spis treści | poprzednia strona | następna strona
41 Londyńskie Mosty

O czternastej czasu Środkowoeuropejskiego Stasiu standardowo zabrał się za swą ulubioną grę wideo "Londyńskie Mosty". Czytał również niedawno w Play'u, że niedługo ukaże się w Polsce druga część tej może nie cudownej, lecz zdaniem Stasia cudownej gry. Po godzince grania niespodziewanie zadzwonił telefon. Stasio podjął decyzję może nie najważniejszą w swym krótkim życiu, ale jakże roztropną, aby odebrać połączenie.
- Halo? - odezwał się głos ze słuchawki próbując skusić odbiorcę do kontynuowania rozmowy - Stasiek?
- Tak, to ja. O co się rozchodzi? - odpowiedział na wezwanie naciskając na ostatnie słowo.
- Zdzichu z tej strony. Wpadniesz na brona? - zaproponował nie mając nic lepszego na myśli, albowiem zadzwonił do Stasia dlatego, iż mu się nudziło.
- No jasne, że wpadnę. Czekaj. Praktycznie już tam u ciebie jestem.
- No ale czekaj, weź ze sobą tą super grę wideo co w nią zawsze pykamy jak u ciebie jestem.
- Londyńskie Mosty. Wezmę. 
W słuchawce rozległ się sygnał oznaczający przerwanie połączenia. Stasiu odłożył więc słuchawkę, wziął do ręki swą jedyną, ale za to ulubioną grę. Grę, która była dla niego ideałem, wprost cud nad cudy. Nie istniały dla niego żadne inne gry. Wszelkie Half Life'y, Doomy czy Undergroundy były dla niego niczym. Kochał tę grę i nie mógł wyobrazić sobie dnia bez grania w "Londyńskie Mosty. Cenił ją i zależało mu, żeby cały świat również ją docenił. Dlatego tak chętnie przynosił ze sobą tą grę za każdym razem, gdy wybierał się do swoich kolegów. Tak było i tym razem.
Stasio stojąc przed drzwiami swojego kumpla Zdzicha nie musiał długo czekać na jego reakcję - nawet nie nacisnął na przycisk służący do zawiadamiania domowników o przybyciu gościa bądź gości. Te po prostu rozwarły się przed jego osobą za pomocą niedocenianej przez wielu ręki Zdzicha. Zdzichu oczywiście zaprosił swego kolegą częstując go jednym ze swych oryginalnych tekstów pochodzących wprost z tłumaczeń amerykańskich utworów hip-hopowych:
- Wchodź psie do budy nie swojej i wypij z nie swojej misy garść wody.
Stasiu dostosował się do poleceń Zdzicha i poczęstował się browarkiem "MocnyStrong po czym usadowił się w wygodnym fotelu przed telewizorem, przed którym to znajdowała się konsola do gier. Zdzichu nie powiadamiając o tym Stasia poszedł za potrzebą do ubikacji, a konkretnie po to, by wydalić gromadzący się w jego pęcherzu żółty, śmierdzący mocz. Gdy wrócił, włączył telewizor, a następnie grę przyniesioną przez jego kolegę. Przez dłuższy czas siedzieli, pili browary i grali w Londyńskie Mosty. Kompletnie stracili wyczucie czasu które w ich przypadku nie było potrzebne przynajmniej przez tydzień. Zapomniani, żyjący w ciągłej monotonii dwaj straceńcy pogrążyli się w głębokim śnie...

- Stasiek! Obudź się! Stasieeek! - głośno wyjąc nad głową Stasia Zdzichu próbował go obudzić
- Co, co jest... - odezwał się w końcu zaspanym głosem Stasio - czemu wyjesz jak syrena policyjna, gdy ja sobie słodko śpię?
- Stasiek, już jutro jest, kapujesz? Jutro! Spaliśmy dwadzieścia cztery godziny!
- CO?! - podskoczył zaskoczony Stasio - Ale ten czas zapiernicza...
- No, a jak dziś jest jutro, to może skończymy swe monotonne, nudne życie i pójdziemy na lachony? - zakomunikował triumfalnym tonem
- Ale po co? Zdzichu?
- No, pójdziemy, zaliczymy, wrócimy i taka zabawa!
- No dobra, dobra. Tylko daj mi się odlać.
- Się ma rozumieć, stary!
Czym prędzej Stasio wydalił mocz i udał się ze swym wiernym kumplem do baru dyskotekowego ""Jawa Czy Zły Sen". Nie był on zbytnio zadowolony z lokalu wybranego przez Zdzicha, ale mimo wszystko poddał się jego sugestii.
Na parkiecie tańcowało pełno panien i młodych mężczyzn. Zdzichu od razu wybiegł na parkiet i swymi kocimi ruchami bezskutecznie próbował przyciągnąć uwagę dziewcząt. Stasiu natomiast podszedł do baru zamówić krwawą mary. Czuł się jakoś nie swojo. Obok niego siedziała kobieta o nieprzeciętnej urodzie. Przez chwilę spoglądał na nią jak pije. Głównie przypatrywał się na jej błękitno fioletowe oczy i na długie, ciemne, czarne włosy. Ta zapewne zauważyła to, gdyż po chwili odwróciła się do Stasia i szepnęła:
- Może zatańczymy?
- Może tak - odpowiedział
Choć ani ona, ani sam Stasio nie słyszeli odpowiedzi, kobieta wiedziała, że się zgodził. Weszli na parkiet po czym zaczęli tańczyć. Podczas tańca Stasio postanowił zapytać o coś swą partnerkę donośniejszym głosem, tak, aby przekrzyczeć głośne bity puszczane przez DJ'a:
- Jak masz na imię?
- Julia, tak na imię mam. A ty?
- Stasio. To nie miejsce dla mnie. Może wyjdziemy na zewnątrz?
- No dobra, jak chcesz.
Jak się umówili, tak też uczynili. Na zewnątrz budynku stało dużo ludzi którzy rozmawiali ze sobą, ale mimo wszystko było ciszej, niż w wewnątrz.
- To co? Może pójdziemy do ciebie? - zaproponowała Julia.
- Pewnie, coś ci w domu pokażę, co mam - odpowiedział z entuzjazmem Stasio
Julia oddała w jego stronę lekki, przyjemny uśmiech, po czym powędrowała za nim do jego własnego, prywatnego domostwa. Stasio będąc już przed drzwiami swego domu spojrzał na Julię jednocześnie wkładając z perfekcyjną dokładnością klucz do zamka. Popatrzał na klamkę, przekręcił klucz i otworzył drzwi. Wprowadził kobietę do domu i zaproponował jej usadowienie się na niesamowicie wygodnym fotelu firmy Meble-Bis. Kobieta skorzystała z propozycji.
- Poczekaj, zaraz ci coś pokażę - szepnął Stasio do ucha Julii - nie ruszaj się.
- Możesz być o to spokojny - odpowiedziała mając na sobie założony uwodzicielski uśmiech przyniesiony z baru.
Stasio pobiegł do pokoju w którym zwykle grał, zajrzał do konsoli, by wyciągnąć nośnik danych z grą, tegoż jednak nie znalazł we wnętrzu swego wspaniałego urządzenia. Zastanowił się chwilę.
- Nie rozumiem... - westchnął do siebie.
Mimo usilnych wysiłków nie mógł sobie przypomnieć gdzie położył swoją ukochaną grę wideo. Przeszedł przez salon do pokoju gościnnego, gdzie zostawił Julię, jednak przekraczając próg drzwi wydawało mu się, że w salonie zobaczył coś dziwnego, niecodziennego. Odwrócił się i ujrzał, iż szyba w oknie została wybita, najprawdopodobniej przez złodzieja który zabrał mu jego grę i uciekł. To była jego pierwsza myśl i zarazem jedyna która nie dawała mu spokoju
- Zabrali mi ją! - krzyknął - Zabraliii!
- Kogo kto ci zabrał? - spytała jakby bezinteresownym głosem Julia
- Zabrali, ukradli! Złodzieje! - rzucał przez okno słowa które do nikogo nie docierały
Julia wstała i otuliła Stasia. Nie zamierzała opuścić tego domu dopóki nie dowie się, czego bądź kogo zabrano Stasiowi.
- Uspokój się, już dobrze - szeptała łagodnym tonem - co ci zabrali?
Stasio obrócił się i spojrzał Julii w oczy.
- Zabrali mi moją grę! Moje Londyńskie Mosty!
- Ha, ha! I z tego tak ryczysz? Za głupią grę?
- To nie byle gra! Ja... Ja...
- Co ty? - naciskała tracąc cierpliwość.
- Ja ją kochałem...
- Ale z ciebie dziecko! To tylko głupia gra. Nie mogłeś jej kochać. Ludzie kochają ludzi, a nie przedmioty.
- Co ty wiesz o prawdziwej miłości! - wybuchnął gniewem Stasio
- Nie dość, że dziecko to na dodatek ciota! - krzyknęła Julia i wyszła trzaskając za sobą drzwiami.
- Nie jestem gejem! - odpowiedział, ale było już za późno.
Nie czekał. Czym prędzej podbiegł do telefonu i wystukał numer do lokalnej policji. Przedstawił co zaszło w jego domu, a następnie poszedł sprawdzić czy nie zginęło mu coś jeszcze. Na jego nieszczęście zginął mu jeszcze kwarcowy zegarek oraz sztabki złota które to wygrał niegdyś w teleturnieju.
Policja zjawiła się pod domem zaskakująco szybko. Po spisaniu słów Stasia policjanci zawieźli go na komisariat, aby dokładnie spisać wszystko na maszynopisie. Przez cały ten czas Stasio był bardzo zdenerwowany i roztrzęsiony. Podczas rozmowy z policjantami dowiedział się, że schwytano sprawcę z jego przedmiotami. Niestety nie znaleziono przy nim Londyńskich Mostów. Każde słowo które do niego kierowano spychało go coraz bliżej krawędzi i był bliski załamania. W pewnym momencie o mało nie wybuchł spazmem, jednak dzięki swemu wrodzonemu opanowaniu jakoś wytrwał do końca i gdy już zjawił się w domu rzucił się na łóżko i rozpaczał.
Następnego dnia wcale nie było łatwiej. Z samego rana zadzwonił do niego telefon. Stasio nie miał zamiaru go odbierać, ale pomyślał, że może to być policjant z informacją o odnalezieniu jego ukochanej gry. Odebrał więc. Nie był to jednak policjant, a Zdzichu który dość nieprzyjemnie zaczął:
- No i jak było wczoraj, powiodło się?
- Zdzichu...
- Co? Słabo? Nie martw się, następnym razem będzie lepiej. Opowiedzieć ci co mi się przytrafiło?
- Ukradli mi Londyńskie mosty.
- Co? - Zdzichu automatycznie przypomniał sobie, że ma tą grę u siebie. Na samą myśl, że może być tylko jego czuł czystą esencję rozkoszy. Postanowił się więc nie przyznawać, że ją posiada - Jak, jak? Jak to się stało?
- Złodziej wybił mi okno w salonie i zabrał mi ją razem z kosztownościami. To drugie odzyskałem, jednak grę zdążył ukryć.
- A to ciula! Jak byś go złapał to przynieś mi go to mu walnę w pysk!
- Dzięki Zdzichu. Złapali go, będziemy się sądzić, ale tej gry to mu nie udowodnią bo niby jak?
- No nie wiem. Jak wyjdzie z paki to mu przywalimy, a teraz choć do mnie na bronka.
- No, już lecę.
Stasio udał się więc do kolegi który to w międzyczasie ukrywał grę w miejscu, gdzie był absolutnie pewien, że Stasio do niego nie zaglądnie.
- Witaj Stasiu - przywitał go ciepłym głosem w ręku trzymając browar - rozgość się, zaraz do ciebie dołączę.
Podczas gdy Zdzichu przesiadywał w toalecie, Stasio odłożył piwo. Był zbyt zdołowany, aby pić coś tak lekkiego. Wstał i sięgnął do barka. Co prawda Zdzichu zawsze zabraniał mu kosztować czegokolwiek z wyrafinowanych trunków, ale w końcu też kazał się rozgościć. Pociągając za klamkę zauważył wewnątrz ukrytą grę Londyńskie Mosty. Stasiu patrzył z niedowierzaniem. Wyciągnął ją i otworzył pudełko. Znalazł tam swój podpis świadczący o tym, że to jego własność. Poszedł z grą w kierunku toalety, do Zdzicha. Kiedy Stasio znajdował się tuż przy drzwiach te otwarły się, a zza nich wyszedł Zdzichu.
- Zdzichu! - wrzasnął Stasiu - Ty polski złodzieju! Wiedziałem, mama z pochodzenia Niemka zawsze mi powtarzała, że nie należy ufać Polakom, gdyż zawsze kłamią i są złodziejami, a w szczególności przyjaciele. Ty byłeś zaledwie kolegą, ale i tak mnie zdradziłeś! Zdradziłeś mnie!
- Stasiu, uspokój się!
Stasiu nie mógł jednak się uspokoić. Nie mógł znieść kłamstwa, chciwości i zazdrości którymi ogarnięty był Zdzichu. Nie mógł uwierzyć, że jeden z jego najlepszych kumpli dokonał tak haniebnego czynu. Nie wytrzymywał presji. W końcu ścisnął pięść i uderzył go z całej siły w nos.
- Ona była moja! Zabrałeś mi ją, a ja ją kochałem!
- Stasio, co ty mówisz? Przestań!
Lecz Stasio nie przestawał. Kopał i bił swego byłego kolegę wyładowując tym samym swój gniew. Po kilkunastominutowych torturach dokonywanych na Zdzichu uspokoił się i usiadł na fotelu. Spojrzał na grę, po czym zaczął przemawiać do niej łagodnym tonem:
- Jesteś moja, tylko moja. Nikomu cię nie oddam. Może i kupię drugą część, ale nie będę w nią grać. Dla mnie istniejesz tylko ty, moja kochana gro wideo. Nigdy cię nie opuszczę.
Wstał i udał się do swego domu. W obawie przed posądzaniem go o śmierć Zdzicha spakował rzeczy i wyjechał do swojego wujka Ferdynanda na wieś. Ten jednak nie przyjął go. Nie puścił go też z pustymi rękami - zaofiarował mu kilka banknotów na bilet lotniczy do Ameryki i garść dobrych rad. Stasiu wysłuchał nauk i postąpił tak, jak mu wujek nakazał: poleciał do Stanów, do wuja Rogera który prowadził komis samochodowy i zatrudnił się tam jako jego pomocnik. I tak, prowadząc nowe życie, Stasio rozpoczął poszukiwanie prawdziwych przyjaciół. Przyjaciół, którzy akceptowaliby jego miłość do Londyńskich mostów, nie byliby chciwi, ani zazdrośni. Nie kradliby jego własności, tego, co kocha, dla czego żyje.
Po kilku miesiącach Stasio takich przyjaciół znalazł i był bardzo szczęśliwy, lecz mimo swego szczęścia nie zaznał nigdy miłości do drugiej osoby. Innych ludzi mógł lubić bądź szanować, ale nie kochać, gdyż jedyną, prawdziwą miłość żywił jedynie do Londyńskich Mostów...

KONIEC KROPKA

 
[ypin@o2.pl]

|strona 41|