spis treści | poprzednia strona | następna strona
57 Pola buraków

Polska - 2069 RL(Roku Lepperskiego). Miłościwie nam panujący do 2021 roku Lepper I niestety dawno wyłożył kopyta, jednak olbrzymi postęp bioinżynierii umożliwił sklonowanie naszego władcy. Aktualnie rządzi nami i podbitymi terenami od Białorusi po Chiny, Lepper IV, za którego panowania rozpadł się Związek Europejski, będący Unią jeszcze za Leppera III. W kraju panuje ci u nas dobrobyt dzięki zastosowaniu idealnego ustroju wprowadzonego przez Leppera II, będącego połączeniem komunizmu, anarchii, kapitalizmu i różnych imperialistycznych ideologii, zwanego na cześć twórcy lepperyzmem. Problemy społeczne trapiące społeczeństwo u progu XXI wieku zostały skutecznie rozwiązane. I tak: bezrobotnych wymieniono za granicą na dewizy lub zahibernowano, deficyt budżetowy znikł wraz z likwidacją budżetu, pedofili wykastrowano, a pieniędzy mamy tyle, że nie trzeba papieru toaletowego. Mimo zaspokojenia wszystkich potrzeb społecznych zawsze znajdą się jakieś elementy społeczne chcące zburzyć ustrój, bo gdy nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o władzę. Wspólny, niezrealizowany przez lata cel przejęcia władzy zjednoczył wszystkich przeciwników Lepperów, od masonów po liberałów. Co prawda Lepper do zwalczania opozycji wykorzystywał metody z bogatej tradycji przodków, ale wciąż jakimś elementom spiskowym udawało się przetrwać.
Tymczasem w jednej z dzielnic Wrocławia - Zakrzów City, w byłym PGRze im. Renaty Beger trwał właśnie konspiracyjny zjazd delegatów ugrupowań antylepperskich, gdzie debatowano nad coraz to nowymi sposobami przejęcia władzy.
- Drodzy towarzysze! - zabrał głos X klon J. M. Rokity - Uważam iż frontalny atak nie ma sensu. Mój poprzedni klon już próbował i potem z jego resztek ledwo udało się mnie odtworzyć. - relacjonował. 
-Ale mimo to należy dążyć do wyeliminowania elementu populistycznego ze środowiska politycznego. Ku chwale Ojczyzny!! - wykrzykiwał trzeci z braci Kaczyńskich, zamontowany po kawałku z obydwu oryginalnych.
- Mendy! Masoni! Żydzi! Wam zawsze chodzi o kasę i władzę, macie w d***e dobro kraju - grzmiał Giertych VI.
- Panowie, chyba mam konkluzję! - stwierdził Miller IX- Pamiętam jak wtedy na statku kosmicznym XCVLKDHWGHKTURG dobrał się do Leppera, Rokity i mnie. Na szczęście jakoś udało się nam zwiać. - chyba już zapomniał jak potwór wyssał mu mózg przez odbyt. - Musimy znaleźć w przeszłości XCVLKDHWGHKTURG i poszczuć nim Leppera. Tym razem nie ucieknie. Hehehe... - twarz Millera przybrała wygląd sadystyczny.
- Niestety z naszych wstępnych danych wynika że potwór po zderzeniu z elektrownią atomową w Czarnobylu uległ mutacji i teraz udaje prawie normalnego. - ocenił Rokita X. 
- No to co? Nasi bioinżynierowie tu mu doszyją, tam mu obetną i będzie jak dawniej... - Giertych VI sam wyglądał jakby coś takiego przeszedł. 
- Dobra, jutro wyślemy brygadę masonów w przeszłość, znajdziemy XCVLKDHWGHKTURG. Proponuję wypić za powodzenie misji... - zaproponował Rokita X. Miller nalał wszystkim po kielichu potrójnie filtrowanego denaturatu.

* * * 

Rozwalona nieco przez lata strzecha stodoły osłaniała czterech obleśnych meneli leżących pod ścianą w pozycji horyzontalnej. Kudłaty, Tadek, Pawliszyn i Juzef systematycznie i z wprawą pozbawiali wysmukłą flaszkę płynnej, siarkowej treści. Ubytek płynu był wprost proporcjonalny do natężenia pojawiających się w ich otoczeniu dziwnych zjawisk. Tadka oblazły kosmate pająki, wymienił się więc z Pawliszynem za kilka skrzatów w różowych stringach. 
Słyszałem cwelu że kręcisz nowy film erotyczny.... - zagadnął Tadek do cwela.
Tak, „Sierotka Marysia i czterdziestu alfonsów”. Szukam ciągle aktorów. Trudno dziś znaleźć kogoś kto zagra w takim filmie za pół litra... - żalił się. - A jak tam tabletki a'la Viagra, które wam dałem?
Były przeterminowane, ale i tak nie mieliśmy okazji wypróbować... - Tadek raczej nie dzwonił na 0 700. Z kolejnym łykiem menel doznał rozjaśnienia pamięci.
Cweluuuu... - rzekł Pawliszynowi sztucznie miłym głosem.
Czego k***a? - odpowiedział cwel równie kulturalnie.
Wiesz, że mam dobrą pamięć... pamiętam te 5 zł co je pożyczyłem ci tydzień temu... - Tadek wymownie polerował swój stary rewolwer kawałkiem filcu.
Eeeeeeeeeeeeeeeeee.... - Pawliszyn nerwowo szukał wytłumaczenia. Gdy go nie znalazł, przez chęć życia musiał oddać gotówkę z procentem, bo nie chciał dołączyć do tych zakopanych za stodołą dłużników. Jeszcze nie teraz. Sytuacja zaczęła mniej więcej wracać do normy, wszyscy widzieli już potrójnie. Spokój bytu zakłócił im tym razem przechodzący środkiem podwórka KOT. Gdy żule przekonali się że nie jest on tylko wizją, natychmiast wlepili w niego swe obłędne spojrzenia. Zwierz musiał być szalony, albo głupi. Nic co żyje w okolicy nie zbliżało się do siedziby meneli, nie chciało bowiem stać się zagrychą lub wycieraczką. Okaz ten był wyjątkowo odważny. Wygrzebał sobie w piachu dołek i począł uskuteczniać do niego defekację. Czterech kłusowników wyjęło już odpowiednie uzbrojenie. 
- Daj madafaka!!!!!!!!!!!! - w odpowiednim momencie rzucili się na żarcie. Kot na widok bandy śliniących się psychopatów podjął próbę ucieczki. Menele łatwo się nie poddali, jednak strzelanie do obiadu z pepeszy, procy, moździerza i śrutówki nie odniosło skutku. Po długim pościgu kot zabarykadował się w wychodku przy stodole. Oddział meneli okopany w pokrzywach posłał na pierwszy ogień Pawliszyna. Jak polegnie będzie najmniejsza strata. Cwel wlazł trzęsąc gaciami do wychodka, drzwi skrzypiąc zatrzasnęły się za nim. Chwilę ciszy przerwały dochodzące ze środka odgłosy walki, strzały, siorbanie i kwiczenie, trudno ocenić czyje. Nagle wszystko ucichło, menele obawiali się, czy kot nie dołożył Pawliszynowi. W końcu ciekawość wzięła górę i Tadek odważył się sprawdzić sytuację. Otworzywszy drzwi wychodka, stwierdził w nim brak zarówno cwela jak i zwierzyny łownej. Pod sufitem znalazł natomiast Chlora, wiszącego do góry nogami na drucie, gdzie za dawnych czasów wisiała żarówka.
- Co tu k***a tak wisisz? - spytał kulturalnie Tadek trącając Chlora lufą śrutówki.
- Jajco. Deratyzację mam w krypcie. Czego chcesz? - poinformował kryjąc się przed dziennym śwatłem.
- Przyznaj się co zrobiłeś z kotem i Pawliszynem! Byli tu przed chwilą. - menel nie był zbyt zadowolony ze straty zagrychy.
- Masoni. - oznajmił wampir - Zgarnęli cwela i kota gdy ci próbowali .. no ... yy. kopulować...
- Nie pie***ol mi tu!! Chcesz się wykręcić? - Tadek był zwolennikiem teorii spiskowej.
- No normalnie masz tu w sedesie taką anomalię czasoprzestrzenną. Codziennie wyłażą różne mendy i zakłócają mi sen. Raz był tu sam Lenin. Chciał upaństwowić ten kibel, ale potem poszedł w miasto robić rewolucję. Może to lepiej że wzięli jego a nie ciebie podczas oddawania potrzeby... - zreasumował Chlor. 
- To się w pale nie mieści.. - przyznał Tadek. W tym momencie na podwórko wbiegła nieznana im postać, która skierowała się ku kiblowi.
- Panie, to teren prywatny! - wydarł się Juzef. 
- Keine Grenzen! - odparł czerwonowłosy koleś i mijając Tadka wskoczył do wychodka, po czym wyjąc coś o sępie miłości zdematerializował się z deski sedesowej. 
- Spać k***a nie można, cały tydzień Gierek, Stalin, Kubuś Puchatek.... - wierzgał Chlor.
- To znaczy, że mamy tam po niego wleźć? - zdegustował się Juzef. 
- Eeee tam, lepiej jak go nie ma. - ocenił nietoperz - A właściwie po co wam ten cwel?
- Wszędzie potrzebny jest jakiś wioskowy przygłup. A tego kota to mu nie daruję!! - menel zirytował się i wlazł na kibel. Kudłaty dołączył do niego. 
- Na pewno zadziała? - Kudłaty chciał sie upewnić.
- Spoko, jak czerwoniec mógł, to my też.. - Tadek nie miał wątpliwości. - Te, Juzef, nie idziesz z nami? 
- Nie ma bata. Wbijam w to pieroga. - Juzef miał nagłą niedyspozycję zdrowotną po wcześniejszej konsumpcji lub po prostu się wydygał.
- To trudno.... Na trzy skaczemy... - przygotowywał się Kudłaty.
- Czypiendziesiont! - krzyknął Tadek. Szambo się rozstąpiło...

* * *

Długi, betonowy korytarz ciągnął się setkami metrów pod zabudowaniami dawnego PGRu im. Renaty Beger na Zakrzowie. Dolna jego część zaklejona była półmetrową warstwą krowich odchodów, jeszcze z dawnych lat, a ze ścian sterczały druty zbrojeniowe. Czwórka łysych masonów przemierzała go pchając klatkę nakrytą prześcieradłem. W klatce leżeli przywiązani do krat Pawliszyn i kot. Droga w końcu dobiegła końca, cwele zatrzymali się przy jednych z wielu drzwi, opatrzonych tabliczką: "Frank Enstein - doktor profesor psychobioastrofizyk". 
- Kto tam ? - zawołał zdławiony głos z wnętrza. 
- Misja nr. 5793, osobnik homo sapiens, płci nieustalonej, na życzenie samego wodza. - wyrecytował jeden z masonów. Po krótkiej chwili drzwi otworzyły się. Stał w nich koleś w białym fartuchu o posturze i urodzie R. Giertycha.
- Nareszcie! Nie spieszyliście się, szef zapewniał, że będzie rano.. - narzekał Enstein.
- Sorry szefie, ale mieliśmy małe problemy w wolnomodulatorze czasowym. - tłumaczył się mason. - Pod sufitem wisiał jakiś nietoperz, inwigilował nas. Mógł być agentem A. L. - sugerował. Doktor w międzyczasie zajrzał do klatki.
- A więc który z nich to XCVLKDHWGHKTURG?
- Ten duży, obleśny. - wskazał jeden z łysych. - W drodze mutacji przybrał taki wygląd. W oryginalnej postaci był tak obleśny, że wystarczyło na niego spojrzeć, by się na miejscu przekręcić. A nazywa się Pawliszyn.
- Pawliszyn??? Jak można się tak nazywać?!?! - polewał się Enstein. - To głupsze niż Lepper! Dobra, a ten drugi?
- To niejaki Kot. przechwyciliśmy go przypadkiem, gdy Pawliszyn próbował z nim kopulować. Nie było czasu rozdzielić... - przyznał dowódca misji. Enstein pomyślał chwilę, po czym zapisał coś w podręcznym notesie i rzekł:
- Dobra, wsadźcie go do lodówki. Musimy sprowadzić części i specjalistów. To trochę potrwa. - doktor pogrążył się znów w swej kanciapie. Masoni włożyli Pawliszyna i kota do lodówki, wynieśli natomiast genetycznie modyfikowaną półtuszę wieprzową ważącą 50 kilo.

* * *

W tym samym czasie, ale w innym wariancie przyszłości, Tadek i Kudłaty uciekali przed bandą rozwścieczonych ped... to zaczy homoseksualistów. 
- Kudłaty idioto! Jak se piliśmy tego ich jabola, to nie trzeba było gadać "geje", tylko "homoseksualiści". Kiedy ty się wreszcie nauczysz? - krzyczał Tadek. Menelom nie dopisywała kondycja, ale instynkt samozachowawczy kazał im uciekać. 
- To co poradzę, że sie do mnie dobierali? - wkurzył się Kudłaty. - Fajna przyszłość.. cywilizacja ge.... eee ... homoseksualistów. Ciekawe jak się rozmnażają? 
- Nie pi**ol, tylko biegnij. Widzę wreszcie coś murowanego. - dyszał Tadek. 
Na końcu asfaltowej ulicy obstawionej ekologicznymi, kartonowymi domami stał relikt dawnych czasów - murowana stodoła. Menele z ulgą zabarykadowali się w środku. Zawartość wnętrza przypominała bunkier Kpt.Odyńca. Pełno było różnych chemicznych akcesoriów i fetyszy. Stodoła była "laboratorium szalonego naukowca", jak głosił wielki napis na jej wrotach. Menele kilka azy sprawdzili całe pomieszczenie i nie stwierdzili żadnego zapasowego wyjścia.
- No i co teraz? - wydygał się Kudłaty.
- Zawsze jest jakieś wyjście awaryjne. - stwierdził Tadek. - Najpierw splądrujmy nieco, potem pomyślimy o zmyciu się. 
- Po namyśle wolę chyba tych naszych idiotów. - przyznał Kudłaty - Przynajmniej byli mniej agresywni, no może poza dresami.....
Pedałów na zewnątrz przybywało. Chcieli podpalić stodołę, ale bali się, że od tego zapali się ich kartonowe osiedle. Sami zresztą ubrani byli w worki po cemencie.
- Chyba uwierzyli, że w domach z betonu nie ma wolnej miłości. - zinterpretował Tadeusz grzebiąc starym zwyczajem w śmietniku.
- He, ale bajer.... - Kudłaty odnalazł w jednej z szaf dziwny jak na ich normy przedmiot. Składał się on z puszki po konserwie, zardzewiałego kołpaka od Warszawy, patyka od loda i czegoś w rodzaju pilota. Wszystko szczelnie oklejono taśmą i związano drutem.
- Stary, dobry sposób... - Kudłaty podobną metodą konstruował cały wystrój swej chałupy. Menel nacisnął pierwszy lepszy przycisk, lecz nie dało to wyraźnego efektu. Odłożyli więc rozpracowanie ustrojstwa na potem. Tymczasem pedały na zewnątrz ściągnęły ciężki sprzęt i były już bliskie wyważenia wrót stodoły. Kudłaty badając działanie wichajstra odnalazł pod spodem mały dzyndzel, którego przekręcenie spowodowało zaświecenie się paru lampek na obudowie. 
- Tadek, cho no tu, chyba mam.. - nie dokończył, bo w tym momencie do pomieszczenia wpadła chmara pedałów szeleszcząc swoimi celulozowymi strojami. Kudłaty rzucając się do ucieczki wcisnął mały, czerwony przycisk. Efekt był natychmiastowy, dla całej bandy, oprócz dwojga meneli, czas stanął w miejscu. Banda rozwścieczonych gejów stanęła w biegu, nic się nie poruszało. 
- Niezły bajer... - przyznał Tadek jakże zadowolony z uniknięcia naturalizacji na pedała. - Pokaż dziadostwo... . Menel dobrał się do urządzenia i paroma innymi przyciskami cofnął nieco sytuację. Rzeczywistość wkoło cofała się jak na przewijanym wstecz filmie. Obaj pobawili się tak trochę, aż przypomnieli sobie o wyższych celach. Z trudem odnaleźli ukrytą w szafie toaletę( jej posiadanie było przez pedałów zakazane, każdy robił pod drzewo). Spakowali wszystkie łupy do wora i przepchnęli się przez kanał czasowy do jakiejś innej rzeczywistości.

* * *

Tymczasem w Rzeczpospolitej Lepperskiej zaczynali już przygotowania do operacji Pawliszyna.
- Towarzyszu Siepacki, skaczcie po XCVLKDHWGHKTURG. - polecił dr Enstein. Młody asystent poszedł posłusznie do lodówki po cwela. Po chwili cwel znalazł się na stole operacyjnym. Całe wydarzenie obserwował tajny wysłannik Rokity. Tymczasem obok, w prosektorium, doszło do niespodziewanej mateializacji dwóch meneli. 
- Dobrze trafiliśmy! - ocenił Kudłaty - Czuję smród cwela!! 
- Eee tam, to ci sztywni... - poprawił go Tadek. -Dawaj, zostawiamy graty i idziemy po zapachu. 
W korytarzu unosił się wyraźny smród nigdy nie pranego dresu za którym ekipa dotarła do sali operacyjnej gdzie ukryli się za szafą z pigułkami i implantami.
- To od czego zaczynamy? - Siepacki oglądał Pawliszyna.
- Podajcie spirytus, trzeba zdezynfekować... - Enstein wziął flaszkę spiryta, polał trochę cwela i następnie łyknął trochę sam. - ... od środka też.. dobra, teraz gumówkę..
Eksperci wzięli szlifierkę i kilkoma szybkimi cięciami otworzyli czaszkę Pawliszyna.
- Zaraz, cholera, przecież tu nic nie ma!- zdziwił się praktykant zaglądając do wnętrza głowy pacjenta.
- To dlatego jest nam potrzebny. Po obowiązkowym wszczepieniu rozruszników mózgów wszystkim debilom nawet najtępsi z nich mają IQ > 100. Ten jest wyjątkiem. - powiedział patrząc na zawsze tępy wyraz twarzy Pawliszyna.
- Jasna cholera!!! K****a mać! co to ma być? - Enstein po dokładnym zbadaniu minimóżdżka Pawliszyna obliczył jego IQ na 13. 
- Za dużo. Lepper ma 12.. Jest za mądry. - odezwał się szpieg Rokity. - Trzeba to usunąć..
Jak wymyślili tak też zrobili. Po chwili podłączyli cwela do beczki odpadów radioaktywnych. Miało to zneutralizować jego namiastkę mózgu, jednak efekt był nie do przewidzenia.
–Ale zaraz będzie zadyma.. - Tadek nie mylił się. Po chwili organizm Pawliszyna przypomniał sobie stare dobre czasy w Czarnobylu i przybrał swoją pierwotną postać, czyli XCVLKDHWGHKTURG. Wielki, galaretowaty stwór o trudnym do opisania kształcie spłynął ze stołu operacyjnego, odłączył sie od reaktora połykając go(podobnie jak ten w Czarnobylu) i rozejrzał się za świeżymi mózgami.
–K****a mać, ale... - Enstein nie zdążył nic więcej powiedzieć, bo XCVLKDHWGHKTURG wyssał mu mózg przez odbyt. Podobnie zrobił z asystentem Siepackim. Oboje przeżyli jak wszystkie ofiary XCVLKDHWGHKTURG i po chwili szoku stali się bezmózgimi zombie(dla ułatwienia można porównać do dresiarzy.). Potwór po przetrawieniu mózgów ofiar postanowił się wyhasać po 15 latach i wyszedł na miasto. Gdy już wyżarł pesonel wszystkich okolicznych salonów masażu, wrócił do szpitala i próbował dobrać się do meneli.
–Tym razem cwelu przegiąłeś... - wściekł się Tadek, gdy potwór połakomił się na jego mózg. Aby mu to wyperswadować pożyczył ręczną wyrzutnię przeciwpancerną z bogatego arsenału Kudłatego i wypalił XCVLKDHWGHKTURG prosto w mordę. Resztki cwela rozbryzgły się po pomieszczeniu i po chwili złożyły się z powrotem do kupy ale już pod postacią Pawliszyna.
–Myślę, że trzeba wykorzystać okazję... - Kudłaty przyłożył Pawliszynowi po łbie gumowym młotkiem. - Może coś zobimy z tym jego cwelostwem? 
Menele przywiązali nieprzytomnego Pawliszyna do łóżka, następnie podobnie jak poprzednicy rozcięli mu czaszkę gumówką. Tadek otworzył zostawioną przez Ensteina walizkę z implantami.
–Co my tu mamy... sztuczna inteligencja, esperal, rozrusznik mózgu...- wyliczał.
–Ładuj wszystkie! - Kudłaty poszedł na żywioł. Implanty ledwo się pomieściły w pustym łbie. Fachowcy spakowali wszystko i zaszyli prowizorycznie dziurę.
–Ciekawe czy to coś da... - zastanawiał się Kudłaty.
–Z nim już nie może być gorzej. - Tadek był bardziej niż pewien. 
Aby nieco wyprowadzić cwela na ludzi dokleili mu butaprenem wszystko gdzie trzeba i stworzyli nowy image na gębie przy pomocy worka gipsu i szpachli.
–No, może teraz będzie mądrzejszy... - Kudłaty ciągle nie tracił nadziei.
–Znając go nie liczyłbym na to, ale przynajmniej gębę ma mniej obleśną. - Tadek dość dobrze oceniał efekty swej pracy nad gębowym interfejsem Pawliszyna. - Ale czegoś mi tu brakuje.. on coś taki mało ruchliwy ... 
–Zaraz to naprawię... czytałem w takiej książce.. - Kudłaty podłączył łóżko Pawliszyna do transfomatora, 5000 V szybko ożywiło pasożyta. Jak tylko zaczął się ruszać, Tadek wywlókł go do kibla i teleportował do właściwych czasów. 
–Te, wszystko tu mają aluminowe. -zauważył Kudłaty – może weźmiemy sobie trochę.. 
–Tamci są chyba innego zdania.. - Tadek zauważył zbliżającą się dwójkę zombie, którzy najwyaźniej mieli ochotę na świeże mózgi.. Na pożegnanie wziął jeszcze siekierę i rozwalił nią biegnący ścianą gazociąg, z którego gaz szybko wypełnił pomieszczenie.
–Tadek, spadajmy! Nie czas teraz na złomowanie rur! - Kudłaty był już w kiblu, czekał jeszcze na towarzysza.Gdy ten dobiegł, oboje weszli na sedes. W chwili gdy skakali Tadek rzucił w stronę zombiaków zapaloną zapalniczkę, od której zapalił się ulatniający się gaz. Wybuch rozniósł cały ten burdel w po okolicy, ale menele nie zdążyli tego zobaczyć. Ogarnęła ich ciemnośc, jakiej nie ma nawet w bunkrze Kpt. Odyńca. Szambo się rozstąpiło...

* * *

–Coś ty narobił platfusie! - Darł się Tadek na Chlora 
–To nie ja. - zapewniał wampir. - Wczoraj zmaterializowało tu Hitlera z tym jego U – Bootem no i wychodek nie wytrzymał... - z zabytkowego kibla została hałda desek. Tadek zrozumiał, że nawet jeśli chce, to nie da rady zakatrupić za to Chlora. Najwyżej kiedyś nawali trochę czosnku do legowiska mendy. Aby się zrelaksować postanowił przejrzeć łupy zdobyte w przyszłości.
–He, Pentium 500GHz. - odczytał napis na obudowie czarnej skrzynki. - Sprzeda się na bazarze..
–- A – L – C- O – H – O – L – 1 – 2 – 0 -%. - Pawliszyn odcyfrowywał napis na etykiecie wódki zdobytej w tym goszym wariancie przyszłości. 
–Pokaż to... - Kudłaty wziął od cwela flaszkę i pociągnął łyk. - K***a, to rzeczywiście ma 120%! Takiego jeszcze nie piłem!
–To ci homo..tego.. nie byli tacy głupi. - przyznał Tadek – Mogliśmy chociaż dowidzieć się jak to robią...
–Potrzeba matką wynalazku... - Kudłaty walnął odkrywczego cytata.

 
JUZEF [juzefwt@tlen.pl]

|strona 57|