Zło konieczne

Z zainteresowaniem przeczytałem numer drugi magazynu "Na Wizji". W końcu jeżeli nic się nie napisało samemu, to wypadałoby się zapoznać i docenić trud jaki wnieśli inni redaktorzy. Natrafiłem na bardzo ciekawy tekst martesa "Czy świat bez reklamy byłby piękniejszy?", według autora świat bez reklamy byłby uboższy, przynajmniej tak twierdzi, gdy chce to udowodnić na początku artykułu, żeby na końcu dojść do wniosku, że jednak sprawa nadal jest otwarta. Ja więc skorzystam i wejdę przez tę otwartą furtkę.

Rozważmy najpierw co by było, gdyby zabrakło tych istnych "informatorów". Po pierwsze, to na pewno byłoby smutniej - idąc przez miasto, widzielibyśmy tylko jego szarość i smutek ogarniający nas zewsząd - depresji się nabawić można.

Powiem Ci tak. Sam za bardzo tych czasów nie pamiętam, ale nasi rodzice niemal całe swoje życie przeżyli w tych szarych ulicach, a o depresji nikt nie słyszał. Mógł być co najwyżej zły dzień.

Analogicznie w gazetach - są miłym przerywnikiem, pozwalającym odprężyć się po lekturze poważniejszego artykułu.

Jak dla kogo, czasami to denerwujące, że co druga kartka to reklama i gazeta niby szczycąca się ponad 100 stronami ciekawych artykułów, tak naprawdę posiada ich ok. 60-70.

Po drugie jak już mówiłem, reklamy można określić mianem swoistych "punktów informacji" - gdyby nie one, nie wiedzielibyśmy co się teraz w ogóle produkuje, co kupić, jakie są nowe technologie, a nawet bylibyśmy bardziej zacofanymi, bo wielu z nas do poczytania nowinek na jakowyś konkretny temat skłaniają reklamy, będące jakby przedsmakiem, zachętą do poznawania świata.

Ja na reklamę patrzę z przymrużeniem oka. Sam miałem przyjemność pisania kilku tekstów mających zachęcić czytelnika do zainteresowania się danym medium. Pojęcie ludzkie przechodzi jaką "ściemę" się czasami wymyśla i jak manipuluje się faktami i liczbami. A co do tych nowinek technologicznych. Wiesz są od tego odpowiednie czasopisma, czy magazyny, które zajmują się tym profesjonalnie.

Trzecim argumentem stojącym w obronie reklam, jest nic innego tylko... zawarte w nich przesłanie, morał... Dla dzieci są to wspaniałe materiały dydaktyczne! Przykładowo, rozbierzmy na czynniki pierwsze reklamę pewnego środka do prania - dzieci grają w błocie w piłkę nożną, a potem biedna mamcia ręce załamuje - "jaki proszek to usunie?" - na szczęście pojawia się znikąd uroczy lis i podsuwa naszej zrozpaczonej mamie "sprytny sposób na pranie", dalej dowiadujemy się jakim to cudownym jest reklamowany specyfik, to jednak już nas nie interesuje. A teraz, jaka alegoria dla pociech? Jest ich kilka: nie należy bawić się na dworze, gdy popada deszcz, szczególnie nie można tego robić tego w białym ubraniu, bo można sprawić swoim opiekunom przykrość i zamiast dostać pieniądze na lizaki, mama pójdzie do sklepu i kupi proszek. Albo można się dowiedzieć, że gdy trapi nas jakiś problem, zawsze możemy liczyć na pomoc rudego liska.

To jest chyba mój ulubiony fragment całego tekstu. Jak go przeczytałem to się rechotałem przez 10 minut :). Wiesz, że ten rudy lisek nie pomoże Ci gdy trapi Cię inny problem? To takie oszukiwanie dzieci, które gdy odkryją prawdę będą czuły się oszukane i nieszczęśliwe. Podobnie jest z samymi proszkami. Niedawno opublikowano badania, które wykazują, że skuteczność proszków do prania jest przerażająco niska. Nie ma szans, aby doprać to co pokazuje się w reklamach. Proszki nie radzą sobie ze zwykłymi plamami, a co dopiero mówić o jakiś wymyślnych. Jaki zatem morał? Nie pozwólmy się robić w "bambusa" reklama łże i trzeba to powiedzieć otwarcie. Zresztą mało wychowawcze jest gdy dzieci będą słuchać psioczenia rodziców, że ten proszek to jest (delikatnie mówiąc) do niczego.

Po czwarte, pomyślmy, ileż radości i uśmiechów gości na twarzy osoby oglądającej jakąś reklamę - one są przezabawne, to tak jakby ktoś wstawił między programy, filmy, kawałki kabaretu, a w wypadku gazety - ramki z dowcipami. Dzięki nim, nie zaśniemy podczas nudnej audycji radiowej, gdyż wyrwą nas one z transu (zawsze okraszone są jakąś melodią, będącą miłą alternatywą w stosunku do nudnej, mówionej debaty nad obecną sytuacją w kraju, z której i tak nic nie wyniknie).

Teraz to już ostro przesadziłeś. Wszystkie reklamy Cię śmieszą? Nawet te z proszkami czy innymi zmywaczami w rolach głównych? No chyba, że jest to śmiech przez łzy. To jest żałosne jak Chajzer robił z siebie pajaca, trzymając w ręku białe skarpety; o innych już nie wspomnę. "Dzięki nim nie zaśniemy podczas nudnej audycji radiowej"? To po co słuchasz tej audycji, wiesz ile jest stacji radiowych? Przełącz na inną, puść sobie płytę z muzyką, albo posiedź w ciszy. Nie ma nic bardziej irytującego jak skracanie ulubionej piosenki w radiu, na rzecz "miłego" głosu, który krzyczy: "reklama". A co z filmami? Wpadasz w klimat, wczuwasz się w film, drżysz gdy Józefina właśnie w szaleńczym pościgu za Armandem spadła ze schodów i... REKLAMA. Reakcja? Przełączamy na inny kanał. 

Wciąż mało? Więc, akceptując reklamy "dajesz pracę!" - a ruszyła taka akcja ostatnio, promowana przez rząd więc można się do niej podłączyć - bo żeby wymyślić taką reklamę to sztab specjalistów pracuje... a żeby ulotki później z klatki schodowej posprzątać, trzeba zatrudnić sprzątaczkę, tak więc widzimy, że jest to cały łańcuch przyczynowo-skutkowy.

Pierwszy raz słyszę, żeby u mnie na klatce schodowej została specjalnie zatrudniona sprzątaczka, która sprząta ulotki. Zresztą coś tu jest chyba nie tak. Ulotki (jeżeli Twoim zdaniem są takie fajne) nie powinny lądować gdzieś na trawniku, czy klatce schodowej, ale winny zostać zaniesione do domu, dokładnie przestudiowane i dopiero wtedy wyrzucone do śmieci. Ludzie reklam nie lubią i nie ma tu co wymyślać dla nich usprawiedliwienia. Zawsze najdroższe są skrzynki pocztowe z funkcją dobrego odsiewania spamu, czyli niechcianych wiadomości - reklam. Dziwnym trafem ulotki, które dostaniemy po wyjściu z metra, lądują w najbliższym śmietniku.

Zgodzę się z jednym. Reklamy są i będą nieodłącznym elementem naszego życia. Bez reklamy nie ma popytu na dany towar. Zresztą to jest już za duża machina, żeby dało się ja tak nagle zatrzymać. Sztaby, tysiące ludzi pracujących w agencjach reklamowych, wymyślający nowe hasła i pomysły na sprzedanie rzeczy, której nie potrzebujesz. Umiejętne oszukiwanie klienta. Przypomina mi się "Uwaga", gdzie redaktorzy zajmowali się sprawą plakatu reklamowego, który informował, że za rachunek opiewający na dana sumę dostaniemy zabawkę dla dziecka gratis. Na plakacie była nazwa jednego z supermarketów. Ludzie myśleli, że jak tam zrobią zakupy to też ich paragon będzie się liczyć. Okazało się to nieprawdą. Czyli panowie od tej reklamy zrobili to co do nich należało. Naciągnęli klienta na dodatkowy towar, oferując w zamian bonus, a ostatecznie tego bonusa nie dali i są bezkarni. Reklamom mówię nie, choć wiem, że to na nic się nie zda.

{Jako, że jest to artykuł polemiczny, to i ja dorzucę swoje trzy grosze. Osobiście dziwię się, że martes, pisząc swój tekst, nie wspomniał o czymś, co dla mnie jest absolutną zaletą reklam. Reklama jest przecież źródłem dochodu dla wielu firm (głównie medialnych), dzięki czemu mogą one taniej lub wręcz za darmo oferować swoje produkty. Gdyby nie reklama, nie mielibyśmy po dziś dzień żadnej komercyjnej telewizji (z których przecież wiele możemy oglądać zupełnie bezpłatnie) - przyczyna jest oczywista: nie miałyby się one z czego utrzymać, ewentualnie musielibyśmy płacić za ich odbiór. Gdyby nie reklama, zdecydowanie drożej płacilibyśmy za czasopisma i gazety - które przecież kupujemy, nie zastanawiając się zupełnie nad kosztami ich wydawania. Wielokrotnie obecność reklamy pozwala nam - konsumentom - uniknąć dodatkowych kosztów, które za nas ponosi reklamodawca.}

Dishman
dishman@poczta.fm
www.biuletynfilmowy.prv.pl