Piszę.
Tak po prostu. Nie było mnie kiedyś. Nie było mnie niedawno. Za kogo się
uważam, ze robię to, co robię? Nie pamiętam przeszłości, kto to stworzył,
kto pomagał, kto w to wkładał całe serce. Po prostu jestem, nic mnie nie
obchodzi przeszłość. I co z tego, że bez nich bym teraz tego wszystkiego
nie miał? I co z tego, że żyłbym inaczej. Stało się i mam, a oni się mogą
wypchać. Tak łatwo mi to powiedzieć, wypchać się. Tak, najedzcie się siana
i wynocha. Dla mnie jesteście nikim. Niczym. Historio, c'ya. Teraz ja
jestem panem, teraz ja mam najwięcej wyróżnień. Tylko do tego dążę. Miłego
dnia życzę.
Był
początek, jest rozkwit. Tak ciągle trwa rozkwit. I będzie trwał do końca.
Ale nie było i nie będzie go nigdy bez początku. Początku, którego nie
tworzyłem. Nigdy już nie będę się mógł nazwać pełnoprawnym członkiem
Wielkiej Rodziny. Co najwyżej mogę zostać adoptowanym psem o którym szybko
się zapomina. A potem. A potem już będę cicho siedział gdzieś tam, aż
całkiem zniknę z ich pamięci. Może to i lepiej? Może bym im tylko
zawadzał. Zapewne.
Nie istnieję. Nie istniałem. Nie będę istniał. Dla nich nie
istnieję. Jestem marnym pyłem, który osadza się a następnie jest ścierany.
Ot tak, po prostu. Koniec.
Bywały chwile ciężkie - nie było mnie. Bywała
radość - nie było mnie. Była zabawa - nie było mnie. Był smutek - nie było
mnie.
Więc
proszę - wybaczcie.
gloggy - gloggy@o2.pl
|