spis treści | poprzednia strona | następna strona
60 Władca Pierdzieli: Nie Wierzę!

Już przy samym wejściu przywitał ich wysoki elf, z dwoma zwisającymi warkoczami.
- Nie wierzę! Wreszcie powróciłaś do domu, Narwano. Widzę, że nie jesteś sama. To jest pewnie Dżony, kolejny twój wybranek po Alagolnie.
- Tak tato, to jest Dżony. - Narwana szturchnęła go łokciem.
- Elo, Dżony jestem. - odpowiedział Dżony, starając się być kulturalnym. - Chwilunia, ja pana skądś znam… Pan nie jest przypadkiem tym agentem ze Szmatrixa?
- Plotki i pomówienia, chłopcze.
- Nie wierzę…
- Ekhm… Tja, chodźcie do domu, bo tu się zimno robi.
Razem we trójkę weszli do małej chaty, będącej domem rond-Ela. Chata tylko z zewnątrz wydawała się mała. W środku wiły się setki korytarzy, prowadzących do ogromnych sal. Narwana i Dżony szli za rond-Elem, by się nie zgubić, i doszli do wielkiej sali, na środku której stał długi stół. Na stole roiło się od wszelkiego rodzaju potraw, lecz Dżony od razu zwrócił uwagę na duży wybór trunków.
- Ja pierdzielę, jabol, bimber, piwo, winiacz, nie wierzę, ile tego jest?! - nie wytrzymał.
- To co Dżony? Po kielichu na dobry początek? - spytał rond-El, nalewając już do dwóch kieliszków dużą ilość jabola.
- Nie wierzę! Od razu przechodzisz z gościem do chlania. Może zjedzmy coś najpierw... Wybacz Dżony, ale mój tata już taki jest. Ma słabość do alkoholu...
- Nie wierz... hyp... Znaczy, nie szkodzi… hyp… Narwano... hyp - odpowiedział Dżony, po wypiciu już całej butelki wiśniówki.
- Wiziz jagi miiiły gosić? Hyp! - poparł Psikutę nieźle upity już rond-El. - Porzegaj jak siiii pogażę dragi, jagiiie tu mamy!
- W takim razie wy tu sobie pijcie i ćpajcie, a ja pójdę zobaczyć co tam u moich przyjaciółek.
- Idź babo, idź. My tu z Dżonym sobie pogadamy jak chłop z chłopem.
Gdy tylko Narwana wyszła, rond-El rozpoczął rozmowę:
- I co Dżony? Podoba ci się moja córka? Dam ci radę, bo widzę że jesteś porządny gość, nie jakiś fagas jak ten jej poprzedni, Alagoln. Słuchaj, teraz to może i jest wam dobrze, ale ta moja Narwana to okropna baba jest. Mówię ci, nie będziesz miał z nią chłopie łatwego życia. Daj sobie z nią spokój. Ja mogę ci załatwić... wiesz, tu w Rywindale mamy bardzo ładne elfki...
- Ale ja kocham Narwanę.
- Nie wierzę! To się tak tylko mówi, zobaczysz co my tu mamy i od razu zmienisz zdanie. - rond-El wyciągnął komórkę:
- Memory, siks, najn. Rond-El. - schował komórkę - i wszystko jasne.
Drzwi się otworzyły i do sali weszły dwie, piękne elfki. Jedna podeszła do rond-Ela i zaczęła go masować po plecach, druga zaś ruszyła w stronę Dżonego.
- Nie wierzę! Miałeś rację rond-El. - powiedział Dżony jeżdżąc wzrokiem po elfce i poddając się w końcu jej pieszczotom.

Psikuta obudził się następnego dnia w łóżku. Obok niego leżała nieznajoma z poprzedniego wieczoru. Dżony nie chciał jej budzić, więc spróbował drugą stroną wstać z łóżka, lecz spojrzał dół i zobaczył pod swoim wyrem drugie łóżko, na którym leżał rond-El i jego elfka. Zszedł po drabinie, którą zauważył dopiero teraz u stóp łoża i obudził delikatnie rond-Ela. Ten chrapnął, mruknął coś w niezrozumiałym języku i otworzył oczy.
- rond-El, wstawaj. Musimy pogadać.
- Ale o czym? Nie wierzę, czyżby nie podobały ci się przeżycia z tej nocy?
- Właśnie o to chodzi, że nic nie pamiętam. Upiłeś mnie do nieprzytomności, a teraz się budzę w łóżku z nieznaną mi kobietą.
- Kwestia przyzwyczajenia, ja tak mam codziennie...
- Wstawaj, musimy pogadać o Narwanie.
- O cholera! A jak ona cię szuka? Kurde, o tym nie pomyślałem... Dobra, już wstaje.
Rond-El wstał szybko z łóżka, lecz z wrodzoną u elfów delikatnością i gracją, by nie obudzić swej towarzyszki. Ubrał się i poszedł z Dżonym do swojego gabinetu.
- Słuchaj, ja ci powiem, że jak moja córka się dowie o tym, co miało dziś miejsce w nocy, to jesteś trupem. Uciekaj stąd lepiej. Masz, weź to. Przyda ci się. To jest rzondło, krótki miecz złodziejski. Tam są drzwi. Żegnaj, Dżony. I niech koc będzie z tobą!
- Chyba ci się filmy popierdzieliły, rond-El.
- Eee… racja. No to powodzenia.
- Dzięki.
Dżony schował za pazuchę rzondło i ruszył w stronę wyjścia. Przy wyjściu z Rywindale zauważył kłócącego się ze strażnikiem Alagolna. Schował się za ścianą i nasłuchiwał:
- Mówię ci kletynie, że jestem narzeconym Nalwany, cólki lond-Ela! A to jest mój... przyjaciel, Gejomil. On jest władcą Kondomu.
- Nie wierzę! Przykro mi, ale nie mogę was wpuścić na teren królestwa Rywindale.
- Ja to załatwię, Alagolnie - odezwał się Gejomir i począł machać ręką przed oczami strażnika.
- Możecie wejść.
- Możecie wejść. - powtórzył strażnik.
- Otwieram wam wrota.
- Otwieram wam wrota.
- Miłego pobytu w Rywindale.
- Miłego pobytu w Rywindale.
Wrota do elfowego królestwa stanęły otworem. Alagoln wraz z armią Gejomira weszli do środka, lecz Gejomir rzucił jeszcze na pożegnanie strażnikowi:
- Jestem palantem.
- To wiem i bez twojego machania ręką. - odpowiedział strażnik i zniknął w małej budce koło wrót.
Dżony ruszył też do wyjścia, lecz po drodze nadepnął na gałąź.
- Gejomirze, chyba coś słyszałem. - powiedział Alagoln.
- Tak, ja też to słysałem.
- Panie Gejomirze, mamy tu intruza! - potwierdził żołnierz, trzymając w uścisku Psikutę. - Znaleźliśmy go tu, niedaleko wejścia.
- To on! To on odbił mi Nalwanę! Pożałujes gnojku! Ale najpielw Nalwana.
- Trzymajcie go mocno, żeby nie uciekł - rozkazał żołnierzom Gejomir. - Ruszamy na zamek!
- Ruszamy na zamek!!! - wrzasnęli chórem żołnierze.
- Porwali piwo Warka! - wydarł się pijany żołnierz.
- Nie wierzę!!! - wydarł się, stojący obok pijanego, żołnierz.
Wszyscy ruszyli do chaty rond-Ela. Żołnierze rozproszyli się po całym wnętrzu elfowego pałacu, a Alagoln i Gejomir zostali na środku, przy wejściu i czekali na meldunki żołnierzy. Żołnierze Gejomira przeszukiwali całą chatę i zabijali wszystkich elfów, których napotykali po drodze. W końcu komórka Alagolna zadzwoniła:
- Alagoln, słucham.
- Panie, mamy dziewczynę.
- Nie wierzę, tak sybko? Wspaniale. Już do was idziemy. Gejomirze, chodź, znaleźli Nalwanę.
We dwóch ruszyli korytarzem do sali, z której dzwonili żołnierze Gejomira. Gdy doszli do niej, Alagoln od razu się zwrócił do Narwany:
- Mówiłem ci, że pożałujes. Nie zabiję cię tu na miejscu, będzies umielać powoli, w oklopnych mękach.
- Nic mi nie zrobisz! Żołnierze mojego ojca zabiją ciebie i twojego Gejomira, a ja będę z uciechą patrzyć na waszą śmierć!
- Nie byłbym taki pewien... - odparł z satysfakcją na ustach Alagoln, a do sali weszło dwóch żołnierzy, trzymających rond-Ela.
- Tato! - wrzasnęła Narwana.
- Córko, nic nie możemy zrobić! Ten Alagoln wymordował wszystkich elfów! Kurde, żebyś ty się słuchała ojca, no. Mówiłem ci, żebyś się nie wiązała z tym sepleniącym debilem.
- Wyplowadźcie tego stalucha, działa mi tylko na nelwy.
- Jakieś dalsze rozkazy, panie?
- Tak, zabijcie go.
- Nie!!! - wydarła się Narwana.
- Nie słuchajcie jej. Zabijcie go i to jak najsybciej.
Żołnierze wyprowadzili rond-Ela.
- Jak mogłeś! Tyle nas łączyło, a ty...
- A ty to wsystko popsułaś. Kochałem cię, a ty się związałaś z tym całym Dżonym. Jak mogłaś?!
- Dżony mnie obroni. On mnie kocha.
- Zbyt pewna siebie jesteś, maleńka.
Do sali weszli kolejni żołnierze, tym razem wprowadzając do niej skrępowanego Psikutę.
- Nie wierzę! Dżonusiu!
- Narwano! To nie jest tak, jak myślisz... Twój ojciec mnie upił, a później tak jakoś wyszło...
- O czym ty gadasz?
- A, to ty nic nie wiesz? Nie, dobra, nic nie mówiłem.
- Jego też zabijcie. - powiedział Alagoln.
- Tak jest, panie. - odpowiedział żołnierz i wyprowadził Dżonego z sali. Drzwi się za nim zamknęły, a zza nich dobiegł okropny krzyk.
- Nie, Dżony! - wrzasnęła Narwana, próbując wyrwać się z uścisku żołnierza.
- Już nic nie poradzis.
Wtem do sali wbiegł Dżony z rzondłem w ręku. Rzucił się na Alagolna i trafił go prosto w serce, potem odciął głowę Gejomirowi i ruszył zabić żołnierza, który trzymał Narwanę.
- Spadamy! Zaraz będzie tu więcej strażników. 
W tym momencie Narwanę trafiła strzała z łuku, zabijając ją. Psikuta nie przejął się tym faktem zbytnio i uciekł z chaty rond-Ela. Przy wejściu do niej, spotkał ciężko rannego rond-Ela.
- Dżony, słuchaj mnie uważnie. Nie masz za dużo czasu. Musisz uciekać. Przy głównym wyjściu roi się od żołnierzy Gejomira, ale jest jeszcze inna droga ucieczki - kanały Rywindale. Za moją chatą jest klapa. Podnieś ją i zejdź na dół. Tylko uważaj na siebie. I nie wierz nikomu… - rzekł rond-El i skonał.
Dżony ruszył za chatę, podniósł klapę i zszedł do ciemnego korytarza

 
Cthulhu the Hutt [cthulhu69@op.pl]

|strona 60|