spis treści | poprzednia strona | następna strona
56 Perypetie Smolandii VI

VI – Amator Procentów 

Dyś zawsze lubił wypić. Zresztą jak każdy mieszkaniec Smolandii. Jednakowoż, musiał być praktycznie ciągle trzeźwy ze względu na to, że prowadził jedyny bar w okolicy. Reszty nie trzeba tłumaczyć :P. Jednak ostatnio zaczęły znikać trunki z Wielkich Zapasów – miejsca, w którym magazynowany był cały alkohol Smolandii. Okrutny zbrodniarz na miejscu przestępstwa zostawał tylko jedną dziwną kartkę z napisem – Amator Procentów. 
Dyś, Siwy, Bizon, Uszat oraz Kowalik siedzieli w barze przy jednym stoliku, popijając jedne z ostatnich butelek COMandosa®, gdyż muszą być przygotowani na najgorsze. Tzn., że COMandosów® może zabraknąć i zginą na za niski poziom alkoholu we krwi. A to śmierć w okropnych męczarniach...
Maniek ma ostatnio nowe hobby. Mianowicie, po przygodzie z komórką na miotły lubi zlatywać ze schodów na różne sposoby. Dziś, gdy tylko wbiegł na szczyt stopni, zbiegał ze schodów kręcąc się w kółko i krzycząc: „Bączki!”. Smolandczycy tak się roześmiali, że aż rozlali COMandosy®. Przerazili się i zaczęli spijać ten płyn z podłogi.
Paweł położył się dziś z ostatnią butelką COMandosa®. A śniły mu się takie piękne rzeczy...
Nazajutrz obudził się z krzykiem. Nigdzie nie było butelki! Gorączkowo przeszukał łóżko oraz pokój. Była tylko to głupia kartka: „Amator Procentów tu był”. Z żalu Dysiowi opadły gatki. Niespodziewanie wpadli (przez okno) jego kumple i krzycząc: „KANAPKA!” przygwoździli go swoimi ciałami do ziemi. Dyś nie miał nawet siły się oburzyć...
Stało się to, co mogło stać się najgorszego. Maniek zabarykadował się w ubikacji, Siwy zjadał świeczki, nawet Łodo-łodo nie niszczył lamp ulicznych, a Hosu nie walił się trzepaczką po głowie. Cała Smolandia zebrała się na rynku i odśpiewała pieśń żałobną pt.: „Moje zbiory dziś obfite”. Ksiądz Zbych był w rozpaczy. Nawet wino mszalne mu ukradli. Podczas minuty ciszy solista chóru kościelnego – Kowalik – nie wytrzymał i zaczął śpiewać: „Yo muthafucka, urwę ci ptaka”. Zbych tylko wyszeptał:
- Kowalik, zwalniam cię...
Dyś nie mógł już tak dłużej. Postanowił wszcząć śledztwo. Maniek skonstruował machinę do badania odcisków palców. Przepuścili przez nią kartki Amatora Procentów. Nic. Paweł wpadł na plan, niezbyt inteligentny, ale jednak plan. Otóż, trzeba zrobić atrapę wina z soku porzeczkowego. 
Wieczorem Uszat nalał do butelki sok porzeczkowy. Bardzo zgrabnie narysował etykietkę wina. Przykleił ją i wystawił przed bar. Zaczaił się za głazem. 
Po godzinie pojawił się ON. Amator Procentów!!! Wziął sprytnie butelkę i schował za pazuchą. Uszat wyskoczył zza głazu i rzucił się niczym rozwścieczone dzikie zwierzę na złodzieja. Chwycił go zębami za szyję i pomiatał jak wilk swoją ofiarą. Amator Procentów zaczął się wić jak w tych filmach karate i kopnął Uszata w żuchwę. Mateusz wywrócił się. Amator popędził przed siebie. Uszat szybko wstał i pobiegł za nim. Zrobił ślizg i wywrócił go. Amator rozbił butelkę. Jego nos zaczął poruszać się niczym królicze nozdrza. Rzekł:
- To nie wino!
- Jasne, że nie. Pacanie. – dopowiedział Uszat.
- Uch...
- Dlaczego ukradłeś cały nasz alkohol, Amatorze? – wykrzyczał Mateusz i zaczął świecić Amatorowi prosto w oczy, niczym na przesłuchaniu. 
- Jest mi potrzebny!
- Jak każdemu....
- Ale ja mam taki eksperyment. Zobacz. – skończył. Wyjął z kieszeni pilota i nacisnął guzik. Na niebie pojawiła się wielka latająca cysterna ze skrzydełkami, w kształcie banana. Z banana ściągnęła się skórka i wyleciał z niego cały alkohol Smolandii. Potoczyła się fala alkoholu przez całą wioskę. Po chwili wszystko lśniło. Uszat, drapiąc się po głowie spytał:
- A po co to było?
- E...e....e.ee...nie wiem. – wyszczerzył zęby Amator. Wysypał jakiś proszek i rozpłynął się w powietrzu. 
Ale swoją drogą...dobry pomysł. – podsumował „myślący” Uszat. 
Czas na jakieś wniosek z tej historii, więc: „nie stawiaj roweru koło lodówki, bo ci się kibel i nie będziesz mógł zapalić światła”.

 
Paula Sadowska (Evolva) [ksiondz_lorenzo@o2.pl]

|strona 56|