Stoję teraz na rozstaju dróg i nie wiem w którą stronę iść, którą drogę wybrać. Na której będzie mniej problemów? Która okaże się dla mnie lepsza? Na której będzie mi lekko? Podróż przez życie dobija mnie. Za dużo wkładać w to muszę sił. Męczę się by jakoś iść dalej. By przeżyć. Przetrwać. Przeczekać zło. Już dawno zgubiłem się. Błądzę w labiryncie codziennych spraw, który pełen jest koszmarów i zasadzek. Różne przeszkody nie pozwalają mi iść. Zwalają mnie ze zmęczonych nóg. Padam twarzą w piach. Leżę tak nie mogąc wstać i zapadam w powtarzający się sen. Znów widzę Cię i Twoją twarz. Jesteś tak blisko mnie. Lecz to co między nami jest, to tylko przerwana, niedokończona przyjemność. Odchodzę, bo ktoś mnie wołał po coś. Gdy wracam Ciebie już nie ma.
Chciałbym znaleźć kogoś kto mi pomoże. Odpowie na stawiane przeze mnie pytania. Kim ja jestem? Kim jesteś Ty? Co to jest wszystko? Widzę świat i dziwię się, jak ten organizm może żyć. Jak to może funkcjonować. Potem zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma nic, a życie to droga przez którą muszę przejść. Lepiej czy gorzej. Muszę dojść do końca, gdzie czeka na mnie krzyż. Zimny grób i płacz najbliższych. Gdzie znów zapadnę w mój nieśmiertelny sen, w którym nie mogę Cię odnaleźć. Szukałem i wołałem, lecz nie znalazłem. Potem przez chwilę widziałem Cię. Widziałem jak odchodzisz. Dlaczego nie wybrałaś tej drogi co ja? Czemu sprawiłaś mi przykrość? Czułem jak coś umiera w mojej głowie. Coś szklanego tłucze się i kaleczy moje serce zostawiając na nim tatuaże w postaci blizn. I chwytam się rękami za twarz i padam na mą drogę życia, przez którą dalej muszę iść, lecz przez którą iść nie mam więcej sił. Umieram na chwilę. Któryś już raz.
Odzyskuję znów przytomność i wiem, że to tylko kolejna przeszkoda, którą muszę pokonać, choćby nie wiem ile zadała mi bolesnych ran. Otwieram oczy w nadziei, że zobaczę Cię. A może zobaczę kogoś, kto zechce zostać moim przewodnikiem. Kogoś, kto poprowadzi mnie przez jedną z wybranych przeze mnie dróg. Albo ten ktoś pokaże mi drogę, którą najlepiej iść. Uwolni mnie od problemów i od cierpienia, jakiego doznaję gdy zapada noc. W nocy przychodzi zły sen, w którym nie ma Cię. Już dawno odeszłaś, mimo, że czasem Cię widuję. Potrzebuję przewodnika, który wskaże mi drogę, którą podążasz Ty. Będę za Tobą biegł aż do wyczerpania sił. Potem będę się czołgał ze zmęczenia, byleby tylko zbliżać się do Twej osoby. Omijał będę zło i to co mnie kaleczy. Nie chcę już więcej blizn. Chcę tylko jeszcze raz Cię zobaczyć. Wierzę, że można mieć piękne życie. Są ludzie, którzy piękne życie mają. Ja chcę być jednym z nich. Wystarczy tylko, że znajdę przewodnika, który pokaże mi jak iść, by nie padać co chwila na twarz.
Nigdzie nie mogę doszukać się odpowiedniej osoby. Zrezygnowany jeszcze raz kładę się na drodze. Co to jest wszystko? Kim jestem ja? Kim jesteś Ty? Czekam aż zapadnie ciemna noc. Może we śnie wrócisz i uratujesz mnie od zła. Chwycisz mnie za rękę i nie pozwolisz spaść w otchłań przygnębienia i smutku do której się zbliżam. Zostaniesz moim przewodnikiem, by pokazać mi jak żyć. Poczekam aż wrócisz. Pewnie dlatego nie mogłem odnaleźć Cię, bo wybrałaś inną drogę niż ja. Bo byłaś tak daleko. Ale wiem, że wrócisz bo Cię wołałem. Twoja nieobecność spowodowana była tylko tym, że wyjechałaś w podróż. Ona już dobiega końca. Za niedługo znów Cię zobaczę. Może znów porozmawiamy o czasie jaki jest nam potrzebny. Może dojdziemy do wniosku, że tego czasu już nie ma. Wszystko się wykonało. Można iść dalej przez życie. Razem. Ja będę Twoim przewodnikiem, a Ty moim. Wyjdziemy z labiryntu. Nie będziemy błądzić. Jeżeli na drodze stanie nam jakiekolwiek zło, to razem je pokonamy. Skończy się zbieranie blizn i nie gojących się ran. Będziemy szli i dokończymy przerwaną przyjemność. Przyjemność wspólnego podążania drogą życia.
Autor: Leniwiec
l.e.n@wp.pl