Recenzje

 

Sporo jest w kinie filmów, które zaczynają się wyśmienicie, intrygują, wzbudzają ogromną ciekawość. Właściwie byłyby filmami naprawdę bardzo dobrymi, gdyby nie fakt, że brak im wykończenia, a widz ma wrażenie, że twórcy nagrawszy początek, nie maja już pomysłu na koniec.

Trzeba jednak oddać "Głosom" jedno. Jak już wspomniałem intrygują, a to za sprawą niebanalnego tematu. Mowa tu bowiem o technice EVP. Polega ona na tym, że można usłyszeć poprzez radio, zobaczyć w telewizorze głosy i sylwetki ludzi, którzy już zmarli. Zatem wkraczamy w sferę fal radiowych, przesyłania informacji i ich odbierania.

Głównym bohaterem filmu jest Jonathan Rivers, uznany architekt. Prowadzi ustabilizowane życie. Niestety wkrótce dotyka go nieszczęście. Żona Riversa ginie śmiercią tragiczną, a on sam spotyka mężczyznę, który twierdzi, że odbiera od niej wiadomości właśnie za pomocą techniki EVP. Jonathan wciąga się w tą sprawę i wkrótce sam zaczyna odbierać informacje. Mimo przestróg i tego, że wie, iż jest to niebezpieczne, nasłuchuje i całkowicie oddaje się sprawie.

Największa siła tego filmu tkwi właśnie w pomyśle, bo jest on po pierwsze oryginalny, a po drugie wzbudza emocje. Zawsze filmy łączące się z efektami paranormalnymi wywoływały ciekawość, więc trudno się dziwić, że technika EVP tak silnie oddziałuje na widza. Jednak nie zawsze jest tak słodko. Twórcy podjęli się intrygującego tematu, ale w ich wykonaniu ten temat ciągle jest otwarty. Nikt go nie zamknął. Po tym jak już wiemy co i jak, to zaczynamy się zastanawiać, no dobrze, ale co dalej? Okazuje się, że na to pytanie nie potrafili odpowiedzieć sami twórcy. Połowa filmu, mimo, że lekko ociężała i powoli się rozkręcająca to jednak zrobiona poprawnie, ale już dalej scenariusz po prostu kuleje. Scenarzysta Niall Johnson chciał rozbudować nieco swoją twórczość poprzez dodanie intrygi, czyli, czy aby na pewno żona Riversa była ofiarą przypadkowego wypadku? A może ktoś się nią wcześniej "zaopiekował"? Słowem sam koniec to jeden z najgorszych zakończeń filmu jakie widziałem.

Animuszu filmowi dodaje Michael Keaton, główna gwiazda. Ratuje on nieco film swoją znaną i rozpoznawalną twarzą, bo prawdopodobnie bez niego ten film okazałby się totalną klapą. Czy jednak sam Keaton podciąga film swoją grą? Na pewno tego poziomu nie zaniża, ale i nie daje z siebie wszystkiego. Raziło mnie to, że Rivers na spokojnie przyjął stratę kobiety życia. Właściwie tylko raz widzimy łzy w jego oczach, a to i tak przecież odbywa się po długim czasie od śmierci jego żony. Skoro zatem Rivers tak bardzo ją kochał, to gdzie te uczucia?

Od strony technicznej film wypełnia normę filmu przeznaczonego na zarabianie pieniędzy. Dobre, czyste ujęcia. Naprawdę ciekawe zdjęcia i motywy, chociażby padającego deszczu. Oczywiście świetna muzyka. Idealnie podkreśla napięcie i to ona sprawia, że film, mimo, że horrorem nie jest to przyprawia o szybsze bicie serca.

A jak jest ze współczynnikiem strachu? "Głosy" to bardziej thriller, niż horror. Mimo wszystko strach wywoływany jest tu na zasadzie zaskoczenia widza nagłym podniesieniem się głosu, oraz ukazaniem czegoś strasznego na ekranie. Film jednak nie posiada efektów specjalnych, jednak okazuje się, że nie odbierający pozornie żadnych fal telewizor potrafi podwyższyć ciśnienie krwi. Mimo wszystko jest to film raczej dla osób o słabych nerwach, które chcą się lekko przestraszyć. Wyjadacze horrorów będą srogo zawiedzeni.

Bardzo dobry pomysł to jak się okazuje za mało, aby cokolwiek zdziałać, ale przyznam, że technika EVP mnie zaintrygowała, bo nawet nie wiedziałem, że można nasłuchiwać nie tylko kosmitów, ale i zmarłych. To rozbudza wyobraźnię, jednak film jako całość przedstawia się marnie i cierpi po prostu na niedopracowanie.

 

»Ocena: 5/10 

»Autor: Dishman