|
Ostatnio po drugim z rzędu padnięciu PS2 postanowiłem popykać w jakąś dobrą gierkę z czasów swojej młodości:). Wybór padł na Ninja Gaiden, a ponieważ na SNES-a wydano całą trylogię, nie zastanawiałem się długo. Ninja Gaiden jest chyba najlepszą serią typowych dla NES-a platformówek, które stawiają duży nacisk na walkę, ale pomimo swojej typowości jest nowatorska i najlepsza w swojej kategorii. Ma przy tym całkiem ciekawą i nieźle pokazaną fabułę, choć momentami dość kiczowatą i przerysowaną, ale fajną. Wszystkie części używają tego samego engine’u graficznego, który w każdej kolejnej części był coraz bardziej udoskonalany, choć nie widać wyjątkowo dużego skoku pomiędzy pierwszą a drugą częścią, to trzecia pokazuje już kilka nowych elementów graficznych. Muzyka jest zawsze dobra, choć najlepsza wydaje się być w części trzeciej, tak samo jak i grafika. Ważną sprawą jest poziom trudności – w tej serii dosyć wysoki. Końcówka pierwszej części daje w kość naprawdę równo, druga jest zdecydowanie łatwiejsza, pomimo, że znacznie dłuższa, a część trzecia jest zdecydowanie najłatwiejsza. Poziom trudności serii znacznie podbija Ninja Gaiden wydany Xbox’a, który jest masakrycznie trudny, ale my nie o tej generacji :).
Ninja Gaiden
Wydany w 1989 r. Ninja Gaiden był dosyć nowatorskim platformerem. Główną nowością była mocno rozbudowana jak na ten gatunek fabuła, opowiadająca o młodym ninji Ryu Hayabusie, członku Klanu Smoka, dzierżącym Miecz Smoka. Ryu stara się odnaleźć zabójcę swojego ojca, podążając za zostawionymi przez niego wskazówkami; zostaje wplątany w intrygę CIA i poznaje swoją przyszłą miłość, Irene Lew, oraz musi zmierzyć się z odrodzonym demonem, do którego powrotu nie chcieli dopuścić jego ojciec i jego znajomy archeolog. Po drodze niejako walczy z wrednym niemilcem Jaquio. Idea gry polega na przemierzaniu kolejnych poziomów walcząc z łażącymi po nich przeciwnikami. Pod koniec całego poziomu znajdował się boss, którego nierzadko było dosyć trudno ukatrupić. Całe przedsięwzięcie utrudniał stale upływający czas. Ninja mógł wykonać standardowy skok, cięcie kataną, mógł przyczepić się do ściany, na którą wskoczył, oraz użyć jednej z wielu dodatkowych broni, jakie zbierał w czasie przemierzania poziomów. Broni jest całkiem sporo (ogniste kule skierowane w dół albo w górę, rzucane shurikeny i kilka innych), każde użycie kosztuje kilka jednostek, nazwijmy to „amunicji”, którą można zbierać w czasie przemierzania poziomów. Każdy duży poziom posiada kilka podpoziomów, których liczba odpowiada numerowi dużego poziomu (np.: piąty na pięć, trzeci trzy, itd.). Walki z bossami są tu dość ciekawe i nie można narzekać na nudę, choć w porównaniu z kolejnymi częściami są najsłabiej przemyślane, ale za to trudne. Szczególnie kilkufazowa walka z ostatnim bossem – podczas walki można się srogo zdenerwować, jak i podczas przechodzenia całego ostatniego poziomu, ale poziom trudności w tym przypadku to nie wada – wręcz zachęca do dalszego grania. Wyższej oceny nie mogę postawić, ponieważ wypada najsłabiej z całej trylogii NES-owej. Polecam jak każdą inna część, ale ostrzegam, poziom trudności może nieźle wpienić niejednego.
Ocena: 7/10
Ninja Gaiden II – The Dark Sword of Chaos
Sequel Ninja Gaiden został wydany rok po swoim poprzedniku. Sama fabuła także rozgrywa się w rok później. Ukochana
Ryu, Irene, zostaje porwana, a on sam wraz z tajemniczym Robertem T.S., który wie bardzo dużo, rusza jej na ratunek. Jak się okazuje, po porażce Jaquio inny potężny demon,
Ashtar, postanawia otworzyć wrota do innego wymiaru, co pozwoliłoby demonom na zdobycie naszego świata. Irene jest ważna dla demonów z kilku powodów, których jednak nie zdradzę, a większość wydarzeń kręci się wokół tytułowego Mrocznego Miecza Chaosu. Ryu powoli poznaje plany Ashtara i w końcu spotyka starego znajomego z części pierwszej –
Jaquio. Robert T.S. odgrywa dużą rolę w fabule, w końcu poświęcając życie dla Ryu i
Irene, która z kolei nie odgrywa aktywnej roli w wydarzeniach, jest raczej ładną osóbką do uratowania :). Fabuła jest znacznie ciekawsza i lepiej przemyślana niż w poprzedniej części i tak samo jak poprzednio przedstawiona, choć w trochę lepszej oprawie graficznej. Ryu zyskał kilka nowych dodatkowych broni do swojego arsenału, z czego najciekawsza jest podążająca za nim jego kopia (można mieć dwóch takich pomocników, po zebraniu drugiej odpowiedniej znajdźki), która naśladuje ruchy wykonane przez Ryu – bardzo przydatne. Są nowe
shurikeny, ogniowa osłona (nawet na klony), ale najważniejsza jest możliwość wykonywania nowego ruchu przez
Ryu.
|
W odróżnieniu od części pierwszej można bowiem chodzić po wszystkich ścianach, na jakie wskoczy Ryu, a nie tylko po specjalnie zaznaczonych, przewidzianych przez autorów. Bossowie są zróżnicowani, dosyć wymagający i ciekawie wyglądający. Szczególnie finałowe starcie, znów trójfazowe. Projektanci z Tecmo popisali się pod tym względem. Pojawia się bardzo dużo nowych, zwykłych wrogów, ale jakoś nie wybijają się ponad tłum. Poziomy są zróżnicowane, nie można narzekać na nudę. Jest miasto, jadący pociąg, góry, w których wiatr albo ułatwia, albo utrudnia skoki, wnętrza starożytnych budowli i sporo innych pomysłów. Poziom trudności został dosyć mocno obniżony, co nie znaczy, że jest jakoś specjalnie łatwo, o nie. Jest średnio trudno, ale w taki sposób, że nie jest to tak upierdliwe, jak momentami część pierwsza. Podsumowując – poprawiona graficznie i grywalnościowo względem części pierwszej. To najlepsza część cyklu, a jednocześnie jedna z najlepszych gier na NES-a – obowiązkowa!
Ocena: 10/10
Ninja Gaiden III - The Ancient Ship of Doom
Część trzecia Ninja Gaiden został wydana w rok po części drugiej. Tym razem Ryu zostaje wrobiony w zabójstwo swojej ukochanej Irene i postanawia znaleźć osoby za to odpowiedzialne. Trafia do tajemnego laboratorium, gdzie spotyka starego znajomego z części pierwszej – Fostera, oficjela CIA. Podążając dalej za wskazówkami tajemniczego czarnowłosego osobnika Ryu trafia na trop tytułowego Starożytnego Statku Zagłady. Dalej jest typowo – ratowanie świata, ratowanie Irene z opresji i skopanie głównego złego. Fabuła opiera się na walce z nowym zagrożeniem i jest prawie tak dobra, jak ta z dwójki, a obrazki i animacje ją pokazujące są najwyższej jakości z całej serii, tak jak i grafika i bardzo dobra muzyka. Do zakresu ruchów Ryu doszło poruszanie się podczas zwisania na rękach, jak i samo zwisanie. Ryu może używać nowych power-upów, z czego najażniejszym jest ten wydłużający zasięg miecza. Jest to najlepszy z wszystkich power-up’ów w całej serii i aż żal, że nie było go w poprzednich częściach. Rozgrywka nie zmieniła się ani trochę, Ryu dalej popiernicza po kolejnych poziomach wycinając w pień wszystko, co mu pod ostrze podejdzie, od czasu do czas sobie poskacze i powalczy z bossami. Ci są jak zwykle nieźli, utrzymali się na poziomie drugiej części. Najlepszy jest jak zwykle finałowy niemilec, tradycyjnie trójfazowy, przy czym ostatnia faza to potężny, latający statek o całkiem fajnym wyglądzie. Wraże szeregi powiększyły się o sporą ilość nowych paskudników, przybyło zwłaszcza wrogów latających i kilu strzelających. Większą część nowych wrogów stanowią, kontrastowo do poprzedniczek, istoty mechaniczne. Poziomy są jak zwykle zróżnicowane, przybyło zwłaszcza takich, gdzie należy wspinać się do góry. Przede wszystkim jest tu więcej skakania niż w poprzednich odsłonach i jest ono trudniejsze niż poprzednio, a i często wykorzystuje manewr ze zwisaniem na rękach. Wiele poziomów rozgrywa się w futurystyczno–industrialnych sceneriach, co jest miłą odmianą od utartych schematów serii. To najlepsza i najbardziej zaawansowana technologicznie część serii, w której wprowadzono kilka zmian i nowości, które były już na miejscu przy części trzeciej. Nie sposób nie wspomnieć o najniższym stopniu trudności spośród całej trylogii, który mimo tego wcale nie jest niski – to nadal stare, dobre, nieco hardcore’owe Ninja Gaiden.
Ocena 9/10
Na podsumowanie można powiedzieć, że naprawdę warto zagrać w ten tytuł, a właściwie w całą serię, bo oprócz tego, że jest to absolutna NES-owa klasyka, to zawiera ona niesamowitą dawkę grywalności, jest wyzwaniem i a posiada fajną fabułę. Absolutny must-have. [Podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami :) - dop. Scooter
Fox]
|
|
|
fabuła
grywalność
grafika
nietypowe podejście do gatunku
|
poziom trudności (dla niektórych)
małe (ale zawsze) wrażenie, że już to gdzieś widziałeś…
|
Producent: Tecmo
Rok produkcji:
* NES: 1989, 1990, 1991
* SNES: 1995
Platforma: NES, SNES
|
|