|
- A! Tu cię mam robaczku! – powiedział Borewicz, po czym wywinął orła. Gdy poniósł się, ścigany przez niego słoń stepował na stole. Porucznik związał się z tą czasoprzestrzenią i odpalił torpedy protonowe. Minęły jednak słonia, albowiem odstawił „Matrixsa” i schował się w mysiej dziurze. Tego było na wiele. Borewicz ostrzelał ścianę. Ta z rozpaczy popełniła sepuku, a jej rodzina popadła w delirium. Słoń w międzyczasie złożył się w kostkę i wysłał się do Szwecji. Przed oczami porucznika zaczęły latać różne mroczki, diabełki i krówki w paski. Wskoczył więc do Wisły w celu ablucji. Jednak zanieczyszczona woda zmutowała go, zmieniając w świnkę ze skrzydłami...
- Łysy! – Silny szturchał kolegą – Ale miałem k*** tripa! Taki p**** sen! Borewicz, świnie...
- Już nigdy k*** więcej nie kupujemy koksu k*** od ruskich – Stwierdził łysy i posłał białe myszki do monopolowego.
Gwizdon odyniecandpuzon@tlen.pl
Gwizdon [odyniecandpuzon@tlen.pl]
|