|
Sailor Moon [SNES]
Kilka lat temu (jeśli nie więcej…) telewizja z logiem słoneczka raczyła nas serialem anime, co się zwał "Czarodziejka z Księżyca". Przyznaję, że lubiłem i może nadal go lubię, choć jest trochę kichowaty, ale przez to dosyć zabawny. Co mnie najbardziej w nim śmieszy to walki z bossami i odgłosy, jakie wydają podczas samego fightu z Cichodajkami, niech wspomnę tylko: "Ino, Ino, Inoo!":) (za cholerę nie mogę tego zapomnieć:). Nie jednak o anime tu mi gadać wżdy o gierce na jego podstawie. Mianowicie mamy do czynienia z klasyczną mordoklepą 2D. Zaskakuje ilość postaci do wyboru, bowiem jest nie tylko Usagi, ale i reszta Cicho…argh…czarodziejek:): Mars, Venus, LV-426…ups to nie ta bajka:) i inne, w sumie jest ich pięć. Brakuje mi jednak takiego gościa, co był ubrany jakby wybierał się na comiesięczne zakupy do Geanta, hm, jak go wołali…? Ach! Wiem toż to sam Taxido! Facet zajął się podsumowywaniem każdego levela, który przeszedłeś. Wszystkie fanki (i fani:)) tegoż anime pewnie już się napalają, że owy szpil wymiata i zasługuje na ósemkę za sam tytuł, no może przesadzam, na co najmniej dziesiątkę:). Muszę niestety wylać Wam na łeb kubeł pełen zimnej uryny, bowiem gra nie dorasta do pięt pozycji tzw. przeciętnej. Zaczniemy od przeciwników. Często spotykałem się z sytuacją, że obijając dwóch gości na raz, trzeci stał z tyłu i przyglądał się jak jego kumple dostają manto. Ponadto jest niewiele typów demonów, niektóre różnią się zazwyczaj tylko kolorem i długością paska zdrowia. Kapa. Coś nie tak jest z detekcją kolizji, czasami, gdy celowałem prosto w gościa to ten w ogóle nie obrywał (w walce z bossami), przez co można stracić resztki nerwów. Gra sprowadza się do bezmyślnego walenia w jeden przycisk (skakać się nie opłaca), ponieważ bezmózdzy adwersarze sami podchodzą pod rękę nie starając się zajść nas od tyłu. Charakteryzuje się ona także zerową dynamiką, gdy wyrzucisz przeciwnika "za" ekran to całe wieki trzeba czekać zanim wróci, a poza tym akcja toczy się w żółwim tempie. Odnośnie oprawy A/V to wolę nie wspominać. Chociaż postacie prezentują się przyzwoicie (jednak zawodzi ich mierna animacja) tak stejdże wywołują uśmiech politowania. Kolory jak z odpustu, ziarnistość i mała różnorodność aren (chociaż był jeden, który mi się nawet podobał). Muzyka to jakieś infantylne popiskiwania, lecz co dobre to bohaterki nawet fajnie krzyczą. Nie warto więcej pisać o "Sailor Moon", bowiem szkoda czasu Twojego i mojego. Tej gry nie ma, co porównywać do kultowego Final Fight, który zjada ją na zakąskę. Nie warto grać a co dopiero bawić się w jej ściąganie. Zmarnowany pomysł, zresztą jaka gra taka
recka:). PS. Niestety nie wiem która jest to dokładnie część gry (S czy G czy Ż;), bowiem gra jest po japońsku.
[Plugawy]
Ocena: 2/6
Ranma 1/2
Jest to kolejna bijatyka 2D mająca swe korzenie w japońskim komiksie i anime. Co by zaoszczędzić fanom zbędnej egzaltacji, zaznaczę od razu, że jest to pozycja dosyć przeciętna nijak mogąca konkurować z opisywanym jakiś czas temu Gundam Wing: Endless Duel. Do wyboru mamy jednego z dwunastu fighterów, wśród których znalazł się taki przekręt jak Panda walcząca przy pomocy kopniaków i pięści. Oprócz niej mamy między innymi gościa walczącego stylem kung-fu, cheerliderkę i aikidokę walczącego bokenem, który zdecydowanie najbardziej przypadł mi do gustu, o dziwo, gdyż stylu aikido (chociaż efektownego) raczej nie trawię. Naliczyłem tylko po cztery specjale dla każdego chopka, co jeszcze można wybaczyć, bowiem w Mortalu też nie było ich za wiele, a grało się wyśmienicie. Natomiast w Ranmie nie jest już tak dobrze, a to ze względu na dynamikę walk a raczej jej brak. Wszystkie akcje toczą się wolno a postacie poruszają się w ślamazarnym tempie i jeszcze AI przeciwników to chyba jakiś żart. Dzięki ich "wybitnej" inteligencji prawie zawsze można kapić na jeden specjal, bo zanim dotrze do oponenta, że wypada zmienić taktykę i trochę poblokować to ma on ponad pół paska do tyłu. Oprawa graficznie też nie powala, choć miejscami jest bardzo ładnie a innym razem po prostu okropnie. Muzyki w ogóle nie zapamiętałem, czy to minus, chyba nie, bowiem przynajmniej nie drażni ucha. Z trybów gry mamy Story, Vs, Tag, ale nie będę Wam ich opisywał, gdyż jak zagracie to przekonacie się, o co w nich chodzi;). W zasadzie to nie warto tracić czasu na ściąganie tej gry, mimo, że można w nią od biedy pyknąć, ale jednak nie polecam. Szybko pojawia się Pani Nuda już po pierwszym przejściu trybu Story i po ok. sześciu minutach
multiplayera... [Plugawy]
Ocena: 3/6
|
Warriors of Fate [CPS-1]
To kolejna dobra chodzona mordobitka od Capcomu, który wydaję się być prawdziwym liderem wśród innych firm tworzących gry tego typu. Można przyjąć, że akcja toczy się w feudalnej Japonii a my wcielamy się w jednego z pięciu najlepszych wojowników prawego imperatora Kuan-Ti. Do dyspozycji oddano nam Portora, Kassara, Abaka, Subutaia i Kadana. Dwóch pierwszych używa przede wszystkim pięści, są silni, lecz oczywiście dosyć powolni, kolejni dwaj posługują się mieczami i mają raczej wyrównane parametry. Natomiast Kadan to łucznik i moim zdaniem najsłabsza postać do wyboru. Mimo że cechuje go dobry zasięg to jednak jest zbyt powolny a ilość wypuszczanych przez niego strzał jest niewystarczająca, aby zatrzymać gromadę napierających wrogów.
Niewątpliwą zaletą tej gry jest jej oprawa. Pamiętając nawet, iż jest to jeszcze stara płyta CPS-1, grafika i tak wygląda całkiem efektownie. Tła, po których się poruszamy są bardzo barwne i szczegółowe, natomiast nasi bohaterowie jak i wrogowie są poprawnie animowani oraz ciekawie zdizajnowani. Grając nie zauważyłem żadnych spowolnień animacji, co zaskakuje zwłaszcza, że nierzadko na ekranie pojawia się sporo ruchomych obiektów. Miłym smaczkiem jest możliwość rozcinania przeciwników na pół:). Strona audio nie wzbudza specjalnych emocji. SFX'y nie odstają od standardów początku lat '90, zaś muzyka jest uboga, bowiem melodie poszczególnych kawałków są mało porywające i zarazem podobne do siebie nawzajem. Spodziewać się można było więcej pod tym względem, zwłaszcza jak przypomni się "Cadillacs & Dinosaurs" (również CPS-1), gdzie wszelkie odgłosy i motywy muzyczne były na bardzo wysokim poziomie.
Przy pierwszym kontakcie system walki może nie zachwycać. Ot, nic nowego i wyjątkowego ktoś pomyśli. Po części taka osoba ma rację, lecz nie do końca. Po dłuższym obcowaniu z grą odkrywa się nowe zagrania jak, np. chwyt i rzucenie oponentem w powietrzu. Mamy jeszcze m. in. cios specjalny, jakieś combo. Do czasu, kiedy dosiądziemy bojowego rumaka, bowiem na jego grzbiecie, mamy całkiem nowe specjale a postać w rękach wprawnego gracza staje się wręcz niepokonana! Irytującą rzeczą była dla mnie bardzo mała ilość przedmiotów do zbierania, chodzi mi tu o bronie. Oczywiście można znaleźć miecz, maczugę itp., ale jest tego niewiele! Co więcej, pojedyncze "szlagi" zabierają stanowczo za mało energii, więc czasami lepiej uderzać pięściami. To niestety nie koniec. Gdy wróg wytrąci nam z ręki sztylet itp. to zazwyczaj od razu dany przedmiot znika i nie ma możliwości, aby go ponownie podnieść.
Mimo swoich wad "Warriors of Fate" jest jedną z lepszych chodzonych bijatyk 2D. Da się z niej sporo wyciągnąć, choć wysoki poziom trudności może odstraszyć mniej wprawnych manualnie:). Nie należy zapominać także, iż zalicza się ona do tych dłuższych gier, więc tym bardziej warto się z nią zapoznać.
[Plugawy]
Ocena: 4/6
|