Chciałbym się odnieść do tekstu "Komercja", który został popełniony przez KaMpO i który można było przeczytać w AM 67. I nie będę pisał jakiejś straszliwej polemiki, w której będę potępiał autora tamtego tekst, tylko chcę po prostu przedstawić własne zdanie w tej kwestii.
KaMpO w swoim tekście zajął się zjawiskiem i istotą komercji w muzyce ("a w szczególności w hip-hopie"), więc i ja tak zrobię.
KaMpO: Co krok słyszę, że ten czy tamten zespół to "totalna komercha". Ludzie! Przecież nikt w dzisiejszym świecie nie będzie robił niczego za darmo! Jeżeli dany zespół potrafi rymować i do tego ma niezłe bity, to dlaczego nie może na tym zarabiać?
Może zarabiać. A wręcz powinien na tym zarabiać, aby mieć pieniądze na rozwijanie się i nagrywanie kolejnych albumów. Gdy zespół będzie miał pieniądze na dalsze rozpowszechnianie swojej muzyki, to będzie mógł dawać fanom szansę na usłyszenie kolejnych "niezłych bitów". I fani kupią kolejne płyty i znów dadzą zespołowi kasę. Ale czy to już jest komercja? Przecież pieniądze i zarabianie na sprzedaży swoich płyt to jeszcze nie komercha, bo w takim wypadku prawie każdy band byłby określane mianem komerchy. W tym wszystkim nie rozchodzi się o pieniądze, lecz o coś innego. Ale o tym za chwilę.
KaMpO: Od wieków jest tak, że ludzie wykorzystują swoje talenty do zdobywania pieniędzy. Dlaczego teraz jest to piętnowane?
Piętnowane nie jest wykorzystywanie swoich talentów do zdobywania pieniędzy. Piętnowane jest wykorzystywanie swoich talentów _tylko_ do zdobywania pieniędzy. Bo przecież są zespoły czy wykonawcy, którzy chcą dać w swoich tekstach ludziom jakiś przekaz i pokazać w teledyskach jak ładnie tańczą, tak jak to robi na przykład Mandaryna. Czy to ich wina, że potem ich piosenki są w listach przebojów i co chwila można usłyszeć je w radiu? Przecież im wcale nie chodzi o kasę. Czy to ich wina, że ludzie uwielbiają pochłaniać tę papkę zwaną przebojami?
KaMpO: Mam wrażenie, że część ludzi to by chciała, aby artysta nagrywał same "nielegale" i w ten sposób przekazywał to, co chce przekazać.
A ja mam wrażenie, że część ludzi to by chciała, aby artysta przekazywał, to co chce przekazać, bo chce to przekazać, a nie przekazywał, to co chce przekazać, bo to dobry interes. I tu nie chodzi o liczbę sprzedanych płyt. Artysta może sprzedawać miliony płyt a nie być komercyjny, ale dzieje się to tylko wtedy gdy ludzie kupują płytę nie dlatego, że co chwila leci w radiu, ma ładną okładkę, fajne melodie, dobrze się słucha przy obiedzie i w co drugiej gazecie jest reklamowana jako "najnowszy hit", tylko kupują, bo ta muzyka do nich przemawia. Artyście nie komercyjnemu nie zależy na reklamach. Artysta nie komercyjny nie pozwoli nazwać swojej płyty "hitem". Nie będzie pozował do zdjęcia, aby mogło być zamieszczone w gazecie lub czasopiśmie zaraz obok wywiadu z nim. Artysta nie komercyjny nie będzie śpiewał: " Czuje muze w bańce, I full zajawe, Faza po blantach daje zabawę, I tak se myśle, Kurwa, jak zajebiście."*
KaMpO: "Nielegala" można sobie przegrać za darmo (tylko koszt płyty), a za oryginalną "komerchę" trzeba już zapłacić. Niektórzy mówią, że nie zapłacą, bo nie będą dawać im zarobić na komercji.
A to już świadczy tylko o inteligencji "niektórych". Bo fajnie byłoby dostać nowy album swojego ukochanego wykonawcy, a skąd ów wykonawca weźmie kasę na jego wydanie to już nie nasza sprawa. Niech wyczaruje. Przecież nie może jej dostać od nas, którzy go ubóstwiamy za jego muzykę, bo to by oznaczało, że jest komercyjny. A fe! Komercyjny! Be be! Jak on może zarabiać na tych genialnych utworach?! No jak on może?!
KaMpO: Ewentualnie niektóre osoby tak się nauczyły od kolegów, że wszystko, czego nie lubimy, to "komercha".
Tak jest ale nie do końca. "Niektóre osoby" nie nazywają tego co im się nie podoba "komerchą", tylko to co im się nie podoba, a świetnie się sprzedaje. I dobry jest przykład jaki podałeś z Twoim kolegą. Pewnie on nie może znieść, że Jeden Osiem Ly, którego tak nie lubi sprzedaje się lepiej i częściej leci na Vivie niż Peja, którego bardzo lubi. Dlatego też nazywa 18L "totalną komerchą", a Peję traktuje jako artystę nie komercyjnego.
W polskim hip-hopie sprawa komercji nie jest taka prosta jak się wydaje. Bo jeżeli jakiś gatunek muzyczny jest tak popularny i ma tak wielu wykonawców w swoim obrębie, to przecież oni muszą się reklamować. Muszą, bo są hip-hopowcy lepsi i gorsi, ale jest też wielu, którzy trzymają podobny poziom. Ci gorsi reklamują się (wielkie koncerty, wywiady itp.), aby być bardziej znani od tych lepszych i mieć większą liczbę fanów - stają się komercyjni. Ci lepsi (nie wszyscy) natomiast reklamują się aby nie być mniej znani od tych gorszych - stają się komercyjni. I tylko Ci, którym nie zależy na popularności są nie komercyjni. Nie rywalizują ze sobą kto będzie miał więcej koncertów w miesiącu i kto zajmie wyższe miejsce na liście przebojów.
KaMpO: Nie oskarżajmy wszystkiego dookoła, że jest be, fe i komercyjne!
Dokładnie. I kupujmy płyty które nam się podobają, a nie kilkunastu naszym kolegom. A te, które nam się nie podobają, a podobają się kilkunastu naszym kolegom, wcale nie muszą być komercyjne. Bo gdyby tak było, to dyskusje na temat komercji nie miałyby sensu. Wszystko byłoby za proste. I tym optymistycznym akcentem...
Autor: Leniwiec
l.e.n@wp.pl