|
Wiedzieliśmy już „Park Jurajski” – niewątpliwe dzieło pokazujące dobitnie terror dinozaurów weń zamieszanych. Mogliśmy też widzieć dokumenty na Discovery poświęcone dinozaurom… a teraz, za sprawą Disneya, możemy zobaczyć tą lepszą stronę naszego starego i już martwego przyjaciela często z ostrymi kłami.
Film ten bowiem opowiada historię – oczywiście, bo któżby nie domyślił się po średnio odkrywczym tytule – dinozaurów. Więc cofnijmy się na chwile 65 milionów lat wstecz. Do naszego Dino-przyjaciela Aladara wychowanego niczym Tarzan przez małpy, a dokładniej lemury. Pewnego dnia niebo płonie, deszcz meteorytów zmusza Aladara i jego rodzinę do ewakuacji z zdewastowanej wyspy i poszukiwania nowego domu. W długiej wędrówce nie będą jednak oni sami – spotkają konwój zmierzający w kierunku nowego domu. Konwój, dodam, ścigany przez dwa wredne tyranozaury.
Nieskomplikowana historia w prosty sposób daje młodym widzom do zrozumienia, iż siła tkwi w jedności, a dobro w odwadze i przeciwstawieniu się temu, co złe. Pomysł ładny, idea wielka, wykonanie… jedynie niezłe.
I nie zrozumcie mnie źle – animacja komputerowa stoi na bardzo wysokim poziomie. Ekipa 300 artystów misternie połączyła autentyczne tło z komputerowymi bohaterami. Na ekranie zobaczymy setki doskonale wykonanych stworzeń, łącznie ponad 30 rodzajów dinozaurów, jakie przecież już nie istnieją, a tutaj raz jeszcze zdają się być żywe. Scen spektakularnych w filmie nie brakuje – vide deszcz meteorytów i sceny z wielkimi tyranami – i skupiono się również na drobiazgach – futerku lemurów, jakie faluje na wietrze, mięśniach poruszających się pod skórą wielkich stworzeń. Ale strona techniczna to jednak za mało. Szczególnie, po ujrzeniu światła dziennego takich filmów, jak wymieniony na samym początku „Jurassic Park”.
Filmowi brakuje humoru zdolnego nawet mnie (standardowo smutasa) szczerze rozbawić – a tego w bajkach nie lubię. Kiedy nudzę się i nawet nie mam powodu do śmiechu, wychodzę z założenia, że czegoś filmowi jednak brakuje – tym bardziej, że nie jestem wybrednym widzem i łatwo mnie rozbawić. I choć całość na pewno spodoba się dzieciom – jest trochę wzruszeń, trochę śmiechu, trochę dobra i zła, a na końcu wielka potyczka i szczęśliwe zakończenie, z jakiego nie sposób nie wyciągnąć żadnych wniosków na przyszłość. Ale reszta widzów raczej nie ma, czego w tym filmie szukać. Chyba, że koniecznie chce zobaczyć porządnie wykonaną animacje – bowiem tylko tym ten film może się pochwalić.
W oryginale nie odnalazłem żadnego znajomego głosu. Nic. A polskiej wersji, standardowo już, nie widziałem. Więc i na tym polu „Dinozaur” nie ma się, czym pochwalić.
Porządnie wykonana animacja. Bajkowy skrypt. W połączeniu dają kino, o jakim zapomnisz do swoich 15 urodzin. Chyba, że nieopatrznie film oglądniesz będąc człekiem starszym – wtedy najprawdopodobniej docenisz jedynie jego stronę wizualną. Tylko bajki, w jakich najważniejsza jest fabuła, a dopiero później wykonanie (tutaj odnoszę wrażenie, że twórcy skupili się głównie na efektownym wykonaniu), zapadają w pamięci aż po wiek dorosły.
»Ocena:
7/10
(wredne efekciarstwo wszędzie zbiera plony! ;) )
»Autor:
|