::: EL.
MŚ: RZESZÓW 2005 - AWANS POLSKI! :::
Witam
znowu. Jestem tu po to aby napisać coś o eliminacjach do mistrzostw świata
w piłce siatkowej mężczyzn. Głównie mam zamiar napisać jak bardzo dobrze
polska grała z Bułgarami a potem bardzo wyrównany mecz lecz niestety
przegrany z Rosją, ale o Rosji potem.
Po
wygraniu meczu z Estonią, Polska miała do pokonania Bułgarie.
Okazało się również,
że sporo pustych miejsc w pięknej hali na Podpromiu podczas pierwszego dnia
rzeszowskiego turnieju było tylko "wypadkiem przy pracy". Na godzinę
przed starciem z Bułgarami hala wręcz "kipiała" dopingiem ponad 4
tysięcy wspaniale dysponowanych fanów. Atmosfera nie odbiegała od tej jaka
panowała na spotkaniach Ligi Światowej w Bydgoszczy, Łodzi czy Katowicach.
Takie bezcenne wsparcie mogło zadziałać tylko w jeden sposób.
Polacy
grali znakomicie, wręcz wspaniale!! Tym razem grała cała drużyna a nie jak
dawniej sam Murek. Musze pogratulować bardzo dużemu zaangażowaniu Świderskiego
oraz Wlazłego. Ci panowie naprawdę zdali z siebie wszystko i to z
oczekiwanym skutkiem. Lecz oczywiście nie można zapomnieć o doskonałych
blokach Gruszki i o pozostałej bardzo dobrej grupowej współpracy.
"Biało-czerwoni" w pierwszej partii wręcz rozbili rywali, którzy
dzień wcześniej stoczyli niezwykle zacięty bój z Rosjanami. Bułgarzy
przypomnieli jednak, że nie są "chłopcami do bicia" i w drugiej
odsłonie wykorzystali rozluźnienie podopiecznych Lozano, fundując im przysłowiowy
"zimny prysznic". Decydująca o losach konfrontacji okazała się
trzecia partia, a w niej kluczowe punkty zdobył Paweł
Zagumny. Po tym wygranym meczu z Bułgarią nasi chłopcy mieli
już zagwarantowany pobyt w przyszłorocznych Mistrzostwach Świata, ale czekał
ich jeszcze jeden mecz z Rosją. Sam
pojedynek z czwartą w rankingu FIVB ekipą świata miał jedynie prestiżowe
znaczenie i tylko wypada się cieszyć, że "biało-czerwoni" uniknęli
w nim niepotrzebnego blamażu. Po dwóch przegranych partiach (ta druga była
wręcz nokautująca) podopieczni Lozano pokazali charakter. Przy wsparciu
rzecz jasna gorąco reagujących fanów odrobili straty i w tie breaku
walczyli jak równy z równym. O nieznacznej porażce zadecydowała nie słabsza
dyspozycja Polaków, ale to co wyprawiał na parkiecie Semen
Poltavsky. Serbski trener Goran Gajić wiedział co robi, sadzając na
ławce ponad dwumetrowego (dokładnie 208 cm) Siergieja Baranova. Sześć
centymetrów niższy Poltavsky miał doprawdy "dzień konia".
Rozgrywający Konstanty Uszakow wszystkie najtrudniejsze piłki kierował właśnie
na niego i zawodnik Dynama Moskwa z reguły nie zawodził. Swój kapitalny
występ ukoronował przy meczbolu asem serwisowym. Uderzona przez niego piłka
leciała z prędkością 114 km/h! Mamy nadzieję, że Poltavsky nie będzie
tak skuteczny przy kolejnym pojedynku z Polakami.
Okazja
do rewanżu nadarzy się już niebawem. We wrześniowych mistrzostwach Europy
jednym z naszych grupowych rywali są właśnie Rosjanie. Dla Mariusza Wlazłego,
Łukasza Kadziewicza, Michała Winiarskiego, Arkadiusza Gołasia czy Wojciecha
Grzyba będzie to pierwsza szansa na spektakularny sukces. Wierzymy, że głodne
sukcesów "młode wilki" Raula Lozano pokrzyżują plany faworytom i
przy odrobinie szczęścia sami wskoczą na podium.
:: OJQ
::
|