Recenzje

 

II wojna światowa była wręcz kataklizmem, złem, które wywarło silny wpływ na życie i kulturę ludzi żyjących w tamtym czasie. Wojna ta emanuje swoją siłą do dzisiaj, bo oto po sześćdziesięciu latach powstaje film ukazujący po raz kolejny realia wojenne. Nie jest to jednak produkcja z gatunku "Szeregowca Ryana", gdzie głównymi bohaterami są, może już nie niepoprawnie odważni żołnierze, jak to miało miejsce w innych, wcześniejszych filmach, ale zwykli cywile, którzy nie mają żadnej możliwości wpłynięcia na losy wojny. Powiem więcej. Film ten pokazuje, że aby przeżyć, swoją dumę i honor należy wsadzić głęboko do kieszeni, bo inaczej za pyskowanie można zapłacić swoim życiem.

Mówiąc o problemie holocaustu przypomina mi się wesoły film "Życie jest piękne". Reżyser stworzył na bazie eksterminacji Żydów swojego rodzaju komedię, która sprawia, że widz faktycznie się śmieje, chociaż chyba nie wypada. W "Pianiście" nie jest nam do śmiechu, film Polańskiego jest bowiem brutalny, ukazujący cały zbrodniczy system Niemców wobec narodu żydowskiego.

Głównym bohaterem jest Władysław Szpilman, znany warszawski pianista, pochodzenia żydowskiego. Ma on nieszczęście żyć w czasach agresji III Rzeszy na Polskę. Życie Szpilmana, oraz jego rodziny zmienia się drastycznie w momencie wtargnięcia do Warszawy Niemców. Wkrótce okazuje się, że wszyscy Żydzi są upokarzani. Muszą bowiem być "oznakowani" poprzez noszenie białych szarf z niebieską gwiazdą Dawida. Następnie muszą przenieść się do wydzielonej dzielnicy miasta i zamieszkać w gettcie. Kończy się na tym, że większość Żydów jest wywożona do obozów zagłady, następuje zatem ich eksterminacja.

Film oparty jest na prawdziwych opowieściach Władysława Szpilmana, ale prasa doszukała się także wątku osobistego u reżysera. Jego historia bowiem mówi, iż sam będąc dzieckiem, Polański żył w gettcie krakowskim. Zatem miał powody, aby "Pianista" był również filmem opartym na jego własnych życiowych doświadczeniach.

Pierwsze co rzuca nam się w oczy, to przedstawiona bieda i marność życia Żydów w gettcie. Zdjęcia są wręcz szokujące. Szary krajobraz Warszawy, ulica pokryta błotem, na której leżą ciała ludzi, którzy albo zostali rozstrzelani, albo zmarli z głodu, lub wycieńczenia organizmu. Dla ludzi, którzy tamtych czasów nie pamiętają opowieści o tym, że w mieście nie było chleba, czy wody nie wywierają wrażenia, bo jest to dla nas jak fantastyka. Inne jest odczucie, gdy widzi sie to na własne oczy.

Polański uwidacznia jeszcze jedną starszą rzecz. Jest nią brutalność żołnierzy niemieckich. Wydają się nam wręcz jakimiś potworami. Są bezwzględni, gardzą Żydami i Polakami. Jest w filmie kilka wstrząsających scen, które powodują, że widz podskakuje w fotelu. Reżyser nie wygładza ich, nie nadaje Niemcom bardziej ludzkiej twarzy. Przez zdecydowaną większość filmu ludzie Ci kojarzą nam się z tymi dla których zabicie człowieka jest równie oczywiste, co zabicie komara siedzącego na naszym ręku. Złość wywołuje scena w której Niemcy rozkazują czekającym na przejście Żydom tańczyć. Zatem nieudolne tańce ludzi wyczerpanych z głodu powodują u nich śmiech. Gdzieś leży ciało zmarłego dziecka? To co z tego, wydają się mówić.

Zdawałoby się, że wszyscy Niemcy są tyranami, ale jak się okazuje, są wyjątki.

Szpilman jest też nietypowym bohaterem. Większość filmów przyzwyczaiło nas do bohaterów odważnych, gotowych zaryzykować własne życie. Możemy obserwować ich parady, czy zapierające dech w piersiach akcje. Szpilaman udowadnia, że aby przezyć należy godzić się na opluwanie, kiedy trzeba to rzucić się do nóg i błagać o wybaczenie. Dlatego też Władkowi daleko do bohaterów z prawdziwego zdarzenia. On nie wstępuje do podziemia. Ze względu na swój typowo żydowski wygląd przez dużą część wojny ukrywa się w małych mieszkankach, oczekując, aż ktoś łaskawie przyniesie mu coś do jedzenia.

W tym momencie nie można odmówić Brody'emu, że nie wczuł się w rolę, że nie poradził sobie z zadaniem. Adrien dostał propozycję zagrania w filmie od samego Polańskiego, gdyż reżyser odrzucił 1400 chętnych, którzy zgłosili się do castingu w Londynie. Już sam wygląd aktora rozmiękcza serce widza. Zresztą Brody jest chyba stworzony do takich ról. Już w pierwszych zdjęciach do "King Konga" Petersesa wygląda podobnie jak w całym filmie Polańskiego. Nic nie zmienia też jego kreacja w "Obłędzie" - to nadal ten sam wychudzony człowiek z przerażoną twarzą.

Nie często spotyka się też tak wielu polskich aktorów w filmie, który zdobył światową sławę. To na początku wzbudza dumę w widzu, chociaż trochę nie pasuje nam ten angielski język wydobywający się z ust choćby Krzysztofa Pieczyńskiego.

Ciągle można porównywać "Pianistę" do "Szeregowca Ryana". Co prawda fabuła inna i zagadnienia również, ale oba filmy pokazały jak uwidaczniać cechy wojny. Jej brutalność i bezwzględność. To w "Szeregowcu..." widzieliśmy przerażenie żołnierzy i również "Pianista" wyjaśnia, dlaczego pół miliona Żydów nie zbuntowało się przeciwko kilkunastu tysiącom żołnierzy niemieckich. Każdy bowiem cenił swoje życie i Roman Polański perfekcyjnie przedstawia siłę chęci przeżycia.

 

»Ocena: 8/10

 

»Autor: Dishman