::: KRAULEM
DO AWANSU? :::
Scenka z niedawno zakończonej rundy wiosennej. Mecz Warta Poznań - Unia
Janikowo. Na trenerskich ławkach dwaj przyjaciele z boiska - Jarosław
Araszkiewicz i Czesław Jakołcewicz. Największe sukcesy obaj zawodnicy
odnosili w "Kolejorzu"
Teraz nie ma
miejsca na sentymenty, przyjaźń. Jest za to ostra rywalizacja. Warta, której
nie grozi ani awans, ani spadek to spotkanie ostatecznie wygrywa. Murowany
faworyt do baraży o drugą ligę ma potem mocno skomplikowane życie. Tuż po
ostatnim gwizdku ogromne pretensje Jakołcewicza: pogróżki, nawet próby rękoczynów.-
Emocje już chyba opadły - zauważa obecny trener "zielono-białych",
Jarosław Araszkiewicz. Los sprawił, że już w pierwszej kolejce obecnej
rundy dojdzie do powtórki. - Zagramy tak jak zwykle, czyli o zwycięstwo
- deklaruje "Araś" (wynik spotkania 0:0)
On sam, to chyba
największa gwiazda obecnej Warty. Wychowanek Sokoła Duszniki, najpiękniejsze
lata zawodniczej kariery spędził w Lechu i Legii Warszawa. Do drużyny z Łazienkowskiej
trafił w ramach "zaszczytnego obowiązku odbywania służby
wojskowej". Nie chciał podzielić losu Jerzego Wijasa, któremu prezes
Widzewa, Ludwik Sobolewski obiecał skuteczną reklamację od
"kamaszy", a ostatecznie zwichnął pięknie zapowiadającą się
karierę. Kibice z Poznania złorzeczyli, co niektórzy wyzywali od
sprzedawczyków. Zapowiadali, ze nie wybaczą.. "Araś" wracał
potem kilkakrotnie do Lecha. Po nieudanej próbie wejścia do Ligi Mistrzów i
klęsce w Poznaniu aż 1:5 ze Spartakiem Moskwa, wyrzucono go nawet z drużyny.
Gdzieś po drodze - lata gry w lidze tureckiej i niemieckiej. Ostatecznie i
tak skończył tam, gdzie zaczynał, w Poznaniu. Najpiękniej jak mógł -
asystą przy bramce w meczu ze zmierzającą po kolejny tytuł mistrza, Wisłą
Kraków. Po latach sam nie jest pewien jak oceniać przebieg kariery - z
jednej strony zdobył z "Kolejorzem" wszystkie pięć tytułów
mistrzowskich. O jego "depnięciu" do teraz krążą legendy. Hołd
złożyli mu kibice, którzy wybrali go do jedenastki wszechczasów. Jest
specjalny baner, na nim podobizny zawodników, z napisem "Wiara wam dziękuje.
Niech wasza chwała trwa.." Z drugiej zabrakło spektakularnego transferu
do mocnego, zachodniego klubu. - Najbliżej było chyba podczas pobytu w
Turcji. przyjechali oglądać mnie wysłannicy francuskiego St. Etienne.
Akurat nie grałem, bo obcokrajowcy z powodu zatorów płatniczych strajkowali
- wspomina Araszkiewicz.
Do Warty, już jako
trener, przyszedł po wywalczeniu awansu do III ligi z rezerwami
"Kolejorza". Sukces, a jednak pożegnanie. Dlaczego? - Odpowiedź
jest prosta: trener zaplecza nie ma szans na samodzielne decyzje. Po prostu
powiela schemat, który obowiązuje w pierwszej drużynie. gdzie samodzielna
myśl, jakieś kombinowanie z ustawieniem? Ale z pewnością nie miałem żadnego
konfliktu z trenerem Czesławem Michniewiczem. Także z asami pierwszego składu
potrafiłem sobie poradzić. Był taki mecz z Polonią Środa. Wygraliśmy
4:0, u mnie w składzie m.in Zakrzewski, Tyrajski, Piskuła czy Wójcik.
Rutyniarze, którzy jednak po sukcesie cieszyli się jak dzieci - wyjaśnia
obecny trener "zielono-białych". Nieoficjalna, chyba jednak bliska
prawdy wersja. szalę goryczy przechyliły ciągłe kłopoty finansowe drużyny
z ul. Bułgarskiej. w chwili, gdy brakowało na pensje i inne pilne należności
drugi zespół tak samo jak jego kadra szkoleniowa znalazł się na samym końcu
listy do kasy. Araszkiewicz nie chciał i nie musiał się z tym pogodzić.
Odszedł jednak do klubu z wielkimi tradycjami. Wystarczy wspomnieć: 93 lata
istnienia, dwa tytuły Mistrza Polski, pięć razy drugie miejsce, raz półfinał
pucharu Polski. Tylko 18 sezonów w ekstraklasie, poza tym występy w 2 i 3
lidze. Warta to jednak królowa Poznania, drugi po "Kolejorzu" najbardziej
rozpoznawalny klub. Obecna Warta to całkiem inne realia. Wolnorynkowe. Jest
grupka drobnych i oddanych sponsorów, nie ma natomiast tego strategicznego -
jakim przez lata były Zakłady Cegielskiego. Choć na początku
"Arasia" spotkał lekki szok: grupka starszych graczy próbowała
podyktować mu swoje warunki finansowe. - Gdy na dzień dobry powiedzieli,
że tyle i tyle, spokojnie odpowiedziałem, że maksymalnie połowa i do tego
brutto.. - wspomina. - Potem, zresztą i tak prawie wszyscy odeszli.
Nawet nie musiałem ich wyrzucać. pojęli, parafrazując znanego detektywa:
"z kim tańczą".. Tak zaczęła powstawać całkiem nowa drużyna.
Bez pseudogwiazd, za to z chłopakami, którzy naprawdę chcieli grać. Nie było
jednak wyników. Seria bez zwycięstw, bez strzelonej bramki. Co bardziej
krewcy kibice zaczęli krzyczeć z trybun, że Araszkiewicz ma wypie.. - Było
mi przykro. Tak zwyczajnie, po ludzku. Przy okazji, tego nie zapomniałem
- mówi trener drużyny z Dolnej Wildy. Bardzo pomógł mu wtedy Andrzej Żurawski,
trener od wielu lat związany z klubem, poza tym ojciec Macieja, najdroższego
polskiego piłkarza.
Araszkiewicz jest
absolwentem tzw. "kuleszówki", szkoły trenerów, która od kilku
lat funkcjonuje w Warszawie. Kończy ją wielu byłych zawodników, którzy
potem próbują swoich sił w trenerskim fachu. - Z większością
absolwentów mam świetny kontakt. Nieraz jest tak, że gdy czegoś nie wiem,
to po prostu dzwonię. Pytam o mikrocykl, sposób przekazania koncepcji. Z
praktycznymi ćwiczeniami nie ma problemu - zdecydowaną większość sam
pokazuje - opowiada. Całkiem niedawno doszło do zabawnej sytuacji. W
klubie pojawiła się spora grupka nowych graczy. Pierwszym testem,
sprawdzianem przydatności był.. wyścig na 100 metrów z trenerem.
Bezapelacyjnie wygrał go 40-letni Araszkiewicz. Filozofia jest taka, by skład
oprzeć na chłopcach z Poznania i Wielkopolski. Dobre duchy drużyny to
Tomaszowie: Magdziarz i Rybarczyk. Obydwaj z epizodami w pierwszej lidze. Poza
nimi dwaj inni rutyniarze: Czesław Owczarek, który jest zarazem grającym
asystentem Araszkiewicza i Sławomir Konkiewicz. Do niedawna był eks-bramkarz
Lecha, Norbert Tyrajski, który jednak wyjechał do Grecji. Inny zawodnik
"Kolejorza", Paweł Wojtala definitywnie zakończył karierę i
obecnie pełni funkcję menadżera ds. marketingu. - Nie chciał rozmieniać
się na drobne. karierę skończył w pierwszej lidze. I ja jego decyzję
rozumiem, szanuję - tyle trener, który zarazem wyjaśnia, że nigdy nie
było tematu przyjścia do zespołu Krzystzofa Piskuły. - Od kogoś usłyszałem, że niby do mnie dzwonił, a ja
powiedziałem, że nie ma najmniejszych szans. bzdura, nie było żadnego
kontaktu. O tym, że po odejściu z Arki Gdynia obecnie gra w Mieszku Gniezno
sam zdecydował. Drużyna mierzy w górną połowę tabeli. Choć nie
brakuje i takich, którzy już teraz mówią o awansie Warty do drugiej ligi. -
To nie jest takie proste, poza ludzkim potencjałem ważne są przecież
finanse - zastrzega Araszkiewicz. - Satysfakcję sprawiają mi jednak
postępy, które regularnie czynią zawodnicy. Maciej Piątek był niedawno na
testach w Podbeskidziu Bielsko Biała. Wrócił, bo nie spodobała mu się
panująca tam atmosfera. Zresztą przeszło połowa pierwszego składu ma
papiery na grę w wyższych klasach rozgrywkowych. Od nich zależy co z tym
darem zrobią. Bo zmarnowanych talentów Poznań widział już całe mnóstwo.
Mecze
Warty pokazuje telewizja WTK. W tym także trener Araszkiewicz upatruje jednej
z ważniejszych przyczyn małej frekwencji na trybunach. - Przychodzi po
200-300 osób, choć wiem, że wyniki interesują znacznie więcej osób -
ubolewa. Kibiców dodatkowo odciąga "Kolejorz". - Wystarczy
sobie policzyć: 25 złotych bilet na pierwszą ligę, 10zł na trzecią, dla
normalnego śmiertelnika staje się to znacznym wydatkiem, mimo iż dbamy, aby
terminy spotkań ze sobą nie kolidowały. Poza tym raczej tylko w symboliczny
sposób, głównie poprzez przekazywanie środków na szkolenie młodzieży,
wspiera nas miasto. Wśród decydentów oczkiem w głowie pozostaje Lech.
Szkoda.. - tłumaczy "Araś". Tym bardziej, że nawet na
trzecioligowych boiskach nie brakuje walki, często wysokiego poziomu i
zawodników z ciekawą przeszłością. W Toruniu gra były napastnik Lecha,
Jarosław Maćkiewicz, w Unii Janikowo Marcin Drajer, poza tym są także
rezerwy Amiki Wronki i Kolejorza. - Co roku pojawia się także cała
plejada uzdolnionych graczy. Co ja mam zresztą dużo mówić - wystarczy
przykład Warty. Tutaj swoją karierę zaczynał przecież Maciek Żurawski,
Krzysztof Ratajczyk, szlify zdobywali Grzeogrz Rasiak i Tomek Iwan. I
"wiara" z Poznania o tym pamięta. teraz pozostaje tylko, żeby
zechciała osobiście przyjść na stadion. gwarantuję, że w każdym meczu będzie
walka. To nigdy nie będzie stracony czas.. - puentuje trener.
:: BTP
::
Tekst
pojawił się w Bezpłatnym Tygodniku Poznańskim. Kopiowanie i
rozpowszechnianie zabronione!
|