Recenzje

 

Jeśli coś się robi, to powinno się to robić porządnie. 
Dziennikarz rzetelny winien być, coby potem nie wstydził się własnych artykułów.
Przygotowanie to podstawa pracy.

 

Takie i podobne powiedzonka są, ja myślę, dość znane. Zresztą to zupełne truizmy, choć obowiązują szczególnie w środowiskach dziennikarskich. Bowiem jak coś pisać, to rzetelnie. Aby widza nie wprowadzać w błąd. Grzechu totalnej nierzetelności dopuścił się Dishman w numerze 68, pisząc porównanie dzieł Guya Ritchiego - Przekrętu i Porachunków. I wstydzić się powinien. A powody do wstydu zaraz mu wytknę, szczególnie że rzeczone filmy uważam za jedne z najlepszych, jakie powstały na Wyspach, natomiast sam Przekręt znajduje się w pierwszej piątce mojej prywatnej listy filmów wszech czasów. Przyjrzyjmy się bzdurom, jakie powypisywał Dishman.

 

Po pierwsze - ocena obsady dokonana wyłącznie na podstawie rozgłosu, jaki wokół siebie tworzą aktorzy. Kuriozum. Według Dishmana wyższą ocenę powinien dostać Ben Affleck, niższą np. Crispin Glover. Dlaczego? Bo ten pierwszy, choć o grze nie ma zielonego pojęcia, jest powszechnie znany, zaś drugi - choć ma doskonały warsztat, to wybiera role w filmach niszowych. Takoż według Dishmana obsada aktorska Porachunków zasługuje na 2\5, zaś Przekrętu na 3\5. Bo nie ma głośnych nazwisk. Przyjrzyjmy się bliżej paru aktorom.

 

Zacznijmy od "Lock, stock and two smoking barrels" - i od wymienionego przez Dishmana "jedynego znanego", Stinga. Zagrał łącznie w 14 filmach, u reżyserów tej klasy co David Lynch czy Terry Gilliam. Jego rola Feyda w Diunie jest uważana za kreację nie do powtórzenia przez innych aktorów. Kolega z planu Porachunków, Jason Statham, to złoty chłopiec angielskiej kinematografii. Potrzebował jednego tylko filmu - "Lock, Stock..." właśnie - by wybić się do Hollywood. Jest jednym z najbardziej utalentowanych aktorów młodego pokolenia; nie dość, że jego kreacje są nadzwyczaj przekonujące, to jeszcze jest szczególnie predestynowany do filmów akcji. Statham jest bowiem mistrzem sztuk walki i byłym olimpijczykiem (w dziedzinie pływania). Kolejny - Vinnie Jones. Podobnież odkryty przez Ritchiego. Pojawia się głównie w drugim planie, ale jego role zawsze są wyjątkowe. Od niepozbawionego poczucia humoru gangstera w Porachunkach, przez milczącego złodzieja w "60 sekundach", do nadpobudliwego kibola w Eurotripie. Jego twarz jest powszechnie znana również dzięki reklamom telewizyjnym. Dalej: Jason Flemyng - 56 filmów mniej lub bardziej ambitnych, jeden z królów drugiego planu o charakterystycznej twarzy i angielskiej flegmie. Lenny McLean - znany bokser, który zadebiutował u Luca Bessona. Niestety, śmierć przerwała dobrze zapowiadającą się karierę aktorską. P.H. Moriarty, mający na koncie m.in. role w telewizyjnej adaptacji Diuny, Czasie patriotów z Harrisonem Fordem, Chaplinie w reżyserii Richarda Attenborough; oraz wielu innych zdolnych, lecz mniej znanych aktorów.

 

Jeśli chodzi o Przekręt, ponownie pojawiają się Jason Statham, Jason Flemyng i Vinnie Jones. Jedną z głównych ról przejął pełniący rolę narratora w poprzednim filmie Alan Ford. Dał popis godny Marlona Brando, kreując postać bezwzględnego szefa przestępczego półświatka, Brick Topa. Brad Pitt. Klasa sama w sobie - znakomity (choć ze względu na urodę niedoceniany) aktor, którego rola w filmie Ritchiego to prawdziwy majstersztyk, dorównujący wystepom w "12 małpach" czy Fight Clubie. Benicio del Toro - odkrycie lat 90-tych, rozchwytywany dziś latynos, którego zauważyli m.in Terry Gilliam, Robert Rodriguez czy Steven Soderbergh; jego klasę potwierdza fakt, że zgarnął nagrodę Oscara za rolę drugoplanową w filmie "Traffic". Ewen Bremner - znany z kina ambitniejszego (Helikopter w ogniu, Trainspotting), jak i typowo rozrywkowego (AVP, Pearl Harbor). Dennis Farina - słynny porucznik Mike Torello z serialu Crime Story; Ade - kolejne odkrycie Ritchiego, wielki afroamerykanin z talentem komediowym, pracujący początkowo jako ochroniarz na planie; Rade Serbedzija - etatowy odtwórca ról Rosjan w zachodnich filmach...

 

Rzeczywiście marniutka obsada, w sam raz na 2\3 i 3\5, prawda?

 

Dalej Dishman oceniał filmy pod kątem zdobytych nagród. W ramce z Porachunkami czytamy: 'Kilka nagród dla reżyser, jednak powiedzmy sobie mniejszej wagi i zainteresowania". Pomijając literówkę, która pokazuje że artykuł był tworzony w pośpiechu i niechlujnie, skoncentrujmy się na błędach rzeczowych. Porachunki to zdobywca nagrody publiczności BAFTA - po Oskarze jednej z najbardziej cenionych w środowisku filmowców. Ale, ale - dlaczego tak dobry obraz nie zdobył bardziej prestiżowego trofeum? Odpowiedź jest prosta: ponieważ to film NIEZALEŻNY, nie kierowany do szerokiej publiczności, nie mający wielkiej kampanii reklamowej. Nieznany w chwili premiery i dość długo potem. Istnieją jednak organizacje oceniające takie produkcje - np. British Independent Film Awards - w której Porachunki zgarnęły 12 nagród. Czy to wyróżnienie mniej znaczące? Pokażcie mi bardziej błyskotliwy debiut, tani film który zdobył większy rozgłos i dał reżyserowi bilet do wielkich wytwórni. Znów mamy przykład na to, jakimi kategoriami myśli Dishman. Skoro nagroda nie jest tak znana jak Oskar (w domyśle - nie jest Oskarem albo palmą z Cannes), to znaczy że się nie liczy.

 

Jeszcze krótki rzut oka na Przekręt - 4 nagrody brytyjskich organizacji, nominacje dla aktorów (Brad Pitt i Vinnie Jones) i dla speców od filmowania. Znów - dlaczego obyło się bez bardziej prestiżowych zwycięstw? Bo to film niszowy, o londyńczykach i dla londyńczyków. A że zdobył dużo większe zainteresowanie - to bardzo dobrze.

 

Kolejne głupoty Dishman zaserwował w akapicie zatytułowanym "pomysł". O Porachunkach czytamy, że "w tym filmie zabicie człowieka nie ma wielkiej wagi, nikt nie płacze po zamordowanym" - a przypominam, że mówimy o obrazie, w którym czwórka chłopaków chce uratować się od poćwiartowania przez gangstera, zaś inni pod groźbą śmierci szukają pewnego rekwizytu. Zamordowanie głównego antagonisty ma ogromne znaczenie, natomiast mordu dokonuje osoba rozwścieczona za zabicie jej przyjaciela. 

 

Skomplikowana, wielowątkowa, przezabawna i rewelacyjnie podana, ubrana w doskonałe dialogi historia przedstawiona w Przekręcie jest wg Dishmana pozbawiona oryginalności. Skoro już D. ocenia pod kątem rozgłosu, to zapewne nie słyszał, że film uważany jest za godnego następce Pulp Fiction. Tutaj pozwolę sobie więcej nie komentować.

 

Do części "wykonanie" również mam sporo zarzutów. Po pierwsze - nie wiem co do wykonania mają przekleństwa czy fabuła. Po drugie - chyba z Dismanem oglądaliśmy różne filmy, bo za diabła nie wiem, gdzie w Przekręcie jest dużo strzelania. Bo skoro tu jest dużo, to nie znajduję słów na określenie ilości zużytych nabojów w Matrixie. Po trzecie - wypada wspomnieć o widocznych niedociągnięciach realizatorskich w Porachunkach. Były one debiutem reżysera, a i ekipa też doświadczona nie była, i to widać. Źle pocięte niektóre sceny, często nie komponująca się z innymi dźwiękami muzyka, niedopracowana narracja... 
Dalej mamy "element humorystyczny" - czyli kolejne kuriozum. Dishmanie, przecież mówimy o KOMEDIACH. Tu nie ma "elementu" humorystycznego. Scenariusz nim jest. Warto zwrócić uwagę na wzmiankę o "trzech Jamajczykach" ze drugiego filmu. Co prawda są to Murzyni, ale typowi przedstawiciele londyńskiej klasy średniej. Mylić ich z Jamajczykami, to tak jak pomylić skinheada z metalem albo niedźwiedzia z pszczołą. Także ich "wpadki" nie są zaczerpnięte z "policyjnych pościgów", bo nikt ich przecież nie ściga. Są to po prostu motywy z nieudanych akcji przestępców.

 

Ostatni paragraf i ostatnie już bzdury w wykonaniu Dishmana, czyli różnice między filmami. Pozwólcie, że sprostuję jedną: aktorzy NIE odgrywają niemal identycznych ról. Alan Ford, w Porachunkach barman, w Przekręcie jest bossem podziemia. Jason Statham z pasera przeistacza się w menedżera bokserskiego. Jason Flemyng był z kolei paserem, a stał się Cyganem. Jedynie Vinnie Jones zagrał nieco podobną postać Podobną ze względu na brutalność i zawód - czyli zbira do wynajęcia. Jednak o ile w Porachunkach był dbającym o dziecko ojcem, opanowanym i nawet wyrozumiałym, to w Przekręcie jest bardziej bezwzględny, wręcz groteskowy. 

 

Na zakończenie pozwolę sobie zaapelować do Dishmana i wszystkich innych autorów kącika, aby następnym razem zabrali się do pracy przygotowani i przed napisaniem jakiejś bzdury sprawdzili, czy aby się nie mylą. Niech nie tworzą również podobnych "zapchajdziur", bo wychodzi z tego głównie dezinformacja i kompromitacja.

»Autor: military