« poprzednia | spis treści | następna »  

Jadłem właśnie cukierki, bardzo dobre swoją drogą, gdy wpadłem na, kolejny już, genialny pomysł. "Zagram sobie w jakąś grę, będzie mieć ona super efekty graficzne i juchę tryskającą na wszystkie strony..."

No i tak rozpocząłem przeszukiwanie zakamarków dysku twardego. Docierałem w miejsca, w które nawet czart się by nie zapuścił. Odnajdywałem takie rzeczy, które nie pasowałyby nawet do innego wymiaru, w którym zamiast spodni nosi się żywą krowę. Szukałem, węszyłem, aż wreszcie odnalazłem. Takie badziewia jak Grand Theft Auto: San Andreas, Fallout 2, Half-Life 2 czy Far Cray odpadły od razu. Nie było nawet dyskusji z moimi (około) pięćdziesięcioma czteroma alter ego, w których skład wchodzą choćby Biskup, Betty, Much Wacław, Lew Trocki czy jakiś tam znowu Tedi. Wszyscy zgodnie wywnioskowaliśmy, że wyżej wymienione gry nie nadają się nawet do rozrzucania obornika, a co dopiero do grania w nie. Do tej pory nie wiem skąd wzięły się na dysku, pewnie ten debil Tedi je zainstalował i, o zgrozo, cieszył michę podczas grania. Typowe zachowanie dziecka z Downem, trzema rękami i odbytem zamiast mózgu (mam nadzieję, że ludzie z trzema rękami i odbytem zamiast mózgu się nie obrażą), aż strach pomyśleć, co by było, gdyby kupował oryginały... (ba! Gdyby w ogóle coś kupował).

W dalszej części wzrok mój padł na Call of Duty i płytę z grą Alien versus Predator 2. Aczkolwiek stwierdziłem, że gry te wymagają zbyt dużej ilości myślenia. Co oczywiście stosunkowo podnosi ich poziom trudności, stając się nie do przejścia dla istoty takiej jak ja. Zrezygnowany kliknąłem na "Start" w lewym dolnym rogu ekranu. To było o tyle dziwne, bowiem nigdy wcześniej w swoim życiu go nie naciskałem, przecież tam same programy są... Ale jakież było moje zdziwienie, gdy po najechaniu na "Wszystkie programy" zobaczyłem podfolder "Gry". Przeciągnąłem, a moim oczom ukazał się on. Saper.

Zanim uruchomiłem ową grę, począłem rozmyślać nad sensem samego tytułu, oraz przesłaniem, które ona niesie. Doszedłem do wniosku, iż nazwa "Saper" jest alegorią ludzkiego cierpienia i metaforą życia na skraju obłędu. Moje horyzonty myślowe rozszerzyły się znacznie po zagraniu, ale o tym nieco później.

Bowiem po chwili do mego łba zapukało miłe wspomnienie. Otóż było to chyba w pierwszej klasie gimnazjum, taak... Pamiętam jak dnia szóstego grudnia (czyli przez pospólstwo zwane "Mikołajkami") na informatyce, nasz nauczyciel po całym roku pracy nad jednym tekstem i usuwaniem wcięć, pozwolił zagrać na ich super szybkich komputerach. Mieliśmy wielki wybór najróżniejszych gier: Pasjans, Pasjans Pająk, Kierki, Pinball oraz on, Saper. Jakież było nasze szczęście, gdy mogliśmy odpocząć po lekcjach przy partyjce pasjansa. I choć każdy z nas miał komputer w domu to z uśmiechami na twarzach i okrzykiem na ustach rozpoczęliśmy obcowanie z tymi arcydziełami branży komputerowej.

Tak, to były piękne chwile, jednak przerwał je dzwonek na przerwę. Mimo to sympatia do gry przeczekała w mroku zapomnienia, by w dogodnej chwili powrócić. Otrząsnąłem się, by wreszcie kliknąć na ikonę prezentującą grę. Łzy pojawiły się w moich oczach. Ponownie zagrałem w Sapera...

W Saperze, wcielamy się w postać Bogusława "Sapera" Saperowicza kryptonim "Żółta Buźka" (Brytyjczyka o polskim pochodzeniu). Jest on saperem z tajnych służb wywiadowczych jej królewskiej mości. Otóż do agencji trafia anonimowa wiadomość, że w pałacu Buckhingam znajduje się wiele bomb rozstawionych w najróżniejszych miejscach. Pod podłogą, w doniczce, szafie, majtkach jej królewskiej mości... Saperowicz musi w ciągu paru godzin rozbroić wszystkie bomby.

W Windowsie 95 fabuła ówczesnego Sapera była zupełnie inna. Podczas II Wojny Światowej, jako Bogusław "Saper" Saperowicz, musimy przejść przez pole minowe, oznaczając znalezione w ten sposób bomby flagą. By współtowarzysze z mormońsko-murzyńskiej 666 Kompanii Spadochronowej mogli bezpiecznie ewakuować się z linii ognia.



Celem gry Saper jest wykrycie w jak najkrótszym czasie wszystkich min znajdujących się na planszy. Całe pole gry podzielone jest na małe kwadraciki, które odkrywamy klikając na nie.

Pod jednym takim polem mogą znajdować się trzy różne rzeczy: pole puste, liczba lub mina. Jeżeli trafimy na pierwsze dwa, nic się nie dzieje. Jeżeli odkryjemy minę, nasz bohater ginie. Bywa.

Ważną rzeczą są tutaj cyferki, zawiadamiają, że w którymś z sąsiednich pól znajduje się mina. Jeżeli cyferką będzie np. 1 to znaczy że gdzieś w okolicy znajdziesz jedną pułapkę, 2 oznacza dwie bomby itd... Jeżeli w przypadku jakiegoś kwadracika mamy przeczucie, iż tam może być pułapka, możemy oznaczyć delikwenta takiego znakiem zapytania. A gdy mamy już pewność, dajemy flagę, by inni wiedzieli, że tam jest bomba.

Aby wygrać należy myśleć strategicznie i przewidywać kolejne ruchy. Nawet w Pomocy do gry mamy opisane parę różnych strategii oraz porad. Warto się z nimi zapoznać przed rozpoczęciem gry! Bo trzeba Wam wiedzieć, że Saper grą prostą nie jest.

Gra posiada trzy różne stopnie trudności. Na najłatwiejszym mamy dziesięć bomb do odnalezienia na dość małej planszy, średni to większa mapa i czterdzieści bomb. Poziom Ekspert jest tylko dla twardzieli, mamy ciut większy teren działań niż w "Średnio zaawansowanym", a bomb jest aż 99... Można oczywiście stworzyć własną mapę ustalając wielkość i ilość min.



Od pierwszego kliknięcia uruchamia się zegar, potrzebny jest on jeno do bicia rekordów w kategorii "kto szybciej znajdzie wszystkie bomby". Poza tym do niczego więcej się nie przydaje, a szkoda. Na Ekspercie powinien odmierzać czas do detonacji bomb, przez co wzrósłby, już dość duży, dramatyzm sytuacji.

Saper zachwyca grafiką. Mamy ładne, czerwone liczniki. Plansza, mimo iż szara, poprzecinana jest kolorowymi cyferkami i złowrogo wyglądającymi minami. Nasz bohater również jest barwną postacią. Gdy rozbroimy wszystkie bomby, przywdziewa on matrixowe przeciwsłoneczne okulary (a przypominam, gra powstała przed pierwszym Matrixem!). Trzeba zaznaczyć, iż możemy wybrać również czarno-biały tryb graficzny. Świetna jest także oprawa dźwiękowa. Cykanie zegara przyśpiesza bicie serca, a efektowne wybuchy przyprawiające o dreszcze.

No cóż, Saper to już legenda komputerowej rozrywki. Klasyka sama w sobie, kamień milowy gier komputerowych i gier w ogóle. Wpłynął on na nasze postrzeganie świata, nasze rozumowanie na temat gier. Potwierdził, że krwawe gry nie muszą składać się wyłącznie z myślenia...

Po paru godzinach nieprzerwanego grania odnalazłem prawdziwy przekaz tej produkcji. Bowiem każdy z nas jest takim żółto-gębym Saperem. Szukamy swoich bomb by je rozrobić i wreszcie przywdziać przeciwsłoneczne okulary zwycięstwa. Chcemy tak jak i on przeżyć w tym niebezpiecznym świecie omijając zagrożenia. Znaczymy drogi, na których są miny, tak by inni, ci którzy będą stąpać tą samą ścieżką długo po nas, wiedzieli gdzie nie stawiać swych stóp...

PS: A teraz włączcie drogie dzieci "Regulamin" Games Cornera, a tam przeczytajcie 3 punkt, 3 akapitu.


Jucha na lewo i    prawo
Przekaz filozoficzny
Dostępny praktycznie    wszędzie
Legenda
Brak!
Gatunek: hybryda (RPG + strategia + logiczna + bernardyn + T-34/85)
Autorzy: Robert Donner i Curt Johnson
Dystrybutor: Microsoft
Procesor: pińcet GHz
Pamięć RAM: pińcet MB RAM
Karta graficzna: pińcet MB RAM
System:Windows 98/Me/2000/XP

« poprzednia | spis treści | następna »