#33



Wstępniak

Artykuły

Kopana Corner

Woman Corner

"Mój sport"

KomikSport

Linki

Z życia forum

On-line

Redakcja

Wyjście do AM


Zalecane:
IE 5.0, 1024x768;

Pamiętaj!
Sport to zdrowie!
Więc wyłącz ten
komputer i zagraj w
PIŁKĘ! ;)




Gdyby pojawiły się 
kłopoty z kodowaniem,
 a używasz IE wykonaj następującą czynność:
 widok -> kodowanie 
-> automatyczny wybór

 

::: US OPEN 2005 - OKIEM PROROKA :::

      Zaczęło się blisko 130 lat temu, kiedy to na kortach Wimbledonu dwustu widzów za cenę jednego szylinga mogło obserwować zmagania 22 tenisistów, walczących o wart 25 funtów puchar, ufundowany przez pismo „The Field”. Pierwszy zwycięzca- Spencer W. Gore był kiepskim prorokiem. „Monotonia tej gry, nieprzejrzysty sposób liczenia, a także trudna do opanowania technika, będą odpychać każdego interesującego się sportem człowieka. Bardzo wątpię, by ta gra stała się kiedyś popularnym sportem”- powiedział po finale. Co tam pierwszy zwycięzca… W Wimbledonie wszystko było pierwsze. Pierwszy wolej (właśnie Gore), pierwszy smecz (bracia Renshaw), lob, a pod koniec XIX w. ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby zaatakować serwisem, a nie tylko przerzucić piłkę nad siatką, wprowadzając ją do gry.

Ale reszta świata nie chciała być gorsza, zorganizowała więc własne turnieje. Czymś się one jednak różniły. Tenis, jako gra początkowo pomyślana na nawierzchnię trawiastą, zawitała na twardy beton i wykładzinę usypaną z mączki glinnej. Z biegiem lat te podłoża stały się popularniejsze, ze względu na to, że nie potrzeba specjalnych zabiegów, aby uklepać kort ziemny albo ulać sztuczną nawierzchnię kortu twardego. I w ten oto sposób kalendarz tenisowy jest napięty do granic możliwości, a mimo to turnieje na trawie można policzyć na palcach jednej ręki. Halle, Newport, s’Hertogenbosch, Stella Artois i Wimbledon- to wszystko. Jak widać nie ma zbyt wiele okazji, żeby się przystosować do tego podłoża. Co roku wielu zawodników, przebijając się do pierwszej setki rankingów dopiero po raz pierwszy staje na trawie z rakietą, więc nie ma się co dziwić, że po pierwszych rundach pakują walizki i z Wimbledonu wracają na ziemię. Dosłownie i w przenośni. Z tego powodu nie dziwią serie Federera, niepokonanego na trawie od kilkudziesięciu spotkań czy Roddicka, którego od dwóch lat pokonuje tylko Federer. Od kilkunastu lat widać wyraźnie hegemonów na tej nawierzchni. Obecnie trwa (i wszystko wskazuje, że nieprędko się skończy) era Federera, wcześniej błyszczała żywa legenda w osobie Samprasa.

No to czemu tylko wybrani mogą wygrywać na trawie? Najkrócej mówiąc, szybko zagranej piłki odegrać się nie da. Filc piłeczki, zamiast odbić się kozłem, po trawie się ślizga, przez co gra przy linii wymaga perfekcyjnej techniki. Opłaca się grać przy siatce, odbierając piłkę wolejem nie ma obaw, że piłka dziwnie odbije się od nawierzchni. Ale kto dziś gra pod siatką? Można ich wymienić na jednym tchem: Taylor Dent, Max Mirnyj i Tim Henman. Reszta tenisowego światka do siatki rusza albo kiedy musi, albo kiedy jest zdesperowana no i ewentualnie gdy zostanie na linii byłoby kretynizmem.

Obecnie w tenisie panuje taktyka, określana słowami „Wystarczy piętnaście razy przebić piłkę na druga stronę, a potem już jakoś pójdzie”. Tendencje ta zmienia się tylko na trawie, gdzie czasem, zamiast mało widowiskowego przebijania piłki na drugą stronę, można zobaczyć jakąś efektowną akcję pod siatką. Atak to sól sportu. A w tenisie można się nim rozkoszować tylko na jednej nawierzchni. I w dodatku na tej, na której najrzadziej się gra. Biorąc udział w dwóch turniejach na trawie rocznie i szybko odpadając, gra się rocznie dwa mecze na tej nawierzchni. A w ten sposób nawyku pójścia do siatki wyrobić sobie nie można. Nie rozumiem strategii federacji tenisowych marginalizującej trawę. Tu się wszystko zaczęło, tu gra jest najbardziej widowiskowa, a oni skrócili sezon na trawie do minimum. Dziwna to taktyka, tenisowi nie służąca. A raczej służącą tenisowi siłowemu i granemu bez pomysłu.

A z resztą… Kto ma możliwość (Internet, albo w TV- ESPN, cNBC, czasem Eurosport) niech obejrzy sobie fragmenty spotkań- klasyków. Wystarczy popatrzeć 10 minut na te urywki i porównać z tym, co się ogłada dziś, żeby zrozumieć, na co ja narzekam.


:: Jędrzej IV Śniady ::

 


AM Sport : Layout & GFX : Urimourn (urimourn@vp.pl)