Recenzje
» Co nieco o filmie

» W filmie w różnych ujęciach jest 1000 do 1500 postaci, z których jest 450 różnych wzorców budowy ciała, wyglądu twarzy, włosów, itd. W całym filmie przewinęło się ok. 10.000 takich "statystów";

» Jest on pierwszym filmem w którym przedstawiono komputerową animację człowieka od A do Z. We wcześniejszej "Mrówce Z", były przecież mrówki;
» Film ma swoje podstawy w powieści Williama Steiga;
» Oczy bohaterów były animowane oddzielnie, aby dokładnie wyrazić ich uczucia;
» Jednym z największych wyzwań okazała się ludzka skóra, szczególnie w przypadku Fiony. Stworzony zatem specjalny program do jej animowania;
» "Shrek" dostał pierwszą w historii nagrodę Oscara dla najlepszego filmu animowanego, bowiem wcześniej takiej kategorii nie było!;
» "Podobno Fiona w pewnym momencie pracy wyglądała tak realnie, że nie pasowała do bajkowego charakteru filmu;
» Komputerowe animacje do filmu zaczęto tworzyć już 31 października 1996 roku!;

 

Filmy, które wpływają na kinematografię zawsze ogląda się z przyjemnością. Powód jest prosty, bo takie filmy wprowadzają nowe, oryginalne rozwiązania, rozwijają kino i sprawiają, że ono się zmienia na lepsze. Takim filmem jest "Shrek", który udowodnił, że filmy animowane nie są tylko dla dzieci. Pokazał, że disneyowskie bajeczki gdzie występuje dobro i zło, można przedstawić w inny świeży sposób.

Tytułowy Shrek jest ogrem - złym, wielkim, brudnym, zielonym potworem. Najbardziej boją się go chłopi, którzy raz na jakiś czas zasadzają się na niego z widłami. Shrek mieszka w swoim domku na bagnach. Zarówno on sam jak i jego otoczenie (brud, smród i te sprawy) sprawiają, że ogr jest samotny, ale co ciekawe ceni sobie swoją samotność i nie chce tego zmieniać. Wkrótce na bagno Shreka przybywają postacie z popularnych bajek, sprawiając, że ogr musi porzegnać się ze swoją ukochaną ciszą i spokojem. Owe postacie przybyły na bagno dlatego, że Farquaad miał wobec nich niecne zamiary. Shrek zatem wyrusza wraz z nowo poznanym osłem do Farquaad, aby się z nim... "rozmówić". Ten w zamian za spokój, chce aby ogr udał się do zamku i przyprowadził mu przepiękną królewnę, która ma zostać jego żoną. Tak czy inaczej nasz bohater godzi się na to i wyrusza wraz z natrętnym osłem w podróż.

Film jest zrealizowany od początku do końca techniką komputerową. Zarówno Shrek, osioł, krajobraz, dom ogra jest wykonane na komputerze. I tutaj trzeba przyznać, że pierwsze zetknięcie się z takim obrazem 4 lata temu powalało. Nigdy nie zapomnę jak realistyczny wydawał mi się ogień w kominku, albo na świeczkach, jak bardzo "ludzki" był sam Shrek. Działo się tak za sprawą ogromu pracy jaką włożyli w ten film twórcy. Na ogromne brawa zasługuje choćby mimika twarzy głównych bohaterów. Mimo, iż ciągle wyraźnie widać, że to wszystko zrobione jest sztucznie to jednak można łatwo wciągnąć się w ten świat fantazji... .

Siłą "Shreka" jest również nietypowe połączenie bajek z życiem codziennym. Z jednej strony mamy zestawienie bajkowej królewny Śnieżki, a z drugiej możemy zobaczyć jak się przewraca, potyka, czy ląduje głową w cieście/torcie/..gówienku. Twórcy filmy mieli naprawdę genialny pomysł, aby zrobić parodię na poważnie. Panowie z DreamWorks ciągną garściami z filmów Disneya, ale wpompowują w nie jednocześnie zupełnie komiczny obraz. Pokazują, że te wszystkie twory ich konkurenta nie muszą być takie do końca przyzwoite i poważne.

Zupełnie inny wymiar ma tutaj królewna, którą ma uratować Shrek. Chodzi o to, że sama królewna wie, że jest postacia z bajki i ma się zachowywać jak baśniowa królewna. Ma być czuła, delikatna, ma dawać się kochać i być obiektem westchnień. Z drugiej strony wyczekuje do ostatniej minuty na pocałunek, którym ma ją powitać mężny rycerz. Sam Shrek stwierdza, że królewna oczekiwała rycerza w złotej zbroi na dzielnym, białym rumaku. W zamian dostała brzydkiego ogra, w niekompletnym uzbrojeniu... na ośle, który o dziwo jej nie chce! To się jej nie mieści w głowie, no ale cóż takie jest życie.

Jednak to wszystko spaliłoby na panewce, gdyby nie rodzima wersja dla nas Polaków. To właśnie "Shrek" był pierwszym filmem w którym dubbing nie jest już złem koniecznym, w którym w role postaci wcielają się nie aktorzy drugiej kategorii, ale polska czołówka, ze Stuhrem na czele. To właśnie w dubbingu tkwi siła filmu. Dlaczego? Po pierwsze postacie mają zupełnie inny wymiar, są bliżej widza, nie są już tymi sztucznymi kukiełkami. Po drugie słysząc osła o głosie Stuhra, nie sposób nie przypominać sobie filmów z jego udziałem, choćby słynną "Seksmisję". I w tym momencie dotykamy kolejnej ważnej cechy filmu animowanego.

Shrek kocha swoją samotność... i swój wychodek ;)

W "Shreku" jest mnóstwo odwołań do innych filmów z kina polskiego, jak i światowego. Królewna Fiona niby jest taka niezaradna, ale z drugiej miałaby równe szanse w pojedynku z Neo z "Matrixa". To już nawet nie chodzi o to, że w filmie występują postacie z wielu innych bajek. Po prostu czasami w pojedynczych zdaniach można dopatrzyć się nawiązań do wielu kultowych filmów. Ważne było również to, żeby te nawiązania odebrał nie tylko widz amerykański, ale i polski. Tutaj popisał się bartosz wierzbięta, który pracował nad tekstami do polskiej wersji. Jego praca to już nie było wierne tłumaczenie tekstu oryginalnego, ale dodawanie wielu rzeczy od siebie. W wersji amerykańskiej nie byłoby szans na tekst typu: "ciemność, ciemność, widzę ciemność". Takie detale sprawiają, że film ma wymierną wartośc dla widza z Polski i dlatego, można się takim obrazem zachwycać długo.

"Shrek" jest filmem strasznie komercyjnym. Wokół niego istnieje ogromna otoczka medialna. Zielony ogr i osioł wchodzą nam w każdą część życia. Towarzyszą przy myciu zębów, jedzeniu śniadania, czy w szkole, naturalnie pod postacią gadżetów. Chciałoby się powiedzieć, że twórcy kpią z komercji, ale walczą z nią jej własną bronią.

Produkcja ta na pewno jest przełomowa, wnosi bardzo dużo do kina i temu zaprzeczyć nie mozna. Po sukcesie "Shreka" powstało całe mnóstwo animacji komputerowych, a to jest dowodem na to, że "Shrek" odbił swoje piętno w historii kinematografii.

 

»Ocena: 10/10

 

»Autor: Dishman