|
Nie mam pamięci do opowiadań, a także ich autorów. Mam z tym problemy nie tylko dlatego, że nie czytam wszystkich opowieści, ale także dlatego, bo od ich przeczytania minęło już dużo czasu. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, które pamiętał będę jeszcze długo, ale to nie jest zbyt duża grupa autorów czy tekstów.
Niemniej jednak, Judasza Iskariota pamiętam dobrze dzięki opowiadaniu "Kaprys", którym to chyba zadebiutował
na łamach AM#O (ano - zadebiutował, w AM#O 28 - dop.
Seth). Po przeczytaniu jego pierwszego tesktu czułem jedynie niedosyt... Myślałem więc, że teraz, gdy przeczytam jego kolejne opowiadanie, moje zdanie się zmieni - niestety, myliłem się. Utwór mi się w ogóle nie spodobał.
Po pierwsze - tytuł. Można go luźno przetłumaczyć na "taniec śmierci". Jest on trafny, ale tylko powierzchownie... Kto choć raz oglądał starodawne drzeworyty czy inne ryciny Dance Macabre, wie, że ówczesnym artystom nie chodziło jedynie o przedstawienie kościotrupa tańczącego z człowiekiem, ale o to, by pokazać, że wszystkich ludzi łączy śmierć, i że zbiera ona żniwo nie tylko pośród biednych czy głodnych, ale także sytych bogaczy. Opowiadanie Judasza nie ma jednak z tym nic wspólnego, choć nie twierdzę wcale, że autor nie wiedział o tym, co tu nabazgrałem...
(Tytuł był właśnie dosłownym potraktowaniem tego terminu. Pomysł na opowiadanie wpadł mi właśnie podczas oglądania jednej z takich rycin i nie widziałem do niego innego tytułu, choć zdawałem sobie sprawę, że treść opowiadania nie będzie odzwierciedleniem jego (terminu) znaczenia - Judasz Iskariot)
Po drugie - długość. Mistrz suspensu - Alfred Hitchcock - mawiał, że dobry film powinien się zaczynać od trzęsienia ziemi
(metafora - trudne słowo), a potem napięcie powinno wzrastać. To stwierdzenie można też zastosować do opowiadań, bo niby
czemu nie? Judasz Iskariot zastosował właśnie ten manewr, bo już po kilku linijkach dowiadujemy się, że główny bohater
otrzymuje tajemniczy telefon, w którym został poinformowany o dniu swojej śmierci... Akcja opowiadania toczy się na balu, na którym bohater ma zginąć...
Jednak Hitchcock mawiał też, że "oczekiwanie na niebezpieczeństwo jest gorsze niż moment, gdy ono na człowieka spada",
a ten zabieg już Judaszowi nie wyszedł. Całe opowiadanie powinno być o wiele dłuższe, rozgrywać się nie tylko na wielkiej sali, ale też w innych pomieszczeniach budynku, można było też rozwinąć postać tajemniczego gościa, który wiecznie
uśmiecha się do bohatera (a może był innej orientacji :P) - przecież to, co się znalazło w tekście (odnośnie do owej postaci), jest TYPOWE, takich bohaterów można spotkać w BARDZO wielu opowiadaniach, np. w AM#O 32 - M.Bizarre (tylko tytułu nie pamiętam :P).
No i po trzecie - przy "Kaprysie" był chociaż niedosyt, tutaj nie ma nawet tego. Założę się, że o opowiadaniu szybko zapomnę - zdecydowanie za krótkie.
Wicked Sick [wickedsick@poczta.fm]
|