Recenzje

 

Wesele odmienia życie, bowiem oto młodzi wkraczają na nową jego ścieżkę. Na weselu trzeba się dobrze bawić, trzeba uczcić przejście w inny stan cywilny. Wiejskie wesela są jednak specyficzne, dzieje się bardzo dużo na sali, jak i poza nią. Ktoś kogoś oszuka, ktoś dostanie w mordę. Najgorzej jest jednak, gdy okazuje się, że całe wesele to jedno pasmo nieszczęść.

Wojnar (Marian Dziędziel) to najbogatszy chłop we wsi. Bardzo wpływowy z niego człowiek. Nic więc dziwnego, że i wesele jego córki ma być jak najlepsze. Wojnar bowiem zdaje się wyznawać zasadę "postaw się, a zastaw się". Wszystko musi być najlepsze, sukienka, samochód, orkiestra, wódka. Tylko, że sam Wojnar jest osobą mimo wszystko oszczędną. Z jednej strony wydaje grube pieniądze, ale z drugiej kombinuje jak zapłacić najmniej jak można. Niestety zamiast płacić mniej, często przepłaca.

-Mniejszej to tej kamery już nie mógł mieć?
-Trzeba mówić, że nowoczesna i dlatego taka mała.


Niepowodzenia Wojnara zaczynają się już od samego początku. Zarówno kamerzysta (Maciej Stuhr), jak i człowiek mający przyprowadzić przepiękne auto (Paweł Wilczak) spóźniają się. Wkrótce okazuje się, że Wojnar za samochód wysokiej klasy jeszcze nie zapłacił, chociaż kupuje je po znajomości i trzy razy taniej niż jest ono warte. Nie trudno się więc dziwić, że i z samochodem jest problem. Bowiem cena jest tak niska dlatego, że Wojnar obiecał sprzedającemu, że dorzuci jeszcze kawałek pola przy autostradzie. Jednak ta ziemia należy nie do niego, a do teścia (Wojciech Skibiński), który jak to starszy człowiek ma zmienne nastroje. Raz mówi, że odda ziemię, raz, że nie odda. Natomiast jego zięć to człowiek interesu, założył sobie, że dziadek ziemię przepisze i kropka. Okazuje się jednak, że w dniu ślubu starszy mężczyzna akurat zdanie zmienił. Wynikają z tego komplikacje, bowiem człowiek mający odebrać zapłatę jest groźny i nie zawaha się użyć przemocy, aby swoje odebrać. To tylko jeden problem, który dręczy Wojara, a mogę Was zapewnić, że jest ich dużo więcej.

[ksiądz gani Wiesława Wojnara, że nie może dogadać się z jego szwagrem w sprawie samochodu]
-Na kościół dołożę.
-No to i dobrze Wiesław zrobi. Dach przecieka, kaloryfery trzeba założyć. Na dwa tysiące wycenili remont.
-A za tysiąc by nie zrobił?
-No z bożą pomocą i w promocji za tysiąc [ksiądz przechyla kielonek]... i pięćset dadzą radę.


Kto jest ważniejszy dla Pana Młodego, czy aby na pewno jego żona?

"Wesele" to przede wszystkim jednak przedstawienie w krzywym zwierciadle obyczajów weselnych. Jednak główną cechą jaka rzuca się już od pierwszych scen jest pijaństwo Polaków. Tutaj każdy lubi się napić, a przecież wódki nie brakuje. Zanim impreza się rozkręci już można kilku wynieść zalanych w trupa.

[rozmawiają ksiądz z Wojnarem]
[Wojnar]-Bitka jakaś pod płotem.
[ksiądz]-I bardzo dobrze, bardzo dobrze. Jakby nikt nikogo nie nastukał to wesele by się nie udało.


Kolejną sprawą, która wręcz razi swoim brakiem realizmu, to zboczone zabawy. Każdy wie, że o północy są oczepiny, czyli różnego rodzaju zabawy weselne. Tylko, że tutaj przybierają one charakter czysto seksualny. Nie brakuje zatem konkursów, które polegają na zdjęciu ubrania z mężczyzny i założenia ich na siebie, napompowania balonika skacząc pupą na pompce, czy przekładaniu jajka kurzego wprowadzając go u dołu nogawki, a wyjmując przez rozporek. Ciekawe, prawda?

Główną postacią jest jednak w tym filmie sam Wojnar, bowiem to on zmaga się z przeciwnościami losu. Okazuje się, że nagle na weselu wszyscy są uregulowania płatności. Kobieta, która wynajmuje salę, co raz dopada gospodarza, orkiestra twierdzi, że nie będzie grać dopóki Wojnar nie zapłaci całej należności, plus 500 zł łapówki, ksiądz (Andrzej Zaborski) zgadza się wpłynąć dyplomatycznie na gangstera, który przyprowadził samochód, ale naturalnie nie za darmo. Dach w kościele przecieka, grzejniki trzeba zamontować... .Chwilami Wojnarowi współczujemy z całego serca, a już na pewno w momencie kiedy łapie go drogówka. Pech chce, że jedzie on nie swoim samochodem bez dokumentów i w dodatku wypił więcej niż dwa kieliszki wódki. Marian Dziędziel wypada jednak wspaniale. Naprawdę już dawno nie widziałem takiego wczucia się w rolę w polskim filmie. Bowiem to dzięki niemu przeżywamy ten film naprawdę.

-Dorosły chłop, a dmuchać pan nie umie.
-Jakoś się dogadamy. Ja jestem Wojnar, Wiesław Wojnar.
[Wiesiek dmucha]
-Złoty dwadzieścia... rekwirujemy.
-W tym przypadku mamy obowiązek zabrać panu prawo jazdy i skierować na izbę.
-Panowie jakoś się dogadamy.
-Nie da rady za dużo paragrafów.
-Edka Wąsa znacie? Jest u mnie na weselu.
-Edek jest?
-No, jest. To ile?
-Tysiąc.
-Ile kurwa?
-Kurwa tysiąc


Nielegalny akt notarialny? To tylko kwestia ceny... każdego można kupić.

Nie ustępują mu również inni aktorzy. Jerzy Rogalski jest wręcz stworzony do grania człowieka na bani. Nie mamy ani chwili wątpliwości, że ten aktor udaje, a że udaje to pewne. Chociaż plotki głoszą, że statyści bawiący się na weselu mieli prawdziwe, wysokoprocentowe wspomagacze. Jednak raczej nie możliwe byłoby, aby aktorzy z takich wspomagaczy korzystali.

Film nie daje dobrego przykładu. Uczy pijaństwa i przekleństw. Do tego potwierdza opinię, że każdego można kupić, a zależy to jedynie od ceny. Przykładem jest notariusz (Arkadiusz Jakubik), który za ekstra cenę zgadza się przyjeżdżać w dzień wolny od pracy i to w dodatku po nocy. Mało tego, za grube pieniądze godzi się sfałszować akt notarialny, dodatkowo za podobną kwotę jest w stanie go unieważnić.

W filmie złe były dwie kreacje. Chodzi mi o wątek miłosny pomiędzy kamerzystą, a panną młodą. Zupełnie to niepotrzebne. Tamara Arciuch grała przez cały film zupełnie sztucznie, nie potrafiła wczuć się w rolę. Już zdecydowanie lepiej wykazał się jej filmowy mąż - Barłomiej Topa. Co prawda połowę filmu przespał, ale w chwilach trzeźwości był zdecydowanie bardziej wyraźny niż Tamara. Drugim nieszczęśnikiem, czyli kamerzystą był Maciej Stuhr. I tu muszę stwierdzić, że aktor ten pomimo swoich predyspozycji wpadł w szufladkę i nie potrafi z niej wyjść. młody Stuhr bowiem zawsze grał chłopaczków do bicia. Niemal w każdym filmie dostawał łomot i w tutaj też obrywa. Gra do tego strasznie sztucznie z wysiłkiem. Nie czuć w nim tej lekkości, naturalności. Szkoda.

Śmiało jednak mogę powiedzieć, że to jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat. Jest przerysowany, nierealny, ale czy takie nie były np. komedie wyśmiewające PRL? Też były przebarwione, ale śmieszą do dnia dzisiejszego. Raczej jednak ostrożnie podchodziłby do zapewnień o kultowości "Wesela", ale to naprawdę kawał dobrego kina, jak na polskie warunki naturalnie.

 

»Ocena: 8/10 

»Autor: Dishman