:: Ballada o piwnicznych zbokach
ale ja mam, no wam mówię
potworny dylemat; delikatni
niech odejdą bo to śliski temat.
no więc otóż: w czwartek rano
zeszłam do piwnicy, by poszukać,
bo już jesień, wełnianej spódnicy.
idę idę, nos zatykam, bo śmierdzi
sikami, no i stracha mam, bo słyszę
jak ktoś trzaska drzwiami.
my to mamy w naszym bloku
różne wydarzenia, po piwnicach
banda zboków snuje nić zgorszenia.
no już trudno, drzwi zamknięte,
ja patrzę - o żesz ku.. - jakiś facet metr
pińdziesiąt lufę ma na wierzchu.
lufa lufą, mi nie dziwne,
widziałam niejedną, lecz przy członku
pana Waldka wszystkie inne bledną.
że bynajmniej atmosfera piwniczna
nie sprzyja, by uprawiać tu
współżycie, więc zbok dostał w ryja.
no i w sumie za dni parę
w sądzie mam rozprawę, że takiemu
wyuzdańcu przerwałam zabawę.
rozpękły się ideały, plus straciłam
wiarę, bo za niewypięcie dupy
muszę ponieść karę.
- Mirka Szychowiak
|