Październik 2005      


|:  RECENZJA  :|

Monika Luft - Śmiech iguany
Michał Chmielewski

Śliczna, mądra i uprzejma dziennikarka telewizyjna wpada pewnego dnia, aby napisać powieść. Nie taką nudną i płytką, która po przeczytaniu zostanie zapomniana podczas pierwszej wizyty w toalecie. Chce wystukać na klawiaturze ciekawą, solidną i przede wszystkim wciągającą jak tornado powieść, dzięki której jej uznanie w mediach nie będzie zawdzięczała tylko dziennikarstwu, ale i prozą przez nią spłodzoną. Proza ta nosi nazwę "Śmiech iguany", a jej mama nazywa się Monika Luft.

Początek książki jest obrazem dzisiejszej sytuacji w polskiej telewizji. Autorka przedstawia czytelnikowi, co dzieje się, kiedy gasną kamery, a prezenterka może zdjąć z twarzy sztuczny uśmiech. A dzieje się nieciekawie - układy między znajomymi wypychają zdolnych, ale pozbawionych takich właśnie układów dziennikarzy. Główna bohaterka przekonuje się o tym na własnej skórze, dzięki czemu dostaje bezpłatny urlop na czas nieokreślony - zostaje zwolniona. Korzystając z oszczędności wybiera się ze swoim chłopakiem na niezapomnianą wycieczkę do Meksyku, która rzeczywiście zostanie przez nich zapamiętana, ale nie w takim kontekście, jakim by sobie życzyli. Zostają bowiem poniekąd dobrowolnie wplątani w przemyt, który kończy się fiaskiem - ich "pracodawcy" wystawili ich, orżnęli, zrobili w bambuko. Facet trafia do więzienia, gdzie pozna wszystkie soczyste aspekty życia więziennego, a jego dziewczyna podejmuje szereg nieudanych prób wyciągnięcia go. Dla zepsucia Wam przyjemności czytania zdradzę, że udaje jej się to przez całkowity zbieg okoliczności - przypadek przez duże P. Powieść czyta się przyjemnie, szybko, co bardzo sobie cenię. Szybko zapoznajemy się z głównymi bohaterami, poznajemy ich myśli i odczucia, przez co łatwo się do nich przywiązać. A takie powieści właśnie lubię - gdzie bohaterzy nie są bezbarwni, pozbawieni uczuć.

A tutaj mamy do czynienia z niemalże prawdziwymi ludźmi, którzy zostali postawieni w ździebko niewygodnej dla nich sytuacji. Nikt poza Szpilmanem nie sprawił, bym czuł żal podczas czytania. A teraz - nikt, poza Władysławem Szpilmanem i Moniką Luft.

  Smiech Iguany
  Nie ma
  -
  -
  -
  -
  -
  chyba obyczajowa
  -
  -
Brak oceny



 Zatem - kongratulejszyn. Tym bardziej, że bardziej przywiązuję się do bohaterów, pochodzących z Marsa, a nie Wenus - a w "Iguanie" widzimy świat głównie kobiecymi oczami - i nie jest to przejaw mojej szowinistycznej strony, tylko... no dobra, jest. Tym bardziej należą się owacje dla Moniki Luft.

Książkę łowiłem w bibliotece kilka miesięcy (nie pierwszą i zapewne nie ostatnią). Uważam, że - uwaga, banał! - było naprawdę warto.

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!