::: LEGIA
- BAYER L. : MECZ BARDZO TOWARZYSKI :::
Bohaterem
wstępu będą połowy. Mecz komentator podsumował mówiąc: „Słaba
gra Legii w pierwszej połowie, doskonała w drugiej”. Z tymi słowami
zgadzam się w połowie. W pierwszej połowie.
To
prawda, że to, co w pierwszych 45 minutach oglądało 10 tysięcy kibiców na
Łazienkowskiej w pięknych lipcowych okolicznościach przyrody nijak nie
zobowiązuje do pochwał pod adresem aktorów tego widowiska. Obrona Legii
poczynała sobie katastrofalnie. Kompletny brak agresywności w kryciu
powodował, że gracze Leverkusen przechodzili przez defensywę Warszawian jak
przez masło. W dodatku niezbyt pewnie prezentował się Fabiański. Zbierając
to wszystko razem aż dziw bierze, że skończyło się tylko jedną straconą
bramką. Błąd w kryciu Sokołowskiego, który nie wyszedł przy pułapce
ofsajdowej wykorzystał bez problemów Franca. Oprócz tego Woronin trafił w
słupek, a chwilę przed końcem pierwszej połowy minimalnie chybił z kilku
metrów.
W
ataku wiele lepiej nie było. Parę ciekawych, pomysłowych akcji w ofensywie,
rozbijających się o jedno: brak egzekutora. Grając szybkie akcje flankami z
dograniami na wolne pole, chcąc nie chcąc, obok skrzydłowych trzeba mieć
kogoś, kto te akcje wykończy, a Legia takiego snajpera zwyczajnie nie ma.
Ani Klatt, ani Szałachowski, ani Saganowski nie są klasycznymi egzekutorami,
oni szarpią grę z przodu, a nie opierają się na strzeleckim instynkcie i
nie biegają po całym polu karnym, czekając na dogranie. Zanim ktoś powie,
że przesadnie filozofuje i bawię się w Strejlaua dodam tylko, że Legioniści
mieli duże problemy z oddawaniem strzałów. Do tego stopnia, że żaden z
nich nie trafił w bramkę. Obrazu niepowodzenia dopełnia fakt, że jeśli młodsza
rodzina pyta Was, co to jest eksperymentalny skład, to nie widzę w pobliżu
lepszego przykładu niż defensywa Bayeru w tym spotkaniu.
W
drugiej części Bayer nadal grał na poziomie (bez urazy) Amiki Wronki, za to
Legia poczynała sobie nieco lepiej. Wpływ na to miała szybko strzelona
przez Polaków bramka. Po rykoszecie od dośrodkowania Klatta piłka wpadła
pod nogi Karwana, a ten huknął z 11 metrów nie do obrony. To uskrzydliło
Warszawian, ich ataki stały się coraz częstsze, ale były zbyt chaotyczne,
aby mogły przynieść efekt. Szczęście, że Niemcy zbytniej ochoty do gry
nie przejawiali. Grali statycznie, ospale i niedokładnie. Z takim
przeciwnikiem Legia przegrać nie mogła, od 60. minuty praktycznie nie
schodziła z połowy Bayeru. Na trybunach święto, ale bramek brak. Wreszcie,
w 74. minucie wybita przez Szalę piłka znalazła się obok zupełnie
niepilnowanego Saganowskiego, który mocnym wolejem z 20 metrów pokonał
Butta. I choć Legia panowała nad sytuacją to więcej goli już nie padło.
W końcówce sporo ożywienia wniósł Janczyk, uczestnicząc w paru groźnie
zapowiadających się akcjach, ale brakowało mu trochę zimnej krwi. Co nie
zmienia faktu, że jeszcze zapewne o nim usłyszymy.
Zwycięstwo
Legia bardziej niż własnej grze zawdzięcza niemocy Bayeru. Niemcom na
wyniku zbytnio nie zależało. To raczej nie był epilog kiepskiej końcówki
poprzedniego sezonu „Aptekarzy”, Niemcy dopiero zaczęli
przygotowania do nowego sezonu i jeśli Legia trafi w Pucharze UEFA na Bayer,
to mimo urzędowego optymizmu nie widzę warszawiaków w glorii zwycięzców.
Legia Warszawa- Bayer Leverkusen 2:1
(Karwan
46, Saganowski 74- Franca 28)
LEGIA:
(oceny w 10- stopniowej skali,
kreska znaczy, że grał za krótko, by go oceniać, „->xx”
oznacza, że zawodnik zszedł w xx minucie, a „<-xx”, że w xx
minucie wszedł na boisko, „żk”- żółta kartka, „czk”-
czerwona)
Fabiański
(3)-
koszmarnych błędów nie popełnił, przy golu nie miał szans, ale pewnie się
między słupkami nie prezentował, jak choćby przy dobitce strzału w słupek
Woronina, wypuszczając piłkę z rąk. Trudno będzie mu zastąpić Boruca
Sokołowski (3)- zawinił przy bramce Francy, w drugiej połowie
niczym specjalnym się nie wsławił, ale i nie było czym
Szala (6, żk)- najsolidniejszy z obrońców, łatał dziury po
kolegach, kilkakrotnie dobrze ustawiony zażegnywał niebezpieczeństwo,
„asysta” przy golu Saganowskiego
Choto (3)-
nigdy nie było go tam, gdzie coś się działo. Właściwie można było
odnieść wrażenie, że nigdzie go nie było. Kompletnie niewidoczny
Kiełbowicz (5)-
raz udanie znalazł się w polu karnym i zatrzymał groźnie szarżującego
Freiera, tradycyjnie biegał po całym skrzydle, ale za wiele z tego nie
wynikało
Surma (4)-
środkiem Legia za wiele nie grała, więc sobie nie porozgrywał, w
destrukcji poprawnie
Magiera (6,
->90)- robił, co mógł, zostawił sporo zdrowia na boisku,
zanotował parę przechwytów, ale niezbyt aktywny w ofensywie
Smoliński (4,
->75)-
dobre, szybkie podania przeplatał niepotrzebnymi dryblingami i dograniami do
nikogo. Jak na odkrycie ubiegłego roku- marniutko
Karwan (8,
->85)- najlepszy na boisku, szybki i trudny do zatrzymania,
dobrze dryblujący, motor napędowy Legii, idealnie znalazł się w polu
karnym, zdobywając bramkę
Szałachowski (-,
->36)- nie pograł sobie, zszedł po pół godzinie z rozbitą głową
Klatt (4)-
groźny, choć niecelny strzał zza pola karnego, ewentualnie można mu
przypisać asystę przy golu Karwana, ale mało widoczny w ataku
Saganowski(
6, <-36)- miał kilka okazji, potrafił stworzyć zagrożenie, zdobył
ładną bramkę, jednak co do skuteczności można mieć zastrzeżenia
Vuković (-,
<-75)- pojawił się na ostatni kwadrans, niczym specjalnym się
nie wsławiając
Janczyk (-,
<-85)- z tego chłopaka Legia będzie mieć pożytek. Być może
już niedługo
Rzeźniczak (-,
<-90)- grał może trzy minuty, nie dotykając chyba nawet piłki
BAYER:
Butt (3)-
dwa strzały w światło bramki, oba wpuszczone, ale i przy obu bez większych
szans
Gonzalo (3)-
przy
pierwszej bramce dał się łatwo ograć Legionistom, ale przeciął dobre
dogranie Janczyka do Saganowskiego
Callsen- Bracker (2)-
nie zdążył ani do Karwana, ani do Saganowskiego, zawalając obie bramki
Mudouni (2)-
po rykoszecie od jego nogi piłka dostała się pod nogi Karwana, a ten
strzelił bramkę, zaspał również przy drugim golu. W sezonie to on nie
pogra…
Babić (4,
żk)-
powinien wylecieć z boiska za szarżę na Szali, ale skończyło się na żółtej,
po tym faulu dostał nagłej ochoty do gry, ale szybko mu ona przeminęła
Freier (6,
->65)- w drugiej połowie w ofensywie istniał tylko on, zanotował
parę rajdów skrzydłem, ale znacznie lepiej grał w Pucharze Konfederacji
Ramelow (3)-
wyszedł z założenia, że nie ma po co się męczyć, spośród pierwszej
jedenastki Bayeru on zawiódł najbardziej
Rolfes (3)-
perfekcyjnie dogrywał piłkę do najbliżej stojącego partnera, tak więc
strat nie miał prawie wcale. Kreatywność iście zerowa
Krzynówek (5,
->76)- trochę podryblował, dwa razy ośmieszył obronę Legii,
ale obok tego kilka strat, przeciętny występ
Woronin (7,
->80)- jak ma dzień jest nie do zatrzymania, tym razem dnia nie
miał, ale i tak Legioniści mieli z nim poważne kłopoty, dwa razy
centymetry dzieliły go od zdobycia bramki
Franca (6)-
miał dwie okazje, wykorzystał jedną, więc skuteczność całkiem niezła.
W drugiej połowie nikt mu nie dogrywał, toteż i efektów żadnych nie było
Barnetta (-,
<-65)- zmienił Freiera i w tym momencie ofensywa Bayeru
ostatecznie zamarła
Hergesell (-,
<-76)- wszedł, kiedy Bayer już nie grał, więc niczym wyróżnić
się nie mógł
Schitzler (-,
<-80)- przynajmniej Warszawę sobie obejrzał
:: Jędrzej
IV Śniady ::
|