|
| Recenzje |
| »
Co nieco o filmie |
|
»
Film składa się z 3 odrębnych scenariuszy, które sam
Tarantino pisał oddzielnie i w różnym czasie;
|
|
» Portfel Julesa (Bud Motherfucker),
tak naprawdę należy do reżysera;
|
|
» We wszystkich scenach z zegarami,
pokazują one tą samą godzinę;
|
|
» Nigdy nie wiemy co tak naprawdę
było w walizce, której bronił Jules;
|
|
» Słowo "fuck" pada 271
razy;
|
|
» W scenie, gdzie w kierunku Julesa
i Vincenta, pewien facet wystrzelił cały magazynek,
kule, które widzimy w późniejszych scenach w ścianach,
były tam jeszcze przed wystrzałem!;
|
|
» Scena w której Jules i Vincent idą
korytarzem na egzekucję i rozmawiają o masażu stup,
jest ona kręcona jednym ujęciem;
|
|
»
Nagrody:
-7
nominacji do Oscara, w tym zdobył 2 statuetki za:
scenariusz;
|
|
|
Filmy oddziałujące na kinematografię nie powstają często. Są jak perełki w morzu. Trzeba je wyławiać i podchodzić z wielką starannością. "Pulp Fiction" trzeci film Quentina Tarantino, reżysera nietuzinkowego, o którym już zwykło się mówić, że wprowadził do pracy reżyserów swój własny styl, styl tarantinowski.
Fabuła filmu jest zlepkiem kilku historii, które prędzej czy później łączą się w jedną całość. Mamy zatem do czynienia z dwójką gangsterów - Vincentem (John Travolta), oraz Julesem (Samuel L. Jackson), którzy pracują dla Marcelluse'a Walles'a (Ving Rhames). Są specjalistami od zbierania długów. Ktoś nie chce płacić, ktoś próbuje oszukać szefa? Do akcji wchodzą Vincent i Jules i nagle okazuje się, że zgubiony towar z łatwością sam się odnajduje... tylko, że jego właściciele nie będą cieszyć się już z życia.
Kolejną historią jest opowieść o Butch'u (Bruce Willis) - bokserze, który ze względu na swój wiek i sukcesy postanawia za namową znanego nam już Wallesa, oraz pod wpływem gotówki po prostu podłożyć się w jednej z walk. Butch jednak, mimo, iż jego partnerka życiowa pasuje do opisów tlenionej blondynki, choć ku naszej rozpaczy jest brunetką, jednak postanawia nie być do końca lojalnym wobec swojego zleceniodawcy.
Bohaterami trzeciej historii są Ringo (Tim Roth) i Yolanda (Amanda Plummer). Początkujący bandyci. Mają różne pomysły, raz obrabują bank, raz jubilera, a jeszcze innym razem restaurację. To oni zaczynają i kończą film w wielkim stylu. Nie mają jednak zbyt wielkiego wpływu na rozwój wypadków.
Tak naprawdę całość sprawia, że ten film jest o wszystkim i o niczym. Fabuła jest nieuporządkowana, zupełnie brak tutaj jakiegokolwiek zachowania chronologii. Quentin żartuje sobie z widzów, pokazuje nam historię w takiej kolejności jaka jemu się podoba, a nie w takiej jak być powinno. Być może po prostu zachowanie normalnych standardów sprawiłoby, że "Pulp Fiction" byłby śmiertelnie nudnym filmem. W ten sposób jednak zyskuje na oryginalności i niepowtarzalności, chociaż odbił piętno na późniejszych produkcjach.
Nie można jednak tej produkcji zarzucić, że brakuje w niej przemocy. "Pulp Fiction" należy do filmów z tej serii, która opowiada o gangsterach, dla których zbicie pięciu, czy dziesięciu ludzi nie ma najmniejszego znaczenia. Traktują to po prostu jako swój zawód, działają w branży, w którą można wejść, albo się wycofać. W najgorszym wypadku polec podczas służby. Widza zatem nie dziwi widok wyjmowanych wręcz na każdym kroku pistoletów i to wielu modeli i typów. Już tym bardziej nie razi, że w filmie brzydkie słowo w tłumaczeniu na polski oznaczające panią lekkich obyczajów, użyto 271 razy. Prawdopodobnie kilka lat później Guy Ritchie próbował ten rezultat wyrównać, a może nawet przebić. Jednak w jego "Porachunkach" zdołano dotrzeć tylko do 153 takich wyrazów.
Ciekawie jednak przedstawiają się same postacie. Film bowiem nie narzeka na brak gwiazd w swoich szeregach. Na główny plan zatem zostają powołani Travolta oraz Jackson. Obaj nominowani w 1995 roku do nagrody Oscara, niestety statuetki nie dostali. Travolta grający Vincenta to człowiek, który powrócił z Amsterdamu, zażył więc tam wolność w "hasz barach", czyli tam gdzie można zapalić skręta. Nie unika mocniejszych używek, zaopatruje się w nie również w Stanach. Stara się wykonywać swoją pracę, zwłaszcza, że za partnera ma Julesa. Bowiem to właśnie Jules odwala gadkę podczas egzekucji długów, to on prowadzi cała rozmowę i to do niego należy ostatnie słowo. Jules wierzy również w opatrzność boską. Trochę to kontrastuje z jego zawodem, no ale już taki jego urok. Bardzo często Vincent nie chcąc już słuchać natrętnego partnera wycofuje się i przyznaje mu rację. Samuel zatem musi mieć w sobie coś z gaduły, bowiem kilka lat później gra w "Negocjatorze" gdzie popisuje się swoimi zdolnościami... plotkarskimi.
Kolejną intrygującą postacią jest bokser Butch. Przede wszystkim ta postać wydaje się łamać stereotyp, że bokser może i jest silny i groźny, ale w sprawach wymagających myślenia to on mistrzem świata nie będzie. Butch ze względu na to, że ośmielił się oszukać Wallesa jest inny niż reszta. Myśli i kombinuje jak tu by wyrwać więcej kasy. Jednak jego kobieta zdradza prawdziwą naturę Butcha. Wydaje się być co najmniej półinteligentna. Chyba nie do końca zdaje sobie sprawę w co wdepnął jej mężczyzna. Mimo, iż nie godzi się by nazywać ją "matołkiem", to przystaje z ochotą na "ptysia z kremem".
W filmie nie podobał mi się tylko jeden wątek. Ten w którym uczestniczył Wolf, człowiek od radzenia sobie z problemami. Problemem natomiast może być trup z poharataną twarzą na tylnim siedzeniu samochodu, który swoją krwią zafarbował ładne autko na czerwono. Wolf jest wzywany właściwie nie wiadomo dlaczego. Mówi naszym bohaterom co mają zrobić. A ich czyny ograniczają się do tego aby samochód posprzątać z krwi i resztek mózgu, ciało wsadzić do bagażnika, a samemu przebrać się w coś co nie ma na sobie plam krwi. Przydają się dopiero znajomości Wolfa jeżeli chodzi o to, co z nieszczęsnym trupem zrobić. Mimo, to uważam ten wątek za stratę czasu, spowalniający akcję.
Ale są sceny, które pozostaną głęboko w pamięci. Choćby słynny taniec Mii (Uma Thurman), żony Wallesa z Vincentem. W pamięci pozostanie również fakt przedawkowania tej samej Mii i próby Vincenta w jej odratowaniu. Do takich scen możemy też zaliczyć przypadkowy wystrzał Vincenta w samochodzie podczas jazdy. Reakcja jego samego, jak również Julesa, pomimo faktu, że właśnie zginął człowiek jest przekomiczna.
Radzę też zwrócić uwagę na to, że gdy Vincent Vega wraca z toalety zawsze zastaje niemiłą sytuację. Brawa zatem za konsekwentność. Tarantino również z uporem maniaka nawiązuje do wielu filmów. Jest sporo postaci, które mają swoje odpowiedniki z innych wcześniejszych filmach. Choćby barman w lokalu do którego poszli Vincent a panią Walles. Taka sama postać była również w poprzednim filmie reżysera - "Wściekłych psach". Sam Tarantino wymyśla i stosuje w różnych filmach np. swoją własną markę papierosów "Red Apple", co pozwala mu uniknąć pojawiania się produktu placebo. Również obsadzenie Christophera Walkena w roli żołnierza powracającego z wojny w Wietnamie i przekazującego zegarek ojca młodemu Butchowi, może wprawiać w dziwny nastrój jeżeli przypomnimy sobie "Łowcę jeleni".
"Pulp Fiction" jest również filmem z gatunku tych, które zobaczyć należy. W ogóle filmy Tarantino zasługują na uwagę. Niestety produkcja ta jak na swoje możliwości nie dostała tylu ważnych nagród na jakie było ją stać. Zapewne stało się tak, że bój o Oscary przegrała z wyśmienitym "Forrestem Gumpem". Film należy obejrzeć, choćby ze względu na to, że nie często w takich przedsięwzięciach uczestniczy Polak, którym jest tutaj Andrzej Sekuła, odpowiedzialny za zdjęcia.
»Ocena:
9/10
»Autor:
|
|