Polish Pulp Fiction
(czyli aby nam nie było tak do końca źle...)
Polska. Hm, ileż to już razy o niej pisałem? Dwa, trzy? A choćby i cztery, niech ten trzeci/czwarty/piąty raz też będzie! Niektórym i dziesięć za mało.
Wstęp mógłby być dłuższy. Mógłbym podać dziesiątki statystyk, przytoczyć kilkanaście inteligentnych wypowiedzi burżuazyjnych pseudo-znawców dotyczących pseudo-polityków i sytuacji ekonomicznej kraju, wartości złotówki na Rynku ŚwiatowymŠ, etc. Tylko czy warto? Zasypywani codziennie setkami tabel, wyników sondaży i im podobnych powoli przestajemy wiedzieć, czym tak naprawdę jest nasz kraj i w którym miejscu pościgu za europejską czołówką tak naprawdę się znajdujemy. O ile jeszcze ten wyścig trwa. A może wyniki już dawno ogłoszono, tylko my wciąż nie chcemy tego zauważyć?
Ktoś mądry kiedyś powiedział, że Państwo to my. To znaczy: chyba tak powiedział. Nigdy nie miałem specjalnej pamięci do cytatów (ech ta skleroza, nie zapiszesz - zapomnisz). W każdym razie gość, jeśli istniał, miał rację. Albo znów: sporo racji. Państwo bowiem to nie Czarzasty, Michnik i Giertych. Albo inaczej: to nie tylko oni. W równej mierze stanowią je w/w, jak i ty, Czytelniku. Tak samo Ty, ty i ty. I jeszcze ty. Gdzieś pośród tej wyliczanki znajduje się miejsce dla mnie, moich znajomych, rodziny. Na obraz współczesnej Polski pracujemy wszyscy. Zarówno robiący przekręty na grube miliony pewien Lew, jak i ty, Czytelniku, wręczający swojemu lekarzowi rodzinnemu banknot dwudziestozłotowy.
Ale zostawmy już te drażliwe tematy. Ja wiem, Czytelniku: nie miałeś wyboru, inaczej byś tego nie załatwił, zresztą i tak żyjemy w państwie bezprawia, więc jeśli ja mu nie dołożę do pensji, to zrobi to ktoś inny. A tak przynajmniej będę krócej czekał na zabieg/dostanę zwolnienie lekarskie i kaska wyląduje na koncie. przecież konowałowi też trzeba coś odpalić, nie?
Wiecie, ja do końca życia nie zapomnę dnia, kiedy "dałem w łapę". Fakt, chore układy są niemal wszędzie, ale jako dziecko tego nie widziałem, a później wolałem nie zauważać. Co nie znaczy, że machlojki mi spowszedniały i bez mrugnięcia okiem potrafię a nie patrzeć. Ile ja wtedy miałem lat? Szesnaście? Zwykle robiła to moja matka, tym razem do lekarza udałem się sam. Pamiętam niepewność, zażenowanie i ogromny wstyd. Wstyd, który powinien czuć lekarz, biorący pieniądze od nastolatka za coś, co powinien zrobić w ramach swojej pracy i nigdy nawet nie pomyśleć, by ktoś mu za to odpalił coś ekstra.
Pytacie, czemu to zrobiłem? Przecież mogłem odmówić. Zmieniłoby to coś o tyle, że lekarz musiałby poczekać. Dostałby za kilka, kilkanaście dni, gdy poszłaby do niego moja rodzicielka. Ale nie pomyślałem, za szybko się zgodziłem, straciłem moralne dziewictwo i nic na to nie poradzę.
Spytacie, czy moja rodzina wszystko załatwia w ten sposób. Odpowiem wam; tobie Czytelniku, i tobie, mój przyszły kacie. Otóż nie, nie wszystko. I wcale nam się nie przelewa. Tak naprawdę każda "łapówka", nawet ta drobna, sporo kosztuje ludzi, którzy mnie spłodzili. Czemu więc? Temu, że tak jest pewniej, wygodniej, bezpieczniej. Temu, że lekarze przyzwyczajeni do brania bez podstawowej kwoty "bonusowej" nie są w stanie uczynić praktycznie nic. To znaczy: może, kiedy się ich przyciśnie, to tak. Ale kto ma ich do cholery cisnąć? Pięćdziesięcioletnia kobieta, która czasami ledwo chodzi, jest znerwicowana i potrafi wypalić kilka papierosów pod rząd? A może staruszka z trzystuzłotową rentą obawiająca się, że nie dostanie już nigdy recepty na tańsze odpowiedniki horrendalnie drogich leków?
Tylko wy możecie rozpędzić to stado spasionych łapoklejek, nikt inny za was tego nie zrobi. Zresztą, kończąc ostatecznie z liczbą mnogą: ty, Czytelniku - i nikt inny nie zrobi tego za ciebie. Nikt nie przyjdzie na twoje podwórko i nie posprząta góry śmieci, do których niejednokrotnie dołożyłeś własne. Czujesz się odpowiedzialny za porządek w tym kraju? Nie? To może najwyższa pora, byś zaczął. Bo niedługo zaczniesz martwić się o swoje dzieci, o chore układy, w jakich przyjdzie im żyć. Tylko że wtedy będzie już za późno.
Jeszcze tylko kilka spraw, zostańcie, proszę, do końca. Niedługo wybory. Ich daty byłem pewny od początku, tak jak i tego, że niebawem zacznie się Wielka Promocja. I stało się. Nawet Tymińskiego przywiało. Na szczęście Staś Lisowi nie straszny i bezgraniczna niewiedza o naszym kraju wyszła niczym błyszczące szydło z szarego worka. Albo odwrotnie - okulary Stasia jakby zyskały nowy poblask.
Dalej mamy wykwitające jak grzyby po kwaśnym deszczu zarzutów i nagłego oczyszczania państwa Komisje Śledcze. Autopromocja Romka, uśmieszki Macierewicza i ogólnie zabawne Gruszki Na Wierzbie. Już dawno straciłem zainteresowanie, ten tasiemiec może być dłuższy od Mody na sukces. Ale pewnie nie będzie i okaże się tylko środkiem do celu. Czytaj: wyborów.
Kto nam jeszcze został.. ano, wahający się Cimoszewicz jeszcze jest. Tzn. już się "wahnął" i ostatecznie w wyborach weźmie udział. A co mu tam, emerytura - nie zając. A ile go naprzekonywali, co popodnosili wskaźniki wyborcze, to jego. Niech się martwią Kaczory Donaldy!
Oj tak, mają się o co martwić. Jeszcze niedawno dumnie prowadzący w sondażach Kaczyński prężył pierś na Kongresach i w ogóle w samouwielbienie mógł wpaść. A teraz pozostało mu tylko oskarżanie twórców sondażów o propagandę. Odwróć tabelę, Jedynie Słuszny I Czysty Prezydent na czele.
Ja tam do Cimoszewicza nic nie mam i nigdy nie miałem. Przeciwnie - cieszę się, bo jak to powiedziałem mojej pani od historii: "byle nie Kaczyński". Wiecie, mieliśmy taki sondaż na lekcji. Najpierw pytanie o to, jakie wartości powinien prezentować kandydat. Nikt nie wiedział, co powiedzieć. No to na kogo zagłosujecie? Kiedy się już dowiedziałem i wstałem z podłogi, mocno się przestraszyłem. Bo oto: połowa osób nie interesuje się polityką, w dodatku większość uogólnia i zarzuca wszystkim politykom, że kradną. Jedna trzecia na wybory owszem, pójdzie, ale jeszcze nie ma kandydata. Wśród pozostałych głosy rozkładają się. równo! No czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Kiedy dwóch, według mnie, najrozsądniejszych chłopaków w tej klasie całkiem poważnie powiedziało, cytuję, "Może Giertych" i "Kaczyński" pomyślałem sobie, to ja jestem jakimś kosmitą, czy oni z drzew pospadali? Dobrze, że powstrzymałem się wtedy od złośliwszego komentarza, bo mógłbym już nie odzywać się z ćwiartką klasy. Cimoszewicza nie znał nikt (!), jakieś tam poparcie miał Tusk (głównie dzięki mojej skromnej osobie) i. koniec. Na szczęście - o Lepperze nie usłyszałem. Historyczka na moje poparcie dla programu Platformy (podatek liniowy, zmniejszenie administracji) spytała: I naprawdę w to wierzysz? Drwinę czuć było na kilometr, ale ja się nie zraziłem. Odpowiedziałem, że tak. A nawet, jeśli połowa z tych przedwyborczych obietnic nie zostanie spełniona, to i tak druga połowa sprawi, że Polska będzie przynajmniej troszeczkę zdrowsza. I normalniejsza.
W ogóle o Lidze Polskich Rodzin i Samoobronie ciężko mi się wypowiadać, bo po prostu nie rozumiem tego fenomenu. Tak, to jest fenomen, kiedy partie, których liderzy budzą we mnie pusty śmiech, mają ponad dziesięcioprocentowe poparcie. Ja tego po prostu nie rozumiem i rozumieć nie chcę! Tylko proszę - niech ten surrealistyczny sen się skończy. I to jak najszybciej.
Natomiast SLD próbuje się ratować. Zbierają resztki elektoratu do kupy, zmieniają władze, wypychają co mniej sterownych do Senatu. ale obraz tej partii w oczach społeczeństwa do września bieżącego roku raczej trudno będzie już zmienić. Siedem, osiem procent - tylu naiwnych może da się nabrać.
Partia Demokratyczna. Szumne wejście, potem już Cichosza. Tylko u nas partia, której jeszcze nie ma, może poszczycić się dziesięcioprocentowym poparciem. Gorzej, jeśli już dana partia powstanie - wtedy procenty lecą na łeb, na szyję i pojawiają się trudności z przekroczeniem progu wyborczego. W dodatku ten ich kandydat na prezydenta. no niby ciekawa zagrywka - jedyna kobieta z tych liczących się partii, ale. moim zdaniem Mazowiecki byłby o niebo bardziej rozpoznawalny, a Zoll dwa nieba lepszy (chociaż bez szans w wyborach). Tymczasem. no, zobaczymy, co z tej mąki będzie za Bochniarz.
Naprawdę zbliżając się już do końca - chaotyczne mi to wyszło, nie poruszyłem wszystkiego, a resztę nie dosyć głęboko. Można mi wiele zarzucić, ale na pewno nie to, że nie chcę, by w Polsce było lepiej. Bo chcę, szalenie chcę. Tak, jak i ty tego chcesz, Czytelniku. Nie będę cię namawiał do głosowania na kogokolwiek. Powiem tylko, że dla mnie najrozsądniejszy wybór to Platforma i Donald (a w drugiej turze Cimoszewicz - byle nie Kaczyński ;-)). Nie zaciągnę cię też wołami na wybory. Powiem jedynie, że to twój pieprzony obowiązek obywatelski i nie wypełniając go należycie szkodzisz i sobie i nam wszystkim, bo okazuje się potem, że wybiera garstka z nas i ta garstka decyduje o wspólnych losach wszystkich Polaków. Nie będę cię też przekonywał, że są uczciwi politycy w naszym kraju. Ja ci tylko powiem, Czytelniku, że możesz postarać się dodać jednego uczciwego - kandydując samemu! Może nie od razu na prezydenta, ale taka rada osiedla na początek wystarczy. A potem? Potem to już jakaś odpowiadająca ci programowo partia i kolejne szczebelki. Tylko kiedy już będziesz tam, na górze, pamiętaj o tym, jaki był twój własny obraz sceny politycznej. I, do cholery, postaraj się go zmienić.
Naiwnie napisane? Być może. Ale jaką mam pewność, że wśród czytelników Action Maga nie ma przyszłego premiera albo ministra finansów? Żadną.
Tuxedo
Tak naprawdę to autor nie ma bladego pojęcia o polityce ani o tym, co się w Polsce dzieje. Autor chciał tylko delikatnie zasugerować, abyście ruszyli we wrześniu do urn i przy nich nie zgłupieli. Autor chciałby też kiedyś żyć w kraju, w którym prezes NBP nie zarabia 44,5 tys. zl. a miliony obywateli nie muszą przeżyć za tyle, ile ów prezes ma po przecinku...
I słuchajcie Myslovitz. "Nie wierz nigdy nie, tym co ciągle udają i zawsze uśmiechają się". Wiem, pisałem już to kiedyś. Ale to tak dla utrwalenia :-)