JESTEM ŚMIERCIĄ
To ja- śmierć. Jedni zwą mnie pieszczotliwie kostuszką, inni, bardziej obrazowo, zgonem, dzwonem lub kaplicą. Rysują mnie jako zleżałe zwłoki kobiety z kosą w ręku, jakby mnie kiedyś widzieli. Bo i skąd oni mogą wiedzieć jak wyglądam. Postaci nie mam, a nawet gdybym miała, nikt, komu bym ją ukazała nie miałby okazji, żeby opisywać swe wrażenia wizualne innym.
Tak jest, nie wyglądam, bo jestem chwilą. Momentem, w którym nastąpi Twój koniec. Tą sekundą, w której EEG podłączone pod Twoją makówkę dałoby poziomą krechę i oznajmiło wszem i wobec, że w Twoim mózgu zgasła ostatnia myśl, jaką z siebie wydałeś.
Straszna jestem, co? Zabieram życie, nie mając nic w zamian. Nic z wyjątkiem bezkresnej i wiecznej pustki. Sprawiedliwa tez nie jestem. Co ja mogę poradzić na to, że Bogu ducha winny siedemnastolatek znajdzie się w niewłaściwym czasie, w niewłaściwym miejscu i banda zalanych meneli przykopie mu tak, że już nie wstanie? Albo że jedynego żywiciela rodziny złoży jakieś choróbsko? A najbardziej odrażające kreatury tego świata nadal, jak gdyby nigdy nic, cieszą się życiem. Widocznie jeszcze nie ich czas.
A pomimo wszystko są tacy, którym się do mnie spieszy. Skaczą z ósmego piętra, podcinają sobie żyły albo żrą pudełko Rapacholinu. Widać dla nich ta pustka jest lepsza niż to, co zastali na świecie. Albo konający w męczarniach. Tak, tak. Są tacy, dla których jestem koicielką.
Mam też swoich wiernych fanów. W tekstach wielu domorosłych wykonawców o agresywnej pracy gitar i werbli i przytłumionym wrzaskliwym wokalu moja osoba przewija się w co drugim tekście. Mam nawet własny gatunek muzyczny. Ha, death- metal, jak to brzmi dumnie. I te nastrojowe, nostalgiczne wiersze o mnie. Uwielbiam mój ten mój tajemniczy i niepokojący image, który tak opiewacie. Czuje się taka dowartościowana.
Jestem konsekwentna. Nie zwykłam zmieniać decyzji. Trup to trup i jeżeli ktoś nim jest to szans, że nagle mu się polepszy i wstanie- nie ma. Zombie? Duchy? Daj spokój, jestem dobra w tym, co robię. To tak jak z ciążą. Nie można być trochę w ciąży tak jak nie można być trochę nieżywym. Terri Schiavo? Trochę nieżywa? Wybacz! Żyła cały czas. Czy ktoś ją zabił? Nie wiem, ja tylko wykonuje wyroki. Żyć żyła. A to, czy tego, że żyje była świadoma, to już nie moja działka.
Mam jeszcze jeden plus. Przede mną wszyscy są równiejsi niż przed Sądem Najwyższym. Mnie nie można przekupić. Ani pieniędzmi, ani sławą, ani wiedzą, ani popularnością. A wiesz, czemu? A pomyślałeś, po co mi Twoja kasa albo Twoja wiedza? Co ja z tym zrobię? Przecież mnie nie ma. Mówiłam już- jestem tylko momentem. A z tego, co się orientuje przekupić chwilę jest mniej więcej tak trudno jak powstać z martwych. Hyhy. Taki grobowy żart.
I to tyle, co Ci miałam, śmiertelny, do powiedzenia. Nie zobaczysz mnie. Nawet mnie nie poczujesz. Ale ja jestem. Choć o tym, że Cię odwiedziłam, nie będzie Ci się dane dowiedzieć.