| ::: Łowca Dusz
... .. . .
"Znowu się na niego gapił. Już trzeci dzień
z rzędu przychodził tu po południu i wlepiał w niego swe oczy,
szkliste i roziskrzone jak mydlana bańka. Już trzeci raz z rzędu
czuł to samo podniecenie... Identyczne z tym, które zapłonęło w
nim przed trzema dniami, wciąż niezmienne w swej stałości.
Ten sam żar... Wciąż ten sam. Zdawało się, że mógłby trwać
wiecznie, że nigdy nie zgaśnie... Tylko przybierze na sile i
rozpali wiecznym ogniem.
A on czekał na to... Czuł, że już niedługo ogień wybuchnie ze
zdwojoną siłą, A podlany benzyną złotego blasku, eksploduje żarem.
Jego młodzieńczy instynkt, był jak sufler... I szeptał mu to,
dokładnie od trzech dni tańczenia, na tej cholernie zakurzonej
scenie tak, jak mu blask zagra."
Gwizdon ::: 1919 ... .. . .
"Zobaczyliśmy lecący nad naszymi głowami
samolot. Im bardziej się zbliżał, tym stawał się dla nas większy.
Jego krokodyl – znak II armii, świecił się od popołudniowego słońca.
Gdy zaczął podchodzić do lądowania na prowizorycznym lądowisku,
dostrzegłem, że to KW-„Kwidrof”, szeroko stosowany w naszych
wojskach jednopłatowiec. Zaczął powoli podchodzić do lądowania.
Po zatrzymaniu się z kabiny wyskoczył jak oparzony pilot.
Jako iż stałem najbliżej, udałem mu się na spotkanie."
::: Obcy w łazience
Pana Romana ... .. . .
"Rozmasował obwisłą skórę na twarzy i
poczuł, że policzki porasta mu kłująca strzecha.
Wyglądał na bardzo zaniedbanego. Ubrany był w biały podkoszulek
usmarowany na środku brzucha dżemem i bokserki w bajkowe goryle.
Czuł się z resztą też nie najlepiej... Gdy cztery dni temu
wyjechała Stara od razu wziął tygodniowy urlop w pracy i każdy
wieczorek spędzał na piciu z koleżkami... Rozmawiali wtedy o
dawnych latach, gdy światem rządził rock’n’roll, gdy wszyscy
mieli długie włosy i obcisłe dzwony, nie wspominając o
kolorowych koszulach rozpiętych tak, by odsłaniać klatkę
piersiową. To były czasy, nie ta szarość codzienności jak dziś."
Seth ::: W płomieniach młodości
... .. . .
"Krzyki, wszyscy krzyczą; uczniowie w tych
swoich zabójczo białych ubrankach; nauczyciele w równie
przepisowych czarnych strojach i policjanci w tych swoich zabawnych
kamizelkach. Gdzieś w oddali jakiś męski głos zaśmiał się głośno,
a na końcu korytarza było słychać głośne ujadanie jakiegoś
psa. Czysty chaos. Policjanci coraz sprawniej, w asyście strażaków
i trudnych do nazwania mężczyzn w czarnych kamizelkach, zapełniali
całą szkołę. Idealne mięso armatnie..."
::: Londyńskie
Mosty ... .. . .
"O czternastej czasu Środkowoeuropejskiego
Stasiu standardowo zabrał się za swą ulubioną grę wideo
"Londyńskie Mosty". Czytał również niedawno w Play'u,
że niedługo ukaże się w Polsce druga część tej może nie
cudownej, lecz zdaniem Stasia cudownej gry. Po godzince grania
niespodziewanie zadzwonił telefon. Stasio podjął decyzję może
nie najważniejszą w swym krótkim życiu, ale jakże roztropną,
aby odebrać połączenie." |