Pracuj, jakbyś żyć miał wieki
Żyj, jakbyś umrzeć miał za chwilę.
Felicjan Faleński
Rozważania o śmierci
Był on jednym z najbardziej "popularnych" ludzi w szkole. Przekleństwo
nauczycieli i wzór do naśladowania dla marginesu społeczeństwa szkolnego. W
szkole głośno było o jego kradzieżach i rozbojach. Nikt normalny nie przepadał
za nim, ale prawie wszyscy się go bali lub słuchali. Naprawdę dziwny jest świat,
w którym ludziom przewodzi jednostka ułomna.
Nienawidziłem go. Jako, że dobrze się uczyłem, on też nie przepadał za mną.
Sprawił mi wiele przykrości i bólu, także przy mojej dziewczynie. Tego mu nie
mogłem wybaczyć. W duchu często pragnąłem zemsty.
Nauczyciele dla świętego spokoju pozwolili mu ukończyć gimnazjum. Miałem
szczęście bo gdyby nie zdał musiałbym chodzić z nim do jednej klasy. Na początku
następnego roku szkolnego dowiedziałem się, że wpadł podczas jednej ze swoich
kradzieży i siedzi w poprawczaku. Sprawiedliwości nareszcie stało się zadość.
Po tym wszystkim myślałem, że już o nim zapomnę, ale tak się jednak nie stało. W
czerwcu tego roku dowiedziałem się, że Kamil (tak go nazwijmy) zginął w wypadku
samochodowym. Zmarł młodo, w wieku ok. 18 lat.
Nie było mi przykro. Trochę mi wstyd, ale jego śmierć wcale mnie nie poruszyła.
"Każdemu według zasług" tłumaczyłem sobie. Teraz jednak nachodzą mnie pytania o
życie i śmierć. Nie szanował życia, czy czerpał z niego całymi garściami?
Był zły, czy tylko robił to co uważał za słuszne? Czynów nie można
zakwalifikować jednoznacznie jako dobre lub złe.
Ja uważałem go za spaczonego, ale niektórzy go bardzo lubili. Założę się, że
teraz, gdziekolwiek jest, żałuje swojego straconego życia. Co by jednak nie
było, to zostanie on szybko zapomniany. Za dziesięć lat nie będę o nim pamiętał,
a jego "przyjaciele" może nawet wcześniej. To chyba największa kara dla
człowieka. On zapewnie o tym nie myślał. Choć może jednak patrząc na siebie i
swoje czyny bał się śmierci? I właśnie to go pogrążało. Pragnę, abym za 50 lat
(jeśli dożyję) nie żałował swoich decyzji i cieszył się z tego co osiągnąłem.
Wiem, że za te dziesiąt lat rozpocznie się okres podsumowań i stopniowe godzenie
się z tym, że mój czas na ziemi się kończy. Ponieważ wierzę w życie po śmierci i
jestem katolikiem, boję się przyszłości. Tak więc jak mawia mój papa "już teraz
pracujesz na swoją przyszłość".
Za życia nie byłeś mi miły Kamilu i nie mogę ci wybaczyć. Nie dziś, nie w tej
chwili. Zadałeś ból wielu ludziom, teraz za to pokutujesz. Nie będę się za
ciebie modlił.
Bóg rozpozna swoich.
Sirius
P.S. Salute dla Phnom Penha za tekst Kac z AM~62. W trakcie lektury weszła
rodzicielka i sobie tylko znanym sposobem wychwyciła wzrokiem najbardziej
soczyste kawałki. Później była już tylko cisza:). Art był niezły.
P.S.2 Podczas pisania słuchałem kawałki Linkin Parku.