Odkąd pamiętam, miałem ubaw z romantyków. Z całej epoki w ogóle. Podniosłe idee, patriotyzm na obczyźnie, cała plejada bohaterów tyle głupich, co kalekich emocjonalnie. Nic, tylko śmiać i wyszydzać.
Taki Werter na przykład. Człowiek niedosyć że ze wszechmiar naiwny, to na dodatek chory psychicznie. Panienka zrobiła maślane oczy, a on już zamiatał nogami. Do tego nieudacznik. Nawet sobie porządnie samobója strzelić nie potrafił.
Podobnie sprawa się ma z ludźmi przejętymi duchem epoki. Z nimi również nie da się żyć. Ciągle by się poświęcali za ojczyznę w najbardziej idiotyczny soposób, jaki tylko istnieje, ciągle by się ślinili się do jednej i tej samej dziewoi, równie ładnej, co głupiej.
Najgorsze jest to, że tacy osobnicy są kompletnie niereformowalni. Co więcej! Gdy tylko dorwą się do pióra, gotowi są głosić swe nieszczęście całemu światu. Wydają się być nieświadomi jednego, acz mającego tu fundamentalne znaczenie faktu: świata naprawdę nie interesuje ich osoba a już na pewno ich wynurzenia natury romantycznej. No, może za wyjątkiem podobnych im osobników. Cała reszta zaś ma dokumentnie gdzieś zarówno wzniosłe sądy o okrutnym fatum jak i mniej wzniosłe tyrady z gatunku "olaboga, jak nieszczęśliwy".
Ostatnio, przeglądając AM 66, znalazłem taki właśnie tekst autorstwa Jego Romantycznej Mości Kijka. Początkowo autor zapewnia, że "nie jest to kolejny tekst zdesperowanego, nieśmiałego szczeniaka o swej życiowej tragedii." Zaiste, już mi się lżej na pęcherzu moczowym zrobiło i już myślałem, że obejdzie się dzisiaj bez kropli Waleriana. Widać jednak, że Jego Romantyczna Mość Kijek przewidział me chwilowe rozprężenie, bo zaraz zgryźliwie dopisał, co następuje: "Choć jeśli chodzi o tą życiową tragedię to owszem. Wierzcie mi, nie chcielibyście być tacy jak ja." Nazwijcie to jak chcecie. Ja to nazwę paranoją, rozdwojeniem osobowości i pójdę po te nieszczęsne krople Waleriana. Macie dowód, że romantycy to wariaci. :)
Już mi lepiej, odżywcze krople płyną w mych żyłach powodując uspokojenie skołatanego serca, więc mogę się bez reszty zanurzyć w otchłanie tak nieszczęśliwych wynurzeń Kijka. Jego Romantyczna Mość z barwnego opisu lektur, jakie ostatnio stanowią treść jego wątłego żywota, w sposób prosty i romantyczny zarazem przechodzi do introspekcji kobiecej natury: "Podobno kobiety uwielbiają romantyków, a ja wam mówię, że kobiety się ich boją." Tak, oczywiście, gdy tylko zobaczą takiego osobnika, to podwijają kiecę i niczym Johnson do mety, pędzą na złamanie karku, byle dalej od wzdychającego doń obiektu, zwanego potocznie romantykiem.
Cóż, nie chcę być brutalny, ale Jego Romantyczna Mość się myli. I to kolosalnie. Twój błąd jest nawet większy niż pomyłka Rosjan, którzy w 1867 roku sprzedali Alaskę Amerykanom. Kobiety Was się nie boją. One tylko patrzą, aż się jakiś trafi. Jeśli dziewoja przed Kijkiem uciekała, to widoczne jeszcze nie dorosła. Dojrzała kobieta bowiem to szczwana bestia. Jak zobaczy takiego umęczonego egzystencją osobnika to ostatnią rzeczą, jaką zrobi, będzie ucieczka. W pełni ukształtowana kobieta, jeśli tylko znajdzie się wystarczająco romantyczny romantyk, to nic, tylko wyczyści go do zera. I dopiero wtedy ucieknie. Więc jeśli wszystkie przed Jego Romantyczną Mością uciekały, to tylko szczęścia gratulować.
A wracając do kobiet... Nie żebym miał coś przeciwko, ba, nawet jestem całym sercem za nimi. Potrafiły znaleźć frajera, to niech mają coś z życia. Nie chcę tu również rzucać bezpodstawnych oskarżeń, ale wydaje mi się, że to właśnie tacy romantyczni panowie prowokują do działania wszelkie "lalki". Gdyby nie Wy, tamtych by nie było!
Dalej następuje litania partnerek z którymi Kijek miał hmmm... przyjemność obcować. :) Wyliczanka owa jest dla autora równie bolesna, co naszpikowana różnymi romantycznymi mądrościami, przez postronnych postrzeganymi jako bzdury. Pojawiają się nawet posępne myśli o habicie - jakieś bardzo dalekie echa Giaura? ;)
Najbardziej wyraziste stwierdzenie pada jednak w kolejnym akapcie: "Próbuje [kochać czy coś tym stylu :P - McA] bo ma nadzieję, że jego bunt przeciwko własnemu cierpieniu złamie klątwę. No masz, a ja głupi myślałem, że kocha się, bo chce się spłodzic dzieci i ciągnąć wspólnie do śmierci kram zwany życiem. Ale ja widocznie się nie znam. Oświeć mnie, Jego Romantyczna Mość! Uczucie dla Ciebie jest buntem. Przeciwko czemu? Klątwie, że nikt cię niby nie kocha? To nic dziwnego, że nikt Cię nie kocha. Ludzie zazwyczaj chcą razem żyć, a nie czynić zawiłe gusła nad klątwami. Nie chcę być czarnowidzem, ale twój romantyzm przypomina nieco historię wypraw krzyżowych. Życzę Ci z całego serca, żebyś nie doszedł do stadium krucjaty dziecięcej.
Kolejna myśl, jakże powalająca w swej prostocie i zaiste, stanowiąca prostą drogę do Literackiego Nobla, jest niczym rodzynek wieńczący torcik romantyzmu: "...Dochodzi do etapu poety i w końcu zaczyna pisać wiersze (ja właśnie mam ostatnio takie zapędy i mam zamiar spróbować swych sił), a to już prosta droga do definitywnego końca.
Kurczę, coś w tym jest! Jak jesteś romantykiem masz szansę iść do grobu? Sprawdźmy! Byron nie żyje. Mickiewicz? Również. Słowacki, Chopin, Liszt, Delacroix? Wszyscy umarli! Uważaj na siebe, bo coś w tym jest!
Piszesz, że nie musi to być samobójstwo? Owszem, racja. Przecież romantyczny koniec można definiować różnorako. Polecam habit, zamurowanie się żywcem, truciznę, zakład psychiatryczny... Ale najlepsze jest inne wyjście: napisz ze dwa wiersze i daj sobie spokój. Z Noblem Literackim jest zazwyczaj tak, że trzeba napisać coś genialnego a potem wystarczy dożyć nagrody. Jako żeś romantyk pełną gębą, to uważaj, bo szkoda byłoby, żeby Polska przegapiła nagrodę. A jeżeli pisanie wierszy prowadzi do samobójstwa, to może niech AM zrzuci się na jakiś symboliczny wieniec dla UnionJacka i ekipy od wierszy? Ich koniec wszak bliski. Wszak, żeby pisać wiersze, trzeba by być bardzo dojrzałym emocjonalnie. A w tym temacie Jego Romantyczna MOść ma również co nieco do powiedzenia. :>
Romantyk bardzo wcześnie dojrzewa emocjonalnie, co jest kolejnym powodem do samobójstw.
Hmmm... bycie romantykiem przekłada się na wczesną dojrzałość emocjonalną? Chwała Bogu, że jestem ciągle niepoprawnym realistą. Poza tym, jak powszechnie wiadomo, najwięcej samobójstw popełniają geniusze zakochani w sobie - dlatego ich tak mało. Tym razem dla ekipy z AM-wierszy robimy zrzutę na trumny. Jakiś grupowy pogrzeb zrobimy i przy okazji obali się następną tezę... :>
Romantyk jest bardzo mało towarzyski. Potrafi przesiedzieć całą imprezę milcząc, zatopiony w swych na prawdę głębokich przemyśleniach i na końcu stwierdzić, że doskonale się bawił.
I słusznie! Przynajmniej gospodarz na piwach oszczędzi! A innym zawsze można powiedzieć, że chłopak się nawalił bo impreza w dechę! Jego Romantyczna Mość chyba nie pisała tego poważnie? Taki stan nazywa się bodaj apatią chorobową, jest symptomem zaburzeń psychicznych i leczy się to psychotropami...
Jak widzicie, Drodzy Czytelnicy, problem romantyzmu może dotyczyć nawet twojego sąsiada. Nie odwracaj się od niego plecami. Co prawda, pomóc mu raczej nie możesz, ale zawsze możesz uśmiechnąć się pod nosem. Szczególnie, gdy będzie przemykał zmrokiem, taszcząc w bladej ręce "Cierpienia młodego Wertera" i zastanawiał się w jaki sposób najromantyczniej odebrać sobie życie. Broń tylko Boże, Drogi czytelniku nie uświadamiaj go, że nie ma dla niego wyjścia. Gotów jeszcze zrobić jakieś głupstwo i iść się leczyć... Świat byłby bez nich taki nudny.
Prawdziwi romantycy mieli jednak łatwiesze życie. Wybuchło powstanie, potem drugie, po drodze wiosna ludów. Część z nich została wybita, część popełniła samobójstwo, jeszcze inni przekonali się, że całą tą romantyczną filozofię można rozbić o kant dupy. Z dwojga złego - lepszy pozytywizm. I ten światopogląd przyjęli na stare lata... Czego i życzę Jego Romantycznej Mości Kijkowi. Przynajmniej będzie miał łatwiej w życiu... :D
|
|