::: WYWIAD
Z LANCEM ARMSTRONGIEM :::
|
Tekst
pochodzi z serwisu szosa.rowery.org i został opublikowany za zgodą
autorów! Kopiowanie zabronione! |
Tak zupełnie bez Tour de France, nie będę w stanie
żyć - wyznał Lance’a Armstrong na swojej ostatniej w
karierze konferencji prasowej w Tour de France. Oprócz tego 34-letni Teksańczyk
mówił o swojej przyszłości, przyszłości kolarstwa w USA, przyszłości
Discovery Channel i wielu innych rzeczach. Mówił tak naprawdę o życiu...
Dojechał Pan teraz do raju, tak by można powiedzieć...
To nie jest właściwe porównanie. Mówimy tu o sporcie. (śmiech) Moja podróż
do raju będzie chyba łatwiejsza. Bardzo przyjemnie jest zakończyć Tour
dzisiejszym triumfem. W tym TdF nie znajdowałem się pod taką presją jak
przed 12 miesiącami, kiedy musiałem pobić rekord. W tym roku sam postawiłem
przed sobą zadanie, a raczej wyzwanie, wygrać Tour po raz siódmy.
Co będzie Pan robił w lipcu roku 2006?
Jeszcze nie wiem. Prawdopodobnie wezmę udział w „Wielkiej Pętli”,
ale już w innej roli. Będę rozmawiał z kolarzami z Discovery Channel na
temat taktyki, wyścigu itd. Nie chcę jednak być w przyszłych latach osobą
publiczną. Potrzebuję dystansu, przestrzeni do życia prywatnego. Ale tak
zupełnie bez Tour de France, nie będę w stanie żyć. Już z napięciem
czekam na to, co będzie się działo w roku 2006.
Żal Panu podjętej decyzji, że Pan kończy karierę?
Nie mam ku temu powodu. Miałem niesamowitą karierę. Jestem szczęśliwy,
dziękuję za 13 lat życia, jako zawodowiec, który wziął udział w wielu
wyścigach i któremu udało się coś, nie coś wygrać. Dzięki tym
sukcesom, mogę zapewnić finansową przyszłość moich dzieci. Czego
potrzeba mi więcej?
Nie będzie Pan tęsknił za tą całą atmosferą, tym całym zmieszaniem
wokół Pańskiej osoby?
To wszystko należało do mojej pracy, również do faktu, że przezwyciężyłem
chorobę nowotworową i wróciłem do kolarstwa. Ale gdybym został mistrzem
świata w tenisie stołowym, to tyle osób nie stałoby wokół drużynowego
autobusu. Należy pozostać na ziemi. Teraz mój czas minął.
W tym roku mniej Pan atakował.
Tak, zgadza się. W roku 2003 nie byłem w stanie więcej atakować, a w ubiegłym
roku dzięki atakom wygrałem kilka etapów. Kiedy zwyciężam na etapach,
ludzie mówią, że jestem arogancki. Kiedy nie wygrywam, że nie mam
odpowiedniej klasy. Moim celem w tym roku, był triumf w
„generalce”. Jedyny etap, który pragnąłem wygrać, była drużynowa
jazda na czas. Sądzę, że jeśli zwyciężyło się siedem razy w Tourze,
nie trzeba udowadniać swojej klasy więcej.
Co będzie Pan robił po niedzieli?
W poniedziałek (25.07) jadę z Sheryl [Crow] i dziećmi oraz bliskimi
znajomymi do południowej Francji. Tam poopalam się na plaży. Wypiję trochę
wina, poleniuchuję.
Czy naprawdę skończy Pan z kolarstwem?
Ze sportu nie rezygnuję z dnia na dzień. Potrzebuję ruchu. Dwie, trzy
godziny dziennie. Być może w domu wystąpię w wyścigach przełajowych czy
MTB. Czemu nie?
Dlaczego odchodzi Pan akurat po swoim SIÓDMYM sukcesie? Dlaczego akurat ta
cyfra?
Nie ma żadnego ważniejszego powodu. Możliwe, że skończyłbym nawet na sześciu
triumfach, ale wtedy powstał Discovery i team chciał, abym wziął udział
jeszcze w jednym TdF. Nie jechałem dlatego po to, by bić nowe rekordy. Dałem
tylko słowo sponsorom i drużynie.
Jak Pan myśli, jak za 10 lat będzie Pan patrzył na dzisiejsze sukcesy?
Proszę mnie zapytać za te 10 lat. Ale szóste zwycięstwo było czymś już
bardzo wyjątkowym. Nigdy tego nie zapomnę.
Czy obecność Pańskich dzieci dzisiaj była dla Pana ważna?
To są trzy najważniejsze osoby w moim życiu. Wszyscy rodzice to rozumieją.
Chciałem, by były blisko mnie. Chciałem, by mogły zobaczyć swojego tatę
w żółtej koszulce na podium.
Jak będzie wyglądać przyszłość Pańskiej drużyny? Widzi Pan może już
jakiegoś nowego amerykańskiego championa?
Z miłą chęcią takich mistrzów się odkrywa, ale to nie jest łatwe
zadanie. W naszej ekipie znajduje się wielu dobrych kolarzy. Widzieliśmy, do
czego zdolny jest George Hincapie. Koncentrujemy się na Jarosławie
Popowiczu, który wygrał klasyfikację na najlepszego młodzieżowca. Myślę,
że to właśnie on będzie naszym następnym liderem. Jednak, by amerykańska
publiczność nie odwróciła się od kolarstwa, potrzebujemy gwiazdy z USA.
Spróbujemy taką znaleźć.
:: szosa.rowery.org
::
|