|
| Recenzje |
|
|
Jakże mogłoby być inaczej? Kontynuacja filmu, który zarobił ogromne pieniądze i to nie tylko na biletach filmowych, oraz płytach DVD, musiała nastąpić. Producenci zapowiadają więcej. Wycisną z widzów i fanów zielonego ogra tyle pieniędzy ile tylko zdołają, bowiem na dwóch częściach przygód się nie skończy, będą kolejne. Ile? Na razie do końca nie wiadomo.
"Shrek 2" upewnia mnie ostatecznie w jednym. Sequele są zawsze gorsze od pierwowzorów. Zapewne jednak wielu widzów ma zupełnie inne zdanie niż ja. Jak to, co on mówi? "Shrek 2" gorszy od jedynki, przecież jest zupełnie odwrotnie? Hmm... w sumie zależy co kto oczekuje po danym filmie. Jeżeli w pierwszej części twórcy tylko delikatnie dawali do zrozumienia, że chcą stworzyć inną bajkę niż wszystkie dotychczas znane, to w dwójce poszli na całość i wykorzystali motywy ze światowej kinematografii aż do bólu. I to mnie w sumie w tym wszystkim boli.
Shrek pobrał się z Fioną. Fiona też jest ogrem, podobnie jak Shrek. Zatem najwyższa pora, aby małzonka przedstawiła swojego wybrańca, swoim rodzicom. Nie zapominajmy, że Fiona jest również królewną, a to oznacza, że jej rodzice są królem i królową, czyli ludźmi z najwyższej półki. Logiczne jest zatem, że będzie dla nich niespodzianką to, że ich zięć jest zielonym ogrem, a córka nie pozbyła się klątwy. Poznajemy również drugi wątek. Bowiem owym rycerzem w złotej zbroi, który miał uwolnic Fionę, miał być syn Wróżki, która wydaje się być wróżką tylko z nazwy, ale bardziej pasowałoby do niej określenie wiedźma. Jej syn nawet przybył do zamku, w którym uwięziona była Fiona, ale zastał tam... wilka i jakże gorące powitanie: "Czego?!". Wróżka i jej syn jednak tak łatwo nie odpuszczą tego, aby być w rodzinie królewskiej, dlatego Shrek znowu wpada w tarapaty.
Nową postacią jest w drugiej części kot w butach z zapędami hiszpańskimi. Jest zabójcą na zlecenie i mistrzem szpady... pomimo swoich małych rozmiarów. Panowie z DreamWorks słusznie przewidzieli, że nowe postacie wniosą trochę życia w znany już widzowi świat bagiennej chatki. Kot w butach z tej roli wywiązuje się znakomicie, bo pomimo, że jest zabójcą, to potrafi robić wzruszającą minkę, a w tedy wygląda jak półtora nieszczęścia, którym trzeba się zaopiekować i przytulić. Koteczek swoje właściwości wykorzystuje w pełni i jest ich jak najbardziej świadom.
Liftingowi wkrótce ulegną również główni bohaterowie. Poznamy ludzką wersję Shreka, oraz tą lepszą stronę osła, który zamieni się w białego, potęznego rumaka. Pomysł ciekawy, bo w sumie na ekranie pojawiają się nowe "twarze", a widz ciągle wie, że to ten sam Shrek i ten sam osioł. Zagranie chytre i przebiegłe :).
"Shrek 2" nie jest już jednak filmem skierowanym bezpośrednio do najmłodszych widzów. Powiedzmy sobie szczerze, że dzisiejsze dzieciaki, jeszcze raz na nowo odkryją właściwości "Shreka 2" za kilka lat, bo dopiero wtedy czytelne będą dla nich nawiązania do znanych filmów. Owszem w pierwszej części twórcy również nawiązywali np. do "Matrixa", ale w dwójce poszli na całość. Tu na każdym kroku, w niemal każdej minucie możemy zobaczyć mnóstwo nawiązań, zarówno tych wypowiedzianych w dialogi, jak i umieszczonych gdzieś w tle. Film trzeba zobaczyć kilka razy, żeby poznać wszystkie te nawiązania, a i tak pewnie najbardziej pomocna będzie strona internetowa ze spisem większości motywów. To naprawdę bawi i powala na kolana, ale mnie w połowie filmu zaczęło nużyć. Ile mozna się śmiać z tego, że jakaś postać bajkowa nosi przy sobie narokotyki, albo, że inne postacie z bajek oglądają wiadomości w telewizji? To się robi naprawdę nie do zniesienia i szczerze powiedziawszy, jeżeli trzecia część będzie bazować na takim humorze, to ja za takiego Shreka dziękuję.
Film pod względem wizualnym jest tak samo piękny jak jedynka, ale o dziwo już nie to się liczy. Okazuje się bowiem, że gdyby "Shrek" bazował tylko na nowym sposobie animacji to nic by z tego nie wyszło, bo to jest dobre jako pierwsze wrażenie. Do niecodziennej animacji komputerowej widz jest w stanie się szybko przyzwyczaić i naprawdę trudno jest kogoś oczarować grafiką. Ja po "Shreku" byłem już tylko oczarowanym wizualizacją w "Gdzie jest Nemo?", ale już właściwie nigdzie indziej.
Rok temu znowu nadeszło lato i znowu na półkach sklepowych zrobiło się zielono. Komercjalizacja daje o sobie znać, z dobrego kina wyciąga się jak najwięcej, tylko patrzeć, aż widzowie w końcu zaczną się tym irytować, mnie to już irytuje, dlatego druga część "Shreka" była dla mnie przejaskrawiona do bólu. Nie lubię, aż tak wyrazistych filmów, aż tak silnego wyśmiewania i kpienia sobie ze wszystkich, bo tylko jeden krok dzieli "Shreka" od tego, aby sam był obiektem kpin. Nie zmienia to faktu, że "Shrek 2" jest naprawdę solidnym kinem, ale już ginie w cieniu swojego poprzednika.
»Ocena:
7/10
»Autor:
|
|