spis treści | poprzednia strona | następna strona
17 Cthulhu The Hutt :: Chomik Bendżi i Okropne Koniowały T#M

Albo coś nie tak z moją głową, albo jestem chory… Albo jedno i drugie (w każdym razie mam lekki katar, ale spokojnie, moje fanki :D To z alergii, zaraz przejdzie :D). Szczerze mówiąc, to mniejsza z tym. Przeglądałem sobie ostatni numer AM#O i co widzę? W „Innych” jest czegoś ostatni odcinek. A skoro ostatni, to można czytać całość, bez oczekiwania na następny odcinek. Z racji, że ja wcześniej nie zwracałem uwagi na „Chomika Bandżi…”, to postanowiłem przeczytać i napisać komentarz, jak do normalnego cyklu :P. Kto powiedział, że opowiadań z „Innych tekstów” nie można komentować? No to zapuszczam cicho winampa i pogrążam się w lekturze…

Odcinek 0 (pilot): Narodziny Potwora (AM#O 25)
Hmmm… Jak najbardziej odcinek pilotowy. Początek nie należy do świetnych, jest po prostu dobry. Później już trochę mniej człowiek się śmieje, ale nie sądzę, bym miał to uznać za wadę… Uważam, że trochę więcej powinno być napisane o tym, jak to Glazura nabawił się swojej ksywki. Bo to, co jest, to takie nieskończone mi się wydaje… Właściwie to cała impreza także aż prosi się o bardziej szczegółowe opisy (ehm…) i bardziej zabawne sytuacje (ja do takich miejsc nie chadzam, ale jestem pewien, że ludzie NIE TYLKO próbują wyrwać jakieś łatwe panienki…). Jednak na końcu zaczyna być ciekawie pod względem fabularnym. W końcu niecodziennie można się natknąć na opowieści o wielkich chomikach :P. I przy okazji muszę się spytać, dlaczego jeśli chodzi o „zabawy” z chomikami, udział MUSI brać taśma klejąca? Jestem niedoinformowany w tej kwestii :)

Odcinek 1: Pierwsze uderzenie (AM#O 25)
Odcinek pierwszy prowadzi nas do poszukiwań chomika, który postanowił sobie poszukać sałaty. Fajny motyw, muszę przyznać :P Autora pochwalić należy w związku z omawianym odcinkiem za dwie rzeczy – świetne parodiowanie przekleństw („Kurczak ja pierniki lubię jaki z ciebie pojemny śmietnik skurczyły się twoje spodnie w praniu!”), a także równie świetne wykorzystanie fobii Pucybuta. I chociaż postacie same proszą się, aby o nich coś więcej napisać, to i tak po chwili wszystko wiadomo i czytelnik nie zachodzi w głowę nad skomplikowanymi charakterami osób występujących (wiesz – sam również powinieneś popracować nad opisami postaci ;) – dop. Seth). Ze spraw czysto technicznych wypatrzyłem jedno powtórzenie, które mnie jakoś razi w oczy. Ale jest to na szczęście tylko jedno powtórzenie…

Odcinek 2: Okropne Koniowały (AM#O 26)
W tym miejscu muszę szczerze przyznać, że do „Chomika Bandżi…” podchodziłem jak najbardziej jak do komedii, a ten odcinek… No cóż, jeśli miał być komedią, to raczej nią nie jest… Ale zdaje mi się, że miał być właśnie taki, jaki jest. A jaki jest? Bardziej podchodzi pod dreszczowiec i to taki trochę lepszej jakości (!). Wiem, głupio to brzmi, ale jednak… Naprawdę ma swój specyficzny klimacik. Mamy w nim okazję poznać Okropne Koniowały, cokolwiek by to miało być :P Robi się coraz ciekawiej, proszę państwa. Jak na razie, najlepszy odcinek z cyklu, ale już biorę się do czytania następnego…

Odcinek 3: Ostatni Błąd Dżem’sa Błąda (AM#O 26)
Jejku! Tutaj to nie można narzekać na monotematyczność. Jeszcze przed chwilą pikawa waliła w związku z trzymającymi w napięciu wydarzeniami w pewnej wiosce, żeby teraz śmiać się na cały głos czytając o tym jak Golump znalazł cederuma :D Nie no, świetny bajer, naprawdę trzeba autora pochwalić. Do tego nazwa dla lumpa jak najbardziej trafna :D. Co ja tu będę pisać. Przechodzę do następnego odcinka.

Odcinek 4: The Bleem Łicz Projekt (AM#O 27)
Szczerze, spodziewałem się kolejnego mniej, lub bardziej dreszczowca. A co dostałem? Coś innego :) Ale nie jest źle. A wiedźma jest po prostu świetna (hehehehe, zatwardziała przeciwniczka konsol :D). Widać, że wszystko idzie w pewnym, obmyślanym kierunku i składa się w logiczną całość. Jedno zdanie mnie w tej części zaabsorbowało: „Dookoła wzgórza, na którym stała stodoła, porastał żywopłot.” Zdaje mi się, że jest to trochę źle napisane. Moim zdaniem powinno być: „Wzgórze, na którym stała stodoła, otaczał żywopłot”. Ale ja tu nikogo nie poprawiam, jestem tutaj od czytania i komentowania :P

Odcinek 5: Wejście Rysiołaka (AM#O 27)
W sumie trochę dziwne wprowadzenie postaci Krzysztofa Ibisza (który ma, zaiste, dziwaczne umiejętności…), ale nie przeszkadza on jakoś specjalnie :] Niestety, pobyt w lesie i jeszcze jakieś zadanie do wykonania powoli zaczynają być nużące… Nie wiem, może mi się chce spać, albo co… A pochwalić muszę za pistolet na bimber. Wspomniany w tym odcinku plakat nawet mam na komputerze, hjehjehje :D

Odcinek 6: W poszukiwaniu najwyższego drzewa (AM#O 28 i 32)
Ten odcinek pojawił się dwa razy w AM#Opowiadania. Nie mam pojęcia, co jest tego przyczyną i czy czymś się oba od siebie różnią (zapewne nie różnią się niczym - głupi błąd naczelnego ;) - dop. Seth). Ja czytam ten z numeru 32.
Dobre, naprawdę dobre parodiowanie erpegów :D Znów ta pochwała należy się autorowi. Myślałem, że to będzie jakiś nudny odcinek, ale nic z tych rzeczy. I bardzo dobrze! Przyczepić się muszę, znów, do powtórzenia. Jednego, ale one wszystkie się sumują i jest już ich trochę więcej…

Odcinek 7: Szpital Psychiatryczny im. Michaela Myersa w Tworkach (AM#O 32)
Nie jest to jakiś specjalnie dobry odcinek. Najlepsza scena jest w więzieniu z Glazurą i jego bratem. „Nigdy więcej mi nie przypominaj o tych fotkach” powiedziane półszeptem jest genialne :D Nie ma się specjalnie do czego przyczepić, ale tez nie ma za wielu rzeczy ciekawych. Po prostu akcja idzie do przodu, trzeba czytać dalej :P

Odcinek 8: Drugie Uderzenie (AM#O 33)
Hehehe, nie dziwię się Bandżiemu, że chce się zemścić :D Pucybut okazał się dosyć inteligentnym osobnikiem, a czego innego się spodziewałem (naprawdę ma fajną fobię dotyczącą ciemności :D). Nie mam większego pojęcia, jak jeszcze skomentować ten odcinek, więc pędzę do czytania ostatniej już części.

Odcinek 9: Decydujące Starcie (AM#O 33)
A zakończenie jak najbardziej dobre. Oczywiście Rutkowski się zjawił i wszystko się skończyło :D Te akapity mające podkreślić dramaturgię, oraz zwiększyć napięcie są jakby wyrwane „z innej bajki”. Nie mówię, że być nie mogą, ale po prostu tak jakoś… No nie było wcześniej takiego „wyjścia” z opowiadania, i nagle coś takiego. Poprawia to jednak konkurs w którym można wygrać 6900 zł :] No i dobrze było, ale się skończyło.

Gdzieś wyżej wspomniałem, że do tego wszystkiego podchodziłem jak do komedii. Komedia to jest, ale moim zdaniem, za mało gagów takich naprawdę śmiesznych jest. Kilka jest trochę naciąganych, z tego co pamiętam, były też niezbyt trafne gagi. Jednak po lekturze całości bardziej pamiętam te lepsze i o to chodzi.
Jeśli autor chciał w jakiś sposób zaprezentować polskie realia, z przykrością muszę stwierdzić, że mu się to nie udało. Niby dresy, niby Ibisz, niby Rutkowski… Ale jakoś nie czuję tego swojskiego klimatu. Nie wiem, mieszkam w małym mieście, pewnie ktoś zamieszkujący większe znajdzie w „Chomiku Bandżi…” odzwierciedlenie swej okolicy.
W trochę dziwny sposób zostały ucięte pewne wątki, jak na przykład przygody Golumpa, czy nawet agenta Dżem’sa. Dżem’s moim zdaniem powinien szukać swojego CD, czy coś w tym stylu.
Narracja jest prowadzona naprawdę szybko, nie ma tak właściwie miejsca na przystoje i dłuższe przemyślenia. Z tego też chyba powodu mało miejsca jest poświęconego postaciom. Wystarczy spojrzeć na scenę, w której pucybut leży sparaliżowany przez strach w łóżku (tą scenę będę chyba pamiętać dłuuuugo :D), by się przekonać, że można nieźle się przy czymś takim uśmiać. A na przykład wyjaśnienie, dlaczego Glazura jest zwany tak, a nie inaczej, jest takie lakoniczne, że bardziej chyba już nie można było.
To chyba wszystko, co miałem napisać o błędach przeze mnie zauważonych… Ogólnie, jak najbardziej polecam. Nie jest to może coś specjalnego, ale zapewniam, że czyta się to przednio. Cthulhu musi jednak popracować nad powtórzeniami. Tyle ode mnie, idę spać!

Dark Tranquillity – Demage Done

CTH: Dzienks za bardzo ciekawego komenta ;) Nie będę się tłumaczył z każdego wytkniętego błędu, bo chyba nie o to chodzi. Napiszę tylko a propos najważniejszych rzeczy: wątek ksywy Glazury zamknąłem w jednym zdaniu, ponieważ nie przywiązywałem do niego jakiejś większej wagi, ot tak chciałem nadmienić, że coś takiego miało miejsce, ale nie rozwijać tego zbytnio. Narracja jest szybka, ponieważ to zasadniczo miała być powieść służąca rozrywce, a nie skłanianiu do głębszych refleksji. Większa ilość opisów wprowadziłaby niechciany efekt nudy, chociaż i tak w kilku miejscach z nimi eksperymentowałem. Co do powtórzeń zaś i dziwnej składni zdań - jak popracuję nad czytaniem tego co napisałem przed wysłaniem, ten problem powinien zniknąć ;) Na pewno Twoje uwagi wezmę sobie do serca przy pisaniu kolejnych powieści. Pozdrawiam.

 
T#M [tig3000@gazeta.pl]

|strona 17|