Kładę się nad zamglonym, szarym i ponurym miastem. Zbyt wysoko by dostrzec kogokolwiek. Szpice wieżowców, a właściwie ich niewidzialne przedłużenia, kłują mnie w plecy i ranią. Czuję jak moje ciało krwawi. Zapadam w półsen i słyszę ledwo słyszalny szum, który przechodzi przez całe moje ciało. W lewej ręce nagromadziło się tego szumu sporo. Prawą rękę dziwnie czuję. Za ciemno jest by się nie bać. Szum słychać tylko w mroku. Przed oczami wirują mi ciemne barwy. Ja się przybliżam, a coś się oddala. I znowu skupiam swą uwagę na mym ciele, które zawieszone jest w nicości i nad którym powoli tracę kontrolę. Zapominam.
Czy to może żywe morze pełne fal szumi, na którym unoszę się bez łodzi, bez statku, bez tratwy? Czy to może tylko szumi morze zamknięte w muszli, którą przykłada się do ucha? Nieważne. Nieważne, bo wiem, że to szumi morze smutku, lęku i niepokoju, którego falom się poddaję. Dryfuję leżąc w morzu powietrza nad miastem. I boję się, bo zbyt ciemno jest by się nie bać. I szukam ratunku by nie utonąć. Nadziei, która przypłynie znikąd. By zapomnieć.
Czy to może wiatr spokojny szumi w liściach drzew, który ciało me omija? Czy to może niespokojny wiatr szumi, który z drzew liście na ziemie zrzuca i który o moje ciało i twarz się rozbija? Nieważne. Nieważne, bo wiem, że to wiatr nadziei przelatuje koło mnie. To wiatr, którego sile chcę się poddać, bo on wieje w dobrym kierunku. I zaprowadzi mnie do celu, do którego zdążam tak powoli. I wieje spokojnie bym się nie bał. Bym zapomniał.
Czy to może woda czysta szumi w korycie rzecznym, która życie daje? Czy to może krew czerwona z mych żył upływająca szumi, która życie mi odbiera i w sen głęboki wpycha? Nieważne. Nieważne, bo wiem, że to szumi krew czysta, dająca siłę do działania, która na nowo do żył przez wytrwałe serce moje jest tłoczona. I żyję, by dalej działać i próbować pokonać lęk, aby do celu dotrzeć. By mieć nadzieję.
Boję się własnych myśli, więc z półsnu próbuję się wyrwać, by po chwili w sen całkowity zapaść. I cały czas słyszę echo szumu, który przed momentem przez ciało moje przechodził i gromadził się w lewej ręce niewiadomo czemu. A teraz czuję go w głowie. Czy to może cisza w Twoim głosie szumi, która w stan przygnębienia mimo wszystko mnie wprawia? Czy to szumi głos Twój w ciszy, który mimo wszystko nieustannie do mnie przemawia? Nieważne. Nieważne, bo cały czas wierzę. Nie zapomnę.
Autor: Leniwiec
l.e.n@wp.pl