|
„Rogate ranczo” to jedna z ostatnich produkcji Disneya, jaka doczekała się wykonania przy użyciu klasycznego stylu animacji, a nie tego, co teraz w modzie – czyli animacji komputerowej. Film w ostatnie wakacje roku 2004 zrobił sporą furorę w polskich kinach, zgaduję więc, że na świecie również sporo zarobił (choć pewności nie mam, gdyż wątpię by Polacy należeli do grona najwybredniejszych widzów ;) ).
Dlaczego wszyscy z tak wielką przyjemnością chodzili na ten film do kina? – pytacie.
Nie wiem – odpowiadam i to szczerze ;). Może z tej przyczyny, że jednak były to wakacje.
Mi osobiście ta cukierkowa historyjka trzech krów, jakie opuszczają swoje ukochane ranczo by je ratować przed licytacją i ostatecznym upadkiem szczerze nie przypadła do gustu. Zabawnych scen jest niewiele, film jedzie po bajkowych schematach niczym kolejny amerykański slasher po schematach znanych z filmów spod tego gatunku, czyli – bardzo. Fabuła, nie dość, że przewidywalna (co w przypadku bajek przeżyć jeszcze mogę), to jeszcze głupia (czego w szczególności w bajkach nie lubię – takie filmy ogłupiają młodych widzów). Dobrze, że film nie jest brutalny, czy coś w tym stylu – mam tu na myśli te głupiutkie seriale animowane, jakie chodzą często na Cartoon Network, w jakich przemocy jest co nie miara. Wtedy to dopiero bym go zjechał ;). I dobrze, że podoba się młodszym widzom. Ale starszych – a pewnie tylko do nich docierają te słowa – film ten zwyczajnie nie zainteresuje. Ja sam z ledwością dotrwałem do końca, a zawsze uważałem się za wytrzymałego widza, zdolnego nawet największą chałę przetrwać (by potem nad nią poznęcać się przy pisaniu recenzji ;) ). Ogólnie – mam wysoką tolerancję na filmowy kicz. Kiedy oglądam komedię, to po to by się śmiać. Horror ma straszyć, a amerykańskie kino akcji, swoją spektakularnością i schematycznością – bawić. Za to bajki… po nie sięgam czasami by poczuć się znowu dzieckiem. I w tym przypadku tak się nie poczułem. Co najwyżej – po seansie miałem wrażenie, że jestem nieco głupszy, choćby z przyczyny, że dotrwałem do końca produkcji.
To jedna z tych bajeczek, jakie wmawiają najmłodszym widzom, że świat jest pięknym miejscem (wychowałem się na takich filmach i nadal ciężko przeżywam rozczarowanie, jakiego doznałem przekonując się, iż to kłamstwa) – takie filmy jeszcze mogę tolerować, a nawet oglądać z przyjemnością, bo z sentymentu. Ale ten na dodatek okłamuje najmłodszych nieumiejętnie i bez polotu, a to jest po prostu złe.
»Ocena:
2+/10
(Jeśli jakiś małolat, jakiego znacie przypadkiem chce oglądnąć ten film – błagam, zabronicie mu! ;) )
»Autor:
|