napis... jak myślicie, co to był za napis? Wyślij SMS-a pod numer 997, a w treści wpisz nazwę (koszt 0,91zł / 3,50 z VAT) Do wygrania roczny zapas pasz dla strusia wietnamskiego. Gdy już wysiedliśmy na stacji w Celestynowie udaliśmy się do, eeeee... rynq. Tam po zakupie produktów spożywczych (gdyż na obozie każdy odpowiadał za swój brzuch) poszliśmy do... lasu. Gdy już przebrałem się w mój strój rambo i upolowałem padalca, ze dwa Qniki, oraz schabowczaka i tygrysa bengalskiego, który w brzuchu miał jakieś obce ciała, oraz koszulkę z napisem - Astronomy - dotarliśmy do Ostrowika (w międzyczasie oczywiście przebrałem się z powrotem z moje różowe getry i foliową, obcisłą koszulkę). Sukces III - dotarłem do Obserwatorium.
    W sumie byłem tam tydzień. Do dyspozycji mieli teleskop Cassegraina 60cm na wieży, oraz refraktor GRUBB - 25cm. Ani jednym , ani drugim sobie nie popatrzyłem. Co będę tłumaczył... przez ten cały tydzień co noc leżałem i robiłem obserwacje. Uczyłem się wypełniać raporty, wklepywałem to do kompa, zawiesiłem 2x Linuxa :-/, zagrałem w piłę, złapałem 13,5 Qników polnych, łaziłem co rano 7km do sklepu, dłubałem w nosie, grzebałem w.... statystykach, nudziłem się, liczyłem ZHR-y na trójpasmówce (dla nie wtajemniczonych - ZHR to w wypełnianiu raportów ilość zjawisk na godzinę), czytałem, leżałem, spałem, chrapałem, spałem też na obserwacjach, jadłem, piłem, i później..., oglądałem, uciekałem przed tubylcami, którzy witali nas siekierami (bo niby leżeliśmy na ich łące), leżałem, spałem, nudziłem się, patrzałem na gwiazdy, szukałem zasięgu, uciekałem przed mrówkami, uciekałem przed lisem, uciekałem przed stadem Qników oraz misiem Gryzli, którego gonił Tygrys Bengalski. Więc miałem co robić.
    I po tygodniu udałem się do domu. Znów tym samym środkiem komunikacji - PKP. Wsiadłem i jechałem, jechałem i jechałem, i jechałem, i jechałem, i wysiadłem i poszedłem do samochodu gdzie czekali na mnie już MOI. To tyle z ogłoszeń parafialnych. Pamiętaj! Płać abonament TV! To kradzież!!!

     Design by:  Dev

<<< Wstecz