|
Władysław Szpilman to nie fikcyjna postać z filmu "Pianista" Romana Polańskiego, to znany polski kompozytor, który zyskał popularność jeszcze przed II wojną światową. Na całym świecie jest jednak znany jako bohater filmu, człowiek, który przez 6 lat ukrywał się przed Niemcami w Warszawie.
Władysław Szpilman urodził się w Sosnowcu w 1911 roku. Jego talent muzyczny rodził się w znakomitych warunkach, gdyż ojciec, oraz stryj byli doskonałymi skrzypkami. Ojciec Władka grał w zespole operowym, działającym przy katowickim oddziale Teatru Polskiego. Matka natomiast uczyła gry na fortepianie. Samo nazwisko, po niemiecku, oraz w jidysz oznacza muzykanta. Wydaje się zatem, że z Władka musiał wyrosnąć w przyszłości kompozytor. Szpilman gry na fortepianie uczył się od Aleksandra Michałowskiego i Józefa Śmidowicza.
W 1931 roku, Szpilman wyjechał do Berlina, aby kształcić się w Akademii Muzycznej pod kierownictwem Leonida Kreutzera. Uczył go również jeden z najwybitniejszych pianistów pierwszej połowy XX wieku - Arthur Schnabel. To wtedy skomponował "Koncert na skrzypce", oraz "Życie maszyn", oraz wiele innych utworów, które niestety zaginęły podczas późniejszych działań wojennych.
W 1935 roku Władysław Szpilman podejmuje pracę w Polskim Radiu w Warszawie. We wrześniu 1939 roku wykonywał na żywo noktum cis-moll Chopina, gdy na gmach rozgłośni radiowej spadła bomba, zrzucona przez samolot Luftwaffe. Już taką scenę możemy oglądać w filmie Romana Polańskiego.
Sam reżyser przedstawia go jako człowieka zagubionego, przerażonego całą sytuacją jaka dzieje się na ulicach Warszawy. Władysław Szpilman jest odzwierciedleniem zwykłego obywatela. Przez długi czas nie działa w żadnej grupie podziemia, nie organizuje akcji przeciwko Niemcom. Zwyczajnie żyje i stara się przetrwać. Dopiero w getcie pomaga w ukrywaniu broni potrzebnej do powstania w 1943 roku. Jednak w samym powstaniu nie uczestniczy. Ukrywa się w Warszawie i jest zdany na pomoc Polaków działających w podziemiu i pomagających Żydom.
W 1945 roku Szpilman powraca do gry w Polskim Radiu, a rok później wydaje "Śmierć miasta" - książkę w której opisuje wszystkie swoje przeżycia z czasów wojny. Wspomina w niej również o Niemcu, który mu pomógł i który go nie wydał. Ze względu na pochlebne słowa skierowane w kierunku niemieckiego oficera, nowa władza pod zwierzchnictwem Związku Radzieckiego zabroniła wydawania książki. Dlatego też w tej wersji niemiecki żołnierz jest Austriakiem.
W 1950 roku Szpilman poznał nazwisko owego Niemca, był nim Wilm Hosenfeld. W nowszej wersji "Śmierci miasta" możemy przeczytać: "„Gdy w roku 1950 poznałem w końcu nazwisko tego Niemca, pokonałem strach i przezwyciężyłem pogardę. Zwróciłem się z prośbą do zbrodniarza, z którym żaden przyzwoity człowiek w Polsce by nie rozmawiał - był to Jakub Berman. Był on, jako szef polskiego wydziału NKWD, najbardziej wpływowym człowiekiem w Polsce. Był świnią - każdy to wiedział. Jakub Berman miał więcej do powiedzenia niż nasz minister spraw wewnętrznych. Postanowiłem zrobić wszystko, co możliwe, poszedłem więc do niego i opowiedziałem mu o wszystkim. Także o tym, że Hosenfeld ratował nie tylko mnie. ale też małe dzieci żydowskie, którym kupował już na początku wojny buty i jedzenie. (...) Berman był uprzejmy i obiecał, że zrobi, co się da. Po kilku dniach sam do mnie zadzwonił: >>Niestety! Nic się nie da zrobić.<< Dodał: >>Gdyby ten Niemiec był w Polsce, moglibyśmy go wyciągnąć, ale towarzysze radzieccy nie chcą go wypuścić. Mówią, że był członkiem jednostki zajmującej się szpiegostwem. Tu Polacy nie mogą nic zdziałać, jestem bezsilny<< - powiedział ten, który swą wszechmoc zawdzięczał łaskom Stalina”.
W roku 1998 jego syn - Andrzej, odnalazł pełną wersję "Śmierci miasta" i zajął się jej wydaniem pod tytułem "Pianista". Książka zdobyła popularność na całym świecie.
W 1961 roku Władysław Szpilman zorganizował Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie. 3 lata później wybrano go na członka Związku Kompozytorów Polskich.
Zmarł 6 lipca 2000 roku, mając 88 lat.
»Autor:
»na podstawie:
|